- Przyrosło też zadłużenie Polski o 10 pkt. proc., jednak winę za to ponosi poprzedni rząd, który w czasach prosperity zaprojektował ogromne wzrosty wydatków państwa sięgające 52 mld zł, czyli 24 proc. - wyjaśnił szef resortu finansów.
W jego ocenie, aby finanse państwa były stabilne nie wystarczy ograniczać wydatki w czasach kryzysu, przede wszystkim trzeba mieć je pod kontrolą w okresie szybkiego wzrostu gospodarki, stąd planowane wprowadzenie reguły wydatkowej ograniczającej przyrost wydatków niesztywnych i nowowprowadzanych wydatków sztywnych do 1 proc. plus wielkość inflacji. Ma ona obowiązywać do czasu ograniczenia deficytu finansów publicznych do poziomu 3 proc. PKB.
Rostowski zaznaczył, że już teraz rządowi udaje się zmniejszać wzrost wydatków. W 2010 wyniósł on jeszcze 4,8 proc., ale już w przyszłym ma zostać ograniczony do 3 proc. w skali roku. - To kluczowy element stabilizujący finanse publiczne - zaznaczył minister.
Przyznał jednak, że ciągle nie ma jasnej wizji, jak ująć w tej regule system przywilejów podatkowych. Nad tym resort dopiero pracuje.
Obecny na konferencji Thomas Laursen, menadżer Banku Światowego dla Polski i krajów bałtyckich dobrze ocenił starania polskiego rządu w kierunku zacieśnienia fiskalnego. Jego zdaniem rynki pozytywnie odbierają zwłaszcza zapewnienia, że reformy w tym kierunku będą kontynuowane.
Deficyt finansów publicznych ma sięgnąć w tym roku 7,9 proc. PKB, zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej Polska powinna go obniżyć do poziomu 3 proc. PKB w 2012 roku. Zadłużenie zaś liczone zgodnie z metodologią unijną wyniesie 55,4 proc. w relacji do PKB na koniec 2010 roku