Na czwartkowej sesji nastroje inwestorów uległy dalszemu pogorszeniu. Skala spadków cen akcji była tak duża, że mało kto wierzy w szybkie odbicie. WIG20 stracił w czwartek 3,6%, a WIG 3,1%, spadając poniżej psychologicznej granicy 15 tys. punktów. Gwałtowna przecena dotknęła blue chipy, zwłaszcza z branży IT. "To nie jest kwestia podaży, ale niemal kompletnego zaniku popytu ? twierdzi Ewa Radkowska, zarządzająca aktywami w ING BSK Asset Management. Jej zdaniem, inwestorzy zdają sobie sprawę, że w sytuacji takiej jak obecna trudno przewidzieć dokładnie odbicie, o którym mówi się przy okazji ustanawiania kolejnych minimów cenowych. Na polskiej giełdzie prawie zupełnie ustał popyt ze strony zagranicy. ? Chyba jesteśmy coraz bliżej dołka. Zwrot na rynku następuje wtedy, kiedy nikt już w niego nie wierzy ? przypomina E. Radkowska. Według niej, do wzrostów mogłaby przyczynić się jakaś pozytywna informacja z zagranicy.

Tymczasem jest coraz gorzej. Średnio pesymistyczne oceny analityków mówią, że WIG może spaść do 13 tys. punktów. "Inwestorzy bardzo uważnie obserwują informacje zza Atlantyku. Na rynku nasila się przekonanie, że gospodarka amerykańska zwolni bardziej niż oczekiwano wcześniej "? mówi E. Radkowska.

G.B.

(str. 1 i 4)