Za oceanem trwa debata na temat przyszłości największej gospodarki na świecie. Indeksy giełdowe zdają się potwierdzać opinię zwolenników wkroczenia gospodarki w fazę recesji. Rewizje prognoz finansowych dotykają spółki o coraz większej kapitalizacji, działające w wymiarze globalnym. Wskazuje to na coraz słabszyklimat gospodarczy,panujący w różnych częściach świata. Na fali niepokojów najbardziej ucierpiał Nasdaq Composite, który stracił przeszło 11%.
Stany ZjednoczoneDekoniunktura na Nasdaq nie powinna dziwić, zważywszy że nie słabnie napływ rozczarowujących informacji z otoczenia spółek technologicznych. Wypowiedzi przedstawicieli największych pod względem kapitalizacji firm high-tech wskazują, że osłabieniu popytu w Stanach Zjednoczonych towarzyszy osłabienie na innych ważnych dla wielkości sprzedaży rynkach na świecie. Według danych IDC, kontynenty europejski i azjatycki wchłaniają przeszło połowę inwestycji IT. John Chambers, prezes Cisco Systems, stwierdził (przy okazji zwolnienia 5000 osób, co stanowi 11% ogółu zatrudnionych), że ?występują wstępne sygnały spowolnienia rozwoju w innych częściach świata?. W podobnym tonie wypowiadał się zarząd największego producenta procesorów Intela. Przedstawiciele firmy sprzed-ającej w Europie i Azji ponad 3/5 produkcji, stwierdzili, że wzrost sprzedaży w Azji zmniejszył się do 16% (kwartał wcześniej wyniósł 25%), a w Europie sprzedaż spadła nawet o 2%. W pierwszym kwartale tego roku spółka oczekuje spadku sprzedaży o 1/4. Wiadomość ta była powodem podjęcia decyzji o zwolnieniu 6% pracowników firmy. Intel jako ostatni zdecydował na zrewidowanie szacunków. Wcześniej uczyniły to LSI Logic, Cypress Semiconductor, Vitesse Semiconductor i Xilinx.Ponadto klimat inwestycyjny wokół spółek technologicznych pogorszył się wskutek wszczęcia przez SEC postępowania o insider trading wobec prezesa Amazon.com Jeffa Bezosa. Negatywnie odebrana została zmiana na stanowisku szefa Yahoo! Publicystyka amerykańska jest zdominowana rozważaniami na temat perspektyw gospodarczych. Dyskusja odbywa się wokół recesji i wzrostu gospodarczego, a eksperci zastanawiają się: V czu U (niektórzy wymieniają nawet: L). Kształt tych liter odzwierciedła sposób zakończenia kłopotów gospodarczych. Opowiadający się za V twierdzą, że wyraźne wyhamowanie wzrostu gospodarczego jest jedynie tymczasowe i druga połowa tego roku powinna ponownie wprowadzić Stany Zjednoczone na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Dla odmiany, U oznacza, że spadek podstawowych miar makroekonomicznych nie jest przejściowy, ponieważ gospodarka rozpoczęła fazę recesyjną, która może potrwać nawet kilkanaście miesięcy, zanim w 2002 roku PKB zacznie rosnąć w tempie, do jakiego Ameryka została przyzwyczajona przez ostatnie lata. L z kolei oznacza, że rozpoczyna się długookresowa stagnacja (zwolenników tej tezy jest najmniej).Coraz więcej osób przyłącza się do obozu U. Trzeba przyznać, że wskaźniki makroekonomiczne dają powody do zakładania dalszego pogorszenia się sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Dotychczasowym motorem ponadprzeciętnego wzrostu PKB była nie spotykana wydajność przy zachowaniu stabilnej stopy bezrobocia. W styczniu zamówienia na technologie wzrosły o 13,5% w porównaniu z poprzednim miesiącem. Nie jest to jednak wzrost imponujący, ponieważ w ostatnich kwartałach oscylował on wokół 20?30%. Tezę o wyczerpywaniu się potencjału sprzedaży technologii potwierdza wielkość nagromadzonych zapasów. Rosną one obecnie w tempie 26%, podczas gdy jeszcze na początku 2000 roku tempo wynosiło kilka procent.Z punktu widzenia analizy technicznej, powody do niepokoju dostarczył w ostatnim czasie indeks, skupiający spółki tzw. starej ekonomii, Średnia Przemysłowa, tracąc od początku marca 4%. W odróżnieniu od pozostałych indeksów, opisujących koniunkturę w Stanach Zjednoczonych, DJIA od początku roku cechował większy potencjał, czego potwierdzeniem była próba pokonania istotnego oporu na wysokości 11 000 pkt. na przełomie stycznia i lutego. Niestety, obawy, że pogorszająca się ogólnoświatowa koniunktura gospodarcza odbije się na wynikach finansowych amerykańskich blue-chips, z których wiele działa jako multinationals, spowodowały, że inwestorzy rozpoczęli falę wyprzedaży. W konsekwencji indeks znalazł się nieznacznie powyżej znaczącego wsparcia na wysokości 9700 pkt. Pokonanie tego poziomu oznaczać będzie kontynuację fali przeceny. Jego następnym równie istotnym ograniczeniem wydaje się dopiero strefa wsparcia na wysokości 7000?7400 pkt. (linia dziesięcioletniej hossy oraz lokalne minimum z 1998 roku). Gdyby taki czarny scenariusz zrealizował się na spółkach tzw. starej ekonomii, aż strach pomyśleć, co będzie działo się na innych parkietach giełdowych.Nasdaq Composite zmaga się z psychologiczną barierą, ograniczającą aktywność strony podażowej na wysokości 2000 pkt. Jej pokonanie przyczyni się do kontynuowania fali spadkowej. Następną linię wsparcia można wykreślić na wysokości 1400 pkt., co wiąże się z 30--proc. przeceną akcji spółek technologicznych. Mało obiecująco wygląda również sytuacja na indeksie szerokiego rynku. S&P 500 12 marca przełamał opadającą krótkoterminową linię wsparcia na wysokości 1200 pkt. Powoduje to, że S&P zmierza ku następnemu poważnemu wsparciu na wysokości 950 pkt.Najwięksi pesymiści na rynku amerykańskim z renomowanego banku inwestycyjnego Morgan Stanley Dean Witter (zresztą zwolennicy litery U) twierdzą, że ostra fala spadkowa może skłania się ku wyhamowaniu. Zdaniem Byrona Biggsa, czołowego analityka MSDW, przy założeniu braku przyrostu EPS korporacji wchodzących w skład S&P, akcje amerykańskich firm są już niedowartościowane. Fair value koszyka akcji S&P odbiega o 9% od ich wartości rynkowej. Jest to wyraźny postęp w porównaniu ze wskazaniami MSDW z 2000 roku, które sugerowały 40?50-proc. przewartościowanie walorów S&P w stosunku do ich fair value.W najbliższy wtorek, 20 marca, czeka nas posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku, podczas którego, wg powszechnego przekonania, ma zostać podjęta decyzja o redukcji stóp procentowych. Kwestią sporną pozostaje tylko skala obniżki. Większość analityków wskazuje, że redukcja wyniesie 50 pkt. procentowych, nie brak też skłaniających się ku 75-pkt. obniżce. Reakcja rynków świadczy o tym, że 50-pkt. obniżka byłaby niewystarczająca. Większa redukcja przyczyniłaby się do poprawy nastrojów inwestorów, co pociągnęłoby za sobą wzrost większości indeksów.O tym, że istnieją niewielkie szanse na zdecydowaną zmianę koniunktury giełdowej, zdaje się przekonywać bezprecedensowy napływ środków do funduszy rynku pieniężnego. Od kilku tygodni wyraża się on trzycyfrową dynamiką i w ostatnich czterech tygodniach wyniósł 160%. Największa dynamika napływu zasobów do funduszy rynku pieniężnego do tej pory nie przekroczyła 60% (druga połowa 1998 roku). Tak dynamiczny napływ środków na rynek pieniężny z pewnością nie wróży dobrze najbliższym perspektywom rynków akcji.JaponiaIndeks Kraju Kwitnącej Wiśni pogrąża się coraz niżej pod ciężarem niepokojących informacji docierających z otoczenia makroekonomicznego. Strefa oporu na wysokości 12 800?13 200 pkt. oddala się coraz bardziej. Przed szesnastoma laty, kiedy Ronald Reagan rozpoczynał drugą kadencję prezydentury, zdarzenia, jakie miały miejsce na wyspie, określano ?japońskim cudem gospodarczym?. Obecnie Nikkei 225 w ujęciu nominalnym znajduje się na poziomie z połowy lat osiemdziesiątych. O ile eksperci wciąż wahają się nad właściwym określeniem stanu gospodarki amerykańskiej czy europejskiej, to nie sprawia im większego problemu nazwanie recesją stanu, w jakim znalazła się gospodarka japońska. Stopa bezrobocia wzrosła do prawie 5%, produkcja przemysłowa zmniejszyła się w rozmiarze nie obserwowanym od pięciu lat, polityka monetarna Bank of Japan nie ma wyraźnego przełożenia na sytuację kraju. Wszystkie te czynniki odstraszają inwestorów od japońskiego rynku akcji. Dopóki Nikkei nie będzie dawał sygnałów odwrócenia trendu, dopóty zakładać należy, że minimum nie zostało jeszcze osiągnięte. N