Rynek doszedł do momentu, w którym coraz trudniej wyznaczyć jakiekolwiek sensowne poziomy zatrzymania spadków. ]

Powoli zaczyna więc obowiązywać myślenie typu: ?u Rozenkrantza zwalniają, znaczy, że niedługo będą przyjmować?. Tłumacząc to na język giełdowy: spadło, znaczy, że będzie rosło. Powstaje tylko pytanie ? kiedy?W takiej sytuacji, z jaką obecnie mamy do czynienia na naszej (i nie tylko na naszej) giełdzie, najlepiej byłoby znać odpowiedź na tytułowe pytanie. Niestety, żadna z metod nie jest w stanie nam w tym pomóc. Analitycy techniczni od dłuższego czasu zwracają uwagę na wyprzedanie rynku. Wynika z tego niewiele więcej niż z innych wskaźników. Kto więc zgadnie, czy mamy do czynienia z dystrybucją, czy już z akumulacją? Pozostają dywagacje. Dla posiadaczy akcji dość denerwujące.Od marcowego szczytu sprzed roku WIG spadł prawie o 39%, WIG20 o 46%, TechWIG zaś o 67%. Nieco lepiej zachowały się indeksy średnich i małych spółek: MIDWIG zniżkował o 26%, natomiast WIRR o około 23%. Oczywiście, nikt nie trzyma indeksów, więc pytanie jest jeszcze bardziej brutalne: czy inwestorzy, którzy posiadali w marcu ubiegłego roku akcje Optimusa (-85%), Prokomu (-63%), Elektrimu (-58%), KGHM (-40%), już je sprzedali, kiedy to zrobili i ile razy zdążyli je odkupić taniej i znowu sprzedać. Jakkolwiek absurdalnie pytania te by brzmiały (day-traderzy pękają pewnie ze śmiechu), należy pamiętać, że na rynku są bardzo różni inwestorzy i założę się, że przy okazji wezwania na Bank Śląski przebudzi się wielu posiadaczy legendarnych trzech akcji kupionych w 1993 r. Oczywiście, powie ktoś ? to margines rynku. A fundusze? Pewnie nie kupowały ?Optyka? po 300 zł, ale akcje KGHM, Elektrimu, PKN czy TP SA w ich portfelach pamiętają czasy bardziej odległe (również cenowo) niż marzec ubiegłego roku. Kto wie, czy już je sprzedały? Czy może zamierzają zrobić to w najbliższym czasie? Ktoś w końcu sprzedaje te akcje! Ile ich jeszcze zostało? Czy prawdziwa panika już minęła, czy jest jeszcze przed nami? Czy fundusze inwestycyjne zostały już zmuszone do sprzedaży przez swoich klientów? Czy ?emeryci? zdołowali już rynek (tak jak podobno podtrzymywali go pod koniec ubiegłego roku) i teraz będą odkupować?No właśnie. Wypada także zastanowić się i nad drugą stroną rynku, a więc nad tym, kto kupuje. Czy handlują między sobą jedynie day-traderzy i krótkoterminowi spekulanci? Zakładając, że aktywnych jest czterystu day-traderów, z których każdy angażuje codziennie w transakcje 100 tys. zł i na każdej sesji kupuje akcje za taką kwotę, a następnie przed końcem dnia je sprzedaje, otrzymujemy obroty (liczone podwójnie) na poziomie 160 mln zł. Biorąc pod uwagę średnią wartość obrotów, niewiele miejsca zostaje dla innych podmiotów. Jednak ktoś te papiery kupuje. Jest tego mniej więcej 80 mln zł dziennie. Jak na OFE, to trochę za dużo. Zagranicy podobno nie ma, a jeśli jest, to zniechęcona wysokim kursem złotego i makroekonomią oraz omamiona wysoką rentownością papierów skarbowych. Kto więc kupuje? Czy są to łapacze dołków, czy też inwestorzy średnio- lub nawet długoterminowi? A więc inaczej mówiąc ? silne, czy nerwowo drżące ręce, gotowe w każdej chwili do realizacji małych zysków lub strat? Od odpowiedzi na te pytania zależy perspektywa nadchodzącej nieuchronnie zmiany trendu, a przynajmniej bardziej wyraźnej korekty spadków. Nadzieje na szybkie i dynamiczne wzrosty mogą być zdecydowanie niwelowane przez wiszącą ogromną podaż walorów. Zarówno tych kupowanych wiele miesięcy temu, jak i tych pochodzących z najświeższego rozdania. Trzeba się liczyć z tym, że każdy wzrost będzie wykorzystywany skwapliwie do pozbywania się akcji. Zahamowanie tej tendencji nie jest łatwe, gdyż nastroje inwestorów nie zmieniają się aż tak radykalnie. Świadomość tego, że mamy do czynienia z bessą, dociera do wielu inwestorów z dużym opóźnieniem. Utrzymuje się ona jeszcze przez pewien czas po zmianie trendu. Pierwsza faza zwyżki, choć może być dynamiczna, zwykle kończy się szybko, gdyż westorzy ?pokaleczeni? przez bessę chętnie sprzedają akcje, wykorzystując ?okazję?.O dłuższego czasu słychać nawoływania wielu analityków i innych znawców rynku do kupowania akcji ?bo jest już bardzo tanio?. Jednak korzystanie z tych rad musi być gruntownie przemyślane. Jak się okazuje, może być taniej, a nie wszyscy są przygotowani na przetrwanie okresu spadku wartości swojego portfela.Z rad Martina J. Pringa, znawcy psychologii rynku kapitałowego, wynika, że niewątpliwym i pewnym sygnałem zbliżającego się końca bessy będą artykuły ją opisujące na pierwszych stronach czołowych czasopism niefinansowych. Główne stacje telewizyjne już to zrobiły. Pozostaje czekać na ?Wprost? i ?Politykę?. N