Do końca przyszłego roku pracę straci 10 tys. osób zatrudnionych w bankach w londyńskim City (czyli około 3%) oraz tyle samo osób świadczących dla nich usługi.

Według oszacowań londyńskiego Centre for Economics and Business Research, z powodu obecnej bessy na rynkach kapitałowych do końca przyszłego roku pracę straci 10 tys. osób zatrudnionych w bankach w City (czyli około 3%) oraz tyle samo osób świadczących dla nich usługi. Spowoduje to również 3-proc. spadek cen domów w Londynie. Proces ten pogłębi się, jeśli notowania na giełdach spadną jeszcze niżej.Według CEBR, obecna dekoniunktura w sferze usług finansowych nie jest żadnym kryzysem, ale łagodną korektą po ?przestrzeleniu? we wcześniejszych latach. Dotychczas dużych zwolnień zbiorowych (500 osób) dokonał wyłącznie ING Barings, prasa amerykańska podaje jednak, że Merrill Lynch zamierza zwolnić 8% pracowników swojego pionu bankowości inwestycyjnej, natomiast wg ?Observera? Credit Suisse First Boston wstrzymał rekrutację absolwentów szkół wyższych. Dotychczas w większości banków zwalnia się dyskretnie jedną-dwie osoby w ciągu tygodnia. Dla porównania ? na początku lat 90. w City zwolniono 50 tys. osób.Według przedstawiciela firmy audytorskiej Deloitte & Touche, sytuacja jest jednak bardziej złożona, niż można by sądzić po indeksach giełdowych. Jak się okazuje, chociaż w I kwartale br. liczba m.in. wykupów spółek dokonywanych przez członków ich zarządów spadła, to ich wartość ? 5,7 mld funtów ? była największa od 1998 r., co oznacza, że kapitału na te transakcje nie brakuje.

Mariusz Kukliński (Londyn)