Subiektywna ocena sytuacji
Nie był to dobry tydzień dla rynków amerykańskich. Nie było istotnych danych makro, a cała uwaga skupiła się na poszczególnych spółkach. To, co się stało, można określić mianem ?efektu Cisco?. To ulubiona przez analityków i inwestorów spółka sektora TMT, która od momentu wejścia na giełdę nigdy nie zawiodła. Tym razem jednak i jej wyniki (mimo bardzo dużych wysiłków ze strony spółki) oraz perspektywy rozczarowały.
Rynek amerykańskiMożna było jeszcze mieć nadzieję, że tak, jak w przypadku wielu innych spółek, te wyniki są już uwzględnione w cenach, ale okazało się, że nie były. Od początku roku złe informacje były konsekwentnie lekceważone, a reakcje mocno ograniczone. Tym razem tak nie było i to spowodowało zapalenie się żółtego światła. Rynek jeszcze próbował się bronić, ale piątkowa sesja nie pozostawiła złudzeń. To była już seria nieszczęść. Lucent mający problemy z SEC (amerykańska KPW), Dell ograniczający zatrudnienie, gorsze rekomendacje dla Microsoft, Motoroli... Obraz był bardzo nieciekawy i wzbudził wiele wątpliwości co do możliwości wzrostu tego rynku. Nieco lepiej wyglądało to w sektorze tradycyjnej gospodarki, ale i tutaj nie było entuzjazmu. Pisałem ostatnio o tym, że inwestorzy w USA rotacyjnie zmieniają poglądy. Tym razem dominował strach przed recesją i wynikami spółek. Jeśli tak było w tym tygodniu, to teraz może przeważyć oczekiwanie na obniżkę stóp, o ile rynek nie otrzyma znowu jakiejś nieciekawej informacji z istotnej dla niego spółki. Z pewnością z tego, co się działo ostatnio, można wysnuć jeden wniosek: kursy spółek z sektora TMT nie mają szansy na większe, systematyczne wzrosty, dopóki nie będzie widać światełka w tunelu jeśli chodzi o gospodarkę. A na razie nie widać.Rynek czeka na dane makroW sytuacji makro nie było widać wielu zmian. Euro nadal konsolidowało się przed dalszym ruchem w górę (sygnałem wyjścia górą z flagi byłoby pokonanie poziomu 0,93 USD). Nieco niepokojąco wygląda sytuacja z ropą naftową. Ceny utrzymują się na bardzo wysokim poziomie, a popyt w USA jest olbrzymi. To bardzo ciekawe zjawisko, jeśli się weźmie pod uwagę zwolnienie gospodarki. Może to po prostu uzupełnianie nadwerężonych zapasów? Zdania co do przyszłości są wśród specjalistów mocno zróżnicowane. Nie można wykluczyć, że tworzy się formacja RGR zapowiadająca duże spadki cen, co byłoby dobrą wiadomością jeśli chodzi o inflację. Obecny poziom cen jest jednak informacją zdecydowanie złą. Szczególnie nieciekawą przed publikacją PPI w piątek 16.02. Tutaj może być niemiła niespodzianka.W ogóle w tym tygodniu rynkiem powinny rządzić bardziej dane makro i wystąpienie A. Greenspana (13.02) niż informacje ze spółek. Jednak interpretacja danych i ich wpływu na rynek wcale nie jest łatwa. Na przykład już 13.02 rynek dostanie informację o sprzedaży detalicznej. Bez samochodów (ten element uważany jest za bardzo zmienny) oczekuje się wzrostu o 0,4%. Niższy będzie uważany za sygnał recesyjny, ale przybliżający obniżkę stóp. Wyższy zupełnie na odwrót. Podobnie jest zresztą z produkcją przemysłową (16.02). Oczekuje się, że będzie bez zmiany po poprzednim spadku o 0,6%. I znowu interpretacje mogą być krańcowo różne. Co wygra: strach przed recesją czy nadzieje na obniżkę stóp? Konia z rzędem temu, kto dzisiaj zgadnie, jak rynek to zinterpretuje.Brak optymistycznych sygnałówPozostaje odwołanie do analizy technicznej. Tutaj nie widać żadnego optymistycznego sygnału. Jeśli chodzi o Nasdaq, to wszystkie możliwe wsparcia zostały przełamane, a indeks oddał już 65% wzrostu i teraz jedyne, poważne i ostatnie wsparcie to poziom minimum rocznego. Na domiar złego, przełamując wsparcia Nasdaq otworzył okno bessy. Jedyna nadzieja byków to wykreowanie podwójnego dna lub zakończenie spadków nieco powyżej tego dna. Tam zresztą zdążyła już zejść linia pokonanego niedawno trendu spadkowego. Może więc nastąpić koincydencja: podwójne dno i powrót do linii trendu. W każdym razie o szybkim pokonaniu poziomu 3050 pkt. nie ma nawet co mówić. Z pewnością nastąpi szaleńcze odbicie od poziomu powyżej dna rocznego, ale czy to będzie właśnie podwójne dno czy tylko próba jego wykreowania, pokaże dopiero przyszłość. W każdym razie powstał nowy, silny opór na wysokości 2700 pkt.Jeśli chodzi o DJIA, to nie ma zmian. Nadal opór jest na poziomie 11 000 pkt., a wsparcie na 10 300 pkt. i trend horyzontalny. Na wykresie liniowym widać, że powstał podwójny szczyt, co może dać rzeczywiście ruch w kierunku 10 300 pkt. Ja jednak wierzę w metodę TRIN (liczony dla NYSE, nie dla Nasdaq, a tam nie ma sygnału sprzedaży). Możliwe więc jest, że wsparcie na średnich 50- i 200-sesyjnych na poziomie 10 700 pkt. zatrzyma spadki.Utwierdza mnie w tym przekonaniu indeks S&P 500, który co prawda również spadał, ale na wykresie widać wyraźnie, że na razie można to określić jako powrót do linii trendu.Można więc przyjąć założenie, że o hossie w USA nie ma co marzyć, ale ten tydzień będzie zależał od danych makro i od A. Greenspana. Najbardziej prawdopodobne jest szukanie dna na Nasdaq powyżej dna rocznego i bardzo duży wzrost tego indeksu. Oczywiście, to w niczym nie zmieni obrazu rynku, który usiłuje znaleźć poziom równowagi właściwy dla gospodarki zwalniającej do granic recesji.Rynek polskiMuszę przyznać, że dawno już rynek nie wyprowadził mnie tak mocno w pole. To, co uważałem za akumulację, okazało się dystrybucją i zmusiło do odpiłowania rogów, posypania głowy popiołem i powrotu do matecznika niedźwiedzi w roli niedźwiedzia marnotrawnego. Niewielką pociechą jest to, że myliłem się tak, jak olbrzymia większość kolegów. Z tych, których znam, jedynie T. Jóźwik z PARKIETU w sposób wyjątkowo jednoznaczny i w odpowiednim momencie dał właściwą prognozę. W takich momentach szczególnie doceniam, zarówno jako inwestor jak i komentator rynku, zalety analizy technicznej, która umożliwia wyjście z rynku w przypadku popełnienia błędu z jak najmniejszymi stratami.Warto może jedynie przypomnieć w skrócie powody, dla których uważałem, że czeka nas wzrost. Otóż jestem i byłem zdania, że od II kwartału nic dobrego nas w otoczeniu gospodarczo--politycznym nie czeka. Dlatego też fundusze miały jedyną, unikalną szansę na wywołanie wzrostów w I kwartale i zrobienie dystrybucji na przełomie kwartałów. Byłaby to końcowa podfala piąta przed dużymi spadkami. Widać ocena sytuacji w funduszach jest inna lub nie mają kapitału na takie ruchy, bo te oczekiwania się nie sprawdziły. Co prawda, do końca kwartału jeszcze trochę czasu jest, ale ucieka bardzo szybko.Wszyscy zaczęli szukać powodów, dlaczego mieliśmy do czynienia z taką przeceną. Można powiedzieć, że to jest płakanie nad rozlanym mlekiem i nie ma co o tym już mówić, ale ja jestem innego zdania. Warto szukać powodów, żeby móc przewidzieć, co dalej. Spadki rozpoczęła sesja poniedziałkowa, tuż po uchwaleniu budżetu. Można żartem powiedzieć, że rynek zmartwił się tym, że obecny rząd i Sejm nie będą zweryfikowane wcześniejszymi wyborami. Serio zaś ? zapewne niektórzy inwestorzy (niekoniecznie zagraniczni) doszli do wniosku, że uchwalenie budżetu to ostatnia pozytywna informacja ze sfery makro i należy postąpić zgodnie z zasadą ?kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty?.Przed nami jeszcze obniżki stóp, więc budżet nie jest ostatnią dobrą informacją. Spadająca inflacja (dane 15.02 pewnie to potwierdzą) przybliżają tę obniżkę. Jednak RPP ma swoje poglądy na ten temat i zapewne obniżka, jeśli będzie, to symboliczna, co w niczym nie zmieni siły złotego. Powinien dalej być silny (oczekiwania na obniżkę, prywatyzacje w końcu półrocza). W tej chwili złoty nieco osłabł, co można traktować jako ruch powrotny do utworzonej flagi. Z perspektywy długoterminowej można jednak mówić o naruszeniu linii trendu i powrót nad nią. Tak więc sytuacja ze złotym nie jest jednoznaczna, ale dramatu (na razie) nie widać. Polski dramatOczywiście, spadki Nasdaq miały wpływ, ale poniedziałkowa sesja była zupełnie nie w fazie z rynkami światowymi ? to był nasz, polski dramat. Wyniki spółek TMT może i były nieco poniżej oczekiwań, ale dalekie od dramatycznych. Co więc tak naprawdę było powodem? Może taki scenariusz: jakiś fundusz zaczął wychodzić z Elektrimu (tam się to zaczęło), co spowodowało efekt domina. To dało do myślenia zarządzającym w funduszach, którzy stwierdzili, że wychodzi zagranica, bo budżet już jest w cenach, a złoty mocny, więc i oni zaczęli sprzedawać. Taka sytuacja pogłębiła grozę i spowodowała pokonanie wsparć i linii trendu ? w tym momencie dołączyli technicy (np. ja). Takie sprzężenie zwrotne wywołało głęboką przecenę, a reszta tygodnia była już tylko konsekwencją sesji poniedziałkowej. Rekomendacja ?sprzedaj? dla TP SA (Reiffaisen) i obniżenie rekomendacji dla czołowych spółek sektora TMT (BNP Paribas) oraz kolejna (po Merrill Lynch) prognoza PKB w tym roku w Polsce na poziomie 3% (SSSB) oraz spadki Nasdaq niewątpliwie wyprzedaż przyśpieszyły.Skutek jest taki, że rynek zmienił się o 180 stopni. Z wyczekującego i lekko optymistycznego zrobił się skrajnie pesymistyczny, a najmniejsza zła informacja jest powodem do przeceny. Szkody wyrządzone psychice inwestorów nie będą łatwe do usunięcia. W tej sytuacji możemy mówić co najwyżej o odbiciach (na to rynek już dawno zasłużył) albo o konsolidacji. O fali wzrostowej trzeba zapomnieć.W tym tygodniu zbliża się okres, kiedy OFE dostają większość pieniędzy, ale wcale nie ma pewności, że będą kupowały akcje. Tajemnicą poliszynela jest, że zdecydowanie wolą obligacje. Inwestorzy zagraniczni rzeczywiście teraz już nie wejdą w polskie akcje. Koniunktura na świecie pogorszyła się, a sami zrobiliśmy antyreklamę akcjom wypowiadając się, że są za drogie ze względu na siłę złotego. Czy to oznacza, że ten rok będzie dla rynku akcji beznadziejny? Obawiam się, że tak. Spadek złotego po obniżkach stóp może wypaść w czasie, kiedy inne, negatywne czynniki makro przejmą sterowanie rynkiem. Jeśli mam rację co do drugiej połowy roku, to nie widać znikąd nadziei jeśli fundusze nie zdecydują się wkrótce szarpnąć rynkiem.Wykresy strasząW analizie technicznej, niestety, czas wrócić do wykresów, które mogą naprawdę przestraszyć. Ostatnio pisałem, że nieważony wykres indeks cenowy jest najbardziej ?niedźwiedzi?. Ten indeks od dawna ostrzegał, że coś jest nie tak. Wybicie z trójkąta (proporca) na wykresie tygodniowym w konsekwencji daje sygnał do przeceny jeszcze o 15% od poziomu piątkowego zamknięcia. Czas również wrócić do wykresu WIG, który prezentowałem kilka tygodni temu. Widoczna tworząca się formacja RGR w połączeniu z linią trendu długoterminowego dają poziom 15.500 pkt. jako najbardziej istotny. Pokonanie tego poziomu może dać w konsekwencji spadek nawet do 10.000 pkt. No tak. Jak się straszyć, to już do końca. Na wykresie WIG20 można wyraźnie zobaczyć, że wzrosty z końca zeszłego roku to była jedynie, korekta spadków czyli fala B. Jeśli tak, i przy założeniu równości fal A i C, to otrzymujemy na WIG20.... 850 pkt. Powiecie: niemożliwe. Też mi się wydaje, że mało prawdopodobne, ale analiza techniczna ostrzega i trzeba o tym pamiętać na przyszłość. W krótkim terminie spadki powinien zatrzymać obszar wsparcia w oknie hossy z grudnia 2000 r. lub dolne ograniczenie kanału trendu spadkowego (okolice 1600 pkt.). Potem powinno nastąpić poważniejsze odbicie. Opór na 1690, a potem na 1735 pkt. (ten nie powinien być pokonany).Jak to można podsumować? Trzeba znowu wrócić do logiki bessy i dokładnie obserwować to, co mówi analiza techniczna. W tym tygodniu ze względu na bliskie wsparcia i wyprzedanie techniczne rynku powinniśmy być świadkami dynamicznego odbicia.
PIOTR KUCZYŃSKI