Niewątpliwie mamy bessę. Wszyscy wypatrująjej końca. Może tojuż teraz? Jak radziJohn Rothchild w swej ?Księdze bessy?: ?jeśli niedźwiedź zaatakuje, przyjmijcie pozycję płodu,chroniąc najważniejszeorgany?.
Ten fragment instrukcji dla turystów odwiedzających amerykańskie parki narodowe sprawdza się ponoć doskonale na rynku akcji. Dochodzi do niego jeszcze jedna rada: ?udawajcie przed maklerem? nieżywych.Czytanie ?Księgi bessy? i niniejszego felietonu może doprowadzić do irytacji tych, którzy na akcjach lub kontraktach terminowych stracili. A takich inwestorów jest ? jak przypuszczam ? niemało. Niestety, bessa jest bezlitosna. Pisanie o niej ?lekkim stylem? musi obecnie uchodzić za nietakt. Jednak wszelkie poważne ostrzeżenia formułowane w czasie hossy budzą tylko ironiczne uwagi. Nauka pobierana na rynku kapitałowym jest zawsze bolesna. W tym przypadku lepiej jednak uczyć się z książek. Niestety, w okresie wzrostów nikt nie myśli o możliwości wystąpienia najgorszego scenariusza.Ostrzega przed taką postawą Rothchild, pisząc: ?w naszym świecie artykułem wiary jest przekonanie, że reprezentatywna próbka akcji trzymana przez dłuższy okres nie może nie przynieść zysku. Jak inaczej byłoby możliwe, że Dow wzrósł z 40,94 punktu do ponad 8000? Innym artykułem wiary jest twierdzenie, że zainwestowanie całego kapitału w akcje jest lepszym rozwiązaniem, niż zainwestowanie w nie tylko części pieniędzy lub ? co jest już absolutną herezją ? pozbywanie się akcji na dłuższe okresy.?Na szczęście nie doświadczyliśmy jeszcze sytuacji odwrotnej, czyli spadku Dowa z 11 000 do 57 punktów, jednak nawet kilkunastoprocentowa utrata wartości portfela stanowi dla większości inwestorów poważny cios. Trzymanie się założenia ? lansowanego przede wszystkim przez fundusze inwestycyjne oraz część zarządzających portfelami ? mówiącego, że długoterminowe inwestycje w akcje renomowanych firm zawsze dają zysk, może się okazać zgubne. Rothchild ocenia taką strategię dość dosadnie: ?potrzeba by całych hektarów cmentarza, by pochować obok siebie wszystkich inwestorów, którzy zmarli czekając, aż ich akcje czy jednostki w funduszach powierniczych odzyskają swoją wartość sprzed wielkiego krachu.?Równie barwne opisy skutków gry nie uwzględniającej stanu rynku przeczytać można także na Parkietowej liście dyskusyjnej. Doświadczony gracz (lub dydaktyk) podpisujący się jako ?Łapacz dołków? następująco opisuje wspomnienia ?połykacza ognia?:? 15.02 ? kupuję Netię. Ale ci ludzie to głupki, panikarze sypią po 62 zł. Przecież była po 120 zł i miała rekomendacje kupuj.? 22.02 ? spadła na 55. Ale frajerzy, dokupię sobie.? 2.03 ? biorę kredyt. Niemożliwe żeby było taniej. Walę po 44 zł.? 14.03 ? 30 zł. Sprzedali mi i akurat starczyło na kredyt.? 20.03 ? a nie mówiłem? Odbiło już 20%. Biorę po 38 zł.? 2.04 ? sprzedaję po 32 zł. Nie mam kasy i zostało mi tylko pisanie postów na liście dyskusyjnej Parkietu.Taki jest ?urok? bessy. Starając się przechytrzyć rynek można stać się rzeczywiście inwestorem długoterminowym, czekając kilka lat na powrót wartości portfela do poziomu wyjściowego. W ?Księdze bessy? opisane są badania jednego z analityków, który twierdzi, że w przypadku akcji kupionych na początku typowego rynku niedźwiedzia potrzeba przeciętnie 7,5 roku, by stopa zwrotu z tej inwestycji zrównała się ze stopą zwrotu z pieniędzy włożonych w bony skarbowe. Na naszym ?szybkim? i młodym wciąż rynku okres ten pewnie byłby krótszy, jednak proporcje byłyby podobne.Bessa pojawia się między innymi dlatego, że inwestorzy długoterminowi stają się nagle krótkoterminowymi i dołączają do spekulantów. Wówczas trend spadkowy jest bardzo trudny do powstrzymania. Łapacze dołków rzadko wytrzymują dalsze spadki i przyczyniają się do wzmocnienia zniżki bądź hamują wzrosty sprzedając walory przy pierwszych poważniejszych zwyżkach kursów. Dzieje się tak niezależnie od stopnia dojrzałości rynku oraz struktury jego głównych uczestników. Reakcje wielkich instytucji finansowych niewiele różnią się od zachowania drobnych graczy indywidualnych.Najczęściej popełnianym błędem jest zbyt długie zwlekanie z podjęciem decyzji o pozbyciu się zniżkujących papierów i w końcu ich sprzedaż po kursach stanowiących niewielki ułamek cen zakupu. W efekcie inwestor dysponuje zbyt małym kapitałem, by uczestniczyć w hossie, która z pewnością kiedyś nadejdzie. Może już dziś? Wszak, jak pisze Rothchild, cytując anonimowego mędrca, ?rynek niedźwiedzia to byk w ciąży?. Gdy nastąpi poród, warto mieć pieniądze i odwagę, aby je zainwestować. Jednym z wielu sygnałów końca bessy będzie sytuacja, w której to twój makler będzie przed klientami udawał nieżywego. N