Trzymając się trendu i widząc trwającą nadal niechęć do kupowania akcji w dalszym ciągu większe szanse na zwycięstwo trzeba przypisać podaży, choć dziś już nic istotnego chyba się nie wydarzy.

Opublikowane właśnie w USA dane były niejednoznaczne. Liczba nowych bezrobotnych wzrosła i wyraźnie przekroczyła oczekiwania, za to większy od spodziewanego był wzrost zamówień na dobra trwałego użytku w styczniu. Kontrakty na amerykańskie indeksy najpierw zareagowały ruchem w górę, ale zaraz spadły do poziomu sprzed momentu publikacji. W sumie tracą niewiele i nie pomagają określić kierunku w jakim przebiegać będą notowania na rynku kasowym.

U nas najciekawiej przebiegają notowania BRE. Przed południem kurs banku jeszcze spadał o ponad 2%, ale później pojawił się większy popyt, który doprowadził do wzrostu o 2%. Tu przyczyny można doszukiwać się w pogłoskach o rychłym odejściu prezesa Kostrzewy (miałoby to nastąpić jutro), co w krótkim terminie zostałoby zapewne dobrze odebrane przez inwestorów. Jednak w dłuższej perspektywie bank będzie musiał uporać się z powstałymi problemami i ewentualne odejście prezesa niewiele tu zmieni. Tym bardziej, że już wcześniej zapowiedziano zmianę strategii działania.

O skali marazmu na sesji świadczy to, że na akcjach PGF, wchodzących przecież w skład WIG20 nie zawarto jeszcze żadnej transakcji.

W sumie WIG20 nieznacznie rośnie, ale nadal pozostaje poniżej 1090 pkt., wyznaczających najbliższy opór. Cały czas można więc interpretować trwającą od wczoraj stagnację jako ruch powrotny do przełamanego wsparcia w postaci dołka z 6 lutego.