Głosowanie odbędzie się o 17.00,, więc po zakończeniu sesji. Wydaje się jednak, że będzie miało ono bardziej psychologiczne znaczenie. Praktycznie każdy wynik z ekonomicznego punktu widzenia nie będzie dobry dla Polski. Trudno oczekiwać przełomu po tym rządzie w sferze polityki gospodarczej. Brak wotum zaufania przyczyni się do dalszej destabilizacji, może do przyspieszonych wyborów. Niestabilność to jest to, czego rynki nie lubią. Ale też nie ma co przesadzać. Czwartkowe notowania pokazały, że liczy się przede wszystkim świat. Można przypuszczać, że to zakończenie dzisiejszej sesji w USA będzie miało największy wpływ na to, co stanie się u nas w poniedziałek. Początek notowań w USA przyniósł niewielkie zmiany. Przebieg ostatnich sesji, choć wzrostowy, budzi pewien niepokój. Zwyżki zawdzięczaliśmy głównie przebudzeniu kupujących w końcowych fragmentach notowań. To świadczy, że siła popytu słabnie. Widać to po reakcji na opublikowany właśnie indeks nastrojów. Wskaźnik opracowywany przez Uniwersytet Michigan spadł w czerwcu do 87,2 pkt z 92,1 pkt w maju. To pokazuje, jak kruche są podstawy fundamentalne trwającego wzrostu. Optymizmu konsumentom wystarczyło na 2 miesiące. Nie można nic przesądzać, ale biorąc pod uwagę słabość rynku pracy i stagnację w wydatkach konsumenckich, dzisiejsze dane mogą przelać czarę goryczy i przynieść poważną przecenę. Zmieniałaby ona krótkoterminowy obraz rynków.
Charakterystyczna jest utrzymująca się na tydzień do wygaśnięcia ponad 10-pkt ujemna baza na kontraktach. To sygnał zwątpienia w kontynuację zwyżki.