Wczorajsza sesja w Stanach zakończyła się niewielkim wzrostem wartości
tamtejszych indeksów. W komentarzach wini się za to słabe dane
makroekonomiczne. Jest to zaskakujące, bo faktycznie dane nie były może
rewelacyjne, ale też nie były szczególnie złe. Poza tym niewielki wzrost
cen, to jednak wzrost. Zauważmy, że to już był kolejny dzień bez większej
korekty ostatniej zwyżki. Wydawało się, że może pojawi się ona tym razem,
ale końcówka sesji pokazała, że popyt na razie trzyma rękę na pulsie.
Takie zachowanie rynku można uznać za dobre. Inna sprawa, że wśród
wczorajszych danych najważniejszymi były te dotyczące rynku pracy, a te
akurat nie były złe. Ba, potwierdzały raczej, że piątkowy raport będzie
prawdopodobnie zbliżony do obecnych oczekiwań. Co więc miało tak
zaniepokoić graczy? Słabszą dynamikę wzrosty zamówień w przemyśle? Tak, z
pewnością jest to czynnik niepokojący. Kolejny sygnał, że przedsiębiorstwa
przemysłowe mają słabszy okres. Trzeba jednak pamiętać, że zamówienia w
przemyśle należą do tych zmiennych, które podlegają zwykle sporym
wahaniom, a zatem ich wiarygodność jako pojedynczego odczytu jest nieco
ograniczona.
Co innego ISM dla usług. Tu mieliśmy rzeczywiste rozczarowanie. To
najniższa wartość wskaźnika od 4 lat. Jest ono tym większe, że to właśnie
usługi uchodzą za parasol ochronny gospodarki. Gdy przemysł ma problem, co
przekłada się na spadek zatrudnienia to właśnie usługi to rekompensują
zwiększając zatrudnienie. Pokazał to choćby wczorajszy raport ADP, ale
przecież nie jest to sytuacja odosobniona. Słabszy odczyt ISM sam jeszcze
o niczym nie przesądza, ale warto się temu przyglądać. Może się bowiem
okazać, że tempo przyrostu miejsc pracy w sektorze usług spadnie, a to
może spowodować, że nie będzie miał kto kompensować spadku zatrudnienia w
przemyśle. Taka sytuacja szybko znalazłaby odzwierciedlenie w
publikowanych pierwszego piątku każdego miesiąca raportu o stanie rynku
pracy.
Tak czy inaczej, nie ma w tej chwili powodu do paniki. Owszem, jest się
czym martwić i warto śledzić kolejnej dane, ale trzeba też zdawać sobie
sprawę, że zagrożenie nie jest realne w tej chwili i trzeba szukać jego
ewentualnych potwierdzeń w innych miejscach. Wydaje się, że rynek
zareagował poprawnie.
FedEx wczoraj obniżył prognozę wyniku za I kw. 2007 r. ze względu na
spowolnienie gospodarcze. Nie ma takich spółek wiele, co do tej pory było
dla wszystkich pocieszające. Analitycy mają świadomość, że ten kwartał pod
względem wzrostu zysków będzie nieco gorszy od poprzednich, ale nie było
zbyt wielu ostrzeżeń o możliwych jeszcze słabszych wynikach. Gdyby te
zaczęły się pojawiać, sytuacja zrobiłaby się trudna. Na razie mamy ciszę,
a FedEx jest raczej wyjątkiem, co nie znaczy, że mamy go ignorować.
Zwłaszcza w odniesieniu do przyszłych kwartałów.
Fakt, że do tej pory nie było poważniejszej korekty sprzyja bykom. Także
naszym. Sygnałów, które mogą nam dziś pomóc było wczoraj więcej. Nieźle
zachowywały się rynki wchodzące Ameryki Południowej. Słabszy jen
zdecydowanie im pomaga. Podobnie jak potencjalnie może pomóc nam. Wreszcie
złoty się umacnia, czyli mamy wsparcie ze strony rynku walutowego.
Z ciekawszych informacji dotyczących rynku, jakie ukazały się wczoraj
warto chyba wspomnieć o tryumfalnym tonie pokonania kapitalizacją
amerykańskich rynków akcji przez rynki europejskie. Przyznam, że takie
porównania nieco śmieszą i wydają się skutkiem jakiego kompleksu wobec
pozycji Ameryki. Kiedyś takim przykładem była sławetna strategia
lizbońska, która miała sprawić, że w cudowny sposób gospodarka europejska odnotowania informacją jest utrzymanie się napływu środków do
funduszy inwestycyjnych. Do Pioneera wpłynęło prawie 2 mld złotych, Arka
zaabsorbowała 1,5 mld, a ING 1 mld złotych. Jak w takiej sytuacji ma
spadać. Kiedyś to się skończy i będzie boleć. Na razie wszyscy są
szczęśliwi i napawają się napływającymi informacjami. Dotyczącymi polskiej
gospodarki oczywiście. Zdaniem minister Kalaty w marcu bezrobocie spadło
do 14,4%. Czy się cieszyć? Owszem, ale z uwagą. Rynek pracy robi się
rozgrzany i zacznie cisnąć na wysokość płac i ceny. Dziś M. Pietrewicz
zasygnalizował, że nie widzi potrzeby podnoszenie stóp w I połowie roku.
Po ostatnich wypowiedziach członków rady wydaje się, że nie musi widzieć.
Stopy prawdopodobnie i tak wzrosną na najbliższym posiedzeniu.
Co więc można powiedzieć o dzisiejszej sesji? Zaczniemy w okolicy
wczorajszego zamknięcia, albo nieco wyżej. Przyznam, że nie oczekuję dziś
śmiałych akcji tuż przed przerwą świąteczną. Sesja prawdopodobnie będzie
spokojna, a nie jest wykluczony niewielki spadek cen. Ponowny atak na
szczyty właśnie dziś byłaby zaskakujący. Po pierwsze mamy przed sobą
czynnik niepewności w postaci jutrzejszego raportu o stanie rynku pracy w
USA, a po drugie wczorajsze fiasko wyjścia ponad poprzedni szczyt dziś
raczej onieśmieli popyt. Aktywność nie będzie wysoka i tu ewentualnie może
tkwić szansa dla funduszy. Pytanie tylko, po co? Jeśli rynek zostanie
podniesiony przy niewielkim obrocie to i tak wiarygodność tego ruchu nie
będzie zbyt duża. Najlepiej będzie jak spokojnie przeczekamy to sesję, a
na dobre zabierzemy się do handlu już po Świętach. W trakcie dnia poznamy
liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz decyzję Banku
Anglii co do wysokości stóp procentowych. Tu oczekiwania są mieszane. BoE
lubi czasem zaskoczyć i w związku z tym rynek dopuszcza możliwość, że
podwyżka stóp może nastąpią już dziś. Stąd m.in. ostatnie umocnienie się
funta.