Naszym zdaniem można spodziewać się jednak kontynuacji osłabienia -odpowiednio do 3,8550 zł na euro i 3,02 zł na dolarze. Wsparcia można umiejscowić odpowiednio na poziomach 3,83 zł i 2,9950 zł.
Impulsem do osłabienia się walut wschodzących może być zachowanie się amerykańskiego dolara, który ma szanse umocnić się w najbliższych dniach. "Jastrzębie" sygnały, które napływały ostatnio ze strony niektórych członków FED sprawiły, że uczestnicy rynku stali się dosyć podzieleni, jeżeli chodzi o przyszłe działania tamtejszego banku centralnego. Niemal połowa ankietowanych przez agencję Reutera przedstawicieli największych banków centralnych świata spodziewa się ich obniżki w perspektywie najbliższego półrocza, podczas gdy druga połowa nie wyklucza ich podwyżki.
Kierunku rynku na pewno nie wskaże zachowanie się papierów dłużnych, gdzie od kilku dni widoczna jest stabilizacja z lekką przewagą spadków rentowności. Nie zdołały jej zmienić nawet wyniki wczorajszego przetargu, podczas którego resort finansów zaakceptował tylko oferty na obligacje WZ0911 o wartości 2,3 mld zł, odrzucając te złożone na obligacje IZ0816. Większego wrażenia na inwestorach nie zrobiła także wypowiedź Mariana Nogi z Rady Polityki Pieniężnej, który po raz kolejny powtórzył, że powinno się prewencyjnie podnieść stopy procentowe, aby bronić celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. Tyle, że jego zdaniem maksymalna skala podwyżek w przyszłym roku może wynieść 50 p.b. i to jeszcze podczas I kwartału, co nieco odbiega od oczekiwań rynku odzwierciedlanych w wycenach kontraktów FRA. Odnosząc się do kandydatury prof. Grzelońskiej na stanowisko szefa NBP, przyznał on, że może być ona dobrze odebrana przez rynki.
"Gołębie" nastawienie nadal podtrzymywane jest przez przedstawicieli resortu finansów, co jednak szczególnie nie dziwi biorąc pod uwagę ich wypowiedzi na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Dzisiaj rano wiceminister Piotr Soroczyński powtórzył, że nie ma "palącej potrzeby" do podejmowania decyzji o podwyżkach stóp procentowych. Odnosząc się do kursu złotego nie wykluczył on jego dalszego umocnienia do poziomu 3,70 zł za euro z racji dobrych fundamentów gospodarczych. Dodajmy, ze delikatnej aprecjacji złotego w 2007 r. oczekuje także wicepremier Zyta Gilowska.
Dzisiaj inwestorzy nie otrzymają żadnych istotnych publikacji danych makroekonomicznych. Z uwagą będą, zatem śledzone informacje z rynków naszego regionu, a wpływ na złotego będzie mieć także zachowanie eurodolara na rynkach światowych.