Przez dwa ostatnie dni indeks próbował przełamać linie trendu, biegnącą po szczytach z 13 stycznia i 20 lutego. To się nie udało. Dlatego uzasadnione jest oczekiwanie na atak na wspomnianą lukę. Ze względu na jej znaczne rozmiary można zakładać, że sukces podaży będzie równoznaczny z przełamaniem kluczowego długoterminowego wsparcia przy 1040 pkt. Dlatego kupujący mają o co walczyć.

Patrząc na wykres indeksu w dłuższym terminie można zastanawiać się, czy przed dwoma tygodniami rozpoczęła się nowa fala trwałych spadków. Przełamanie poziomu 1084 pkt. wskazuje na prawidłowość takiej hipotezy i pozwala spodziewać się zniżek o podobnej sile do tych ze stycznia. Na wykresach wielu spółek tworzą się bardzo niepokojące szerokie formacje dystrybucji (PEO, PKM), zapowiadające jeszcze znacznie głębszą przecenę. Bardzo słaba pozostaje TPS, której nie pomogły nawet niezłe wyniki za IV kwartał. Tu chyba jednak większe znaczenie odgrywa zagrożenie, że rosnące euro przyczyni się do wzrostu kosztów obsługi długu, wpędzając spółkę w spore kłopoty. W relacji do złotego euro kosztuje już ponad 4,3 zł, w w relacji do dolara ponad 1,09 USD. Przypomnijmy ile zamieszania wywołały poprzednie wzrosty euro z lata ub.r., kiedy TPS atakowała wsparcie na poziomie 10 zł. Teraz euro jest jeszcze droższe, a akcje znajdują się w rękach coraz bardziej zapewne rozczarowanych inwestorów zagranicznych, którzy przejmowali je po cenie powyżej 13 zł. Uwzględniając zmiany kursowe ich strata jest jeszcze większa, co może skłaniać do zamykania inwestycji. A to w rezultacie tworzy niekorzystne sprzężenie zwrotne, które przyczyniać się może do dalszego obniżania kursu TPS.

O giełdach światowych nie ma się co rozpisywać, bo brak jest nadal sygnałów odwrócenia trendu spadkowego. Warto jedynie wspomnieć o słabej giełdzie w Budapeszcie. To może być sygnał, że nasz region zaczyna być gorzej postrzegany, a przyjęcie do UE już dawno jest w cenach akcji.