Banki centralne u steru gospodarki
Polityka pieniężna a zjawiska gospodarczeW krajach o dominującej pozycji w gospodarce światowej politykę pieniężną kształtują banki centralne. Jej podstawowym celem jest zapewnienie odpowiedniej podaży pieniądza oraz kontrola inflacji. Gremia decydujące o zmianach stóp procentowych wpływają jednak pośrednio na wiele innych zjawisk ekonomicznych, takich jak produkcja, zatrudnienie czy inwestycje i dlatego nie ma dużo przesady w twierdzeniu, że to od banków centralnych w poważnym stopniu zależą popyt inwestycyjny i konsumpcyjny, tempo wzrostu gospodarczego oraz rozmiary bezrobocia. Zmiany oprocentowania powodują też zwyżkę lub spadek kursów walut, pogarszając albo poprawiając konkurencyjność eksportu towarów i usług. To zaś ma wpływ na handel zagraniczny oraz rozliczenia międzynarodowe. Skutki decyzji banków centralnych odczuwa więc całe społeczeństwo i praktycznie wszystkie sfery działalności ekonomicznej.Szczególnie wrażliwe na zmiany kształtu polityki pieniężnej, a nierzadko nawet na rozważania w tej delikatnej sprawie, są rynki finansowe. Podwyższenie, względnie obniżenie podstawowych stóp procentowych wpływa bowiem na koszt kredytów oraz odsetki od depozytów bankowych, zachęca do lokowania kapitałów w papiery wartościowe lub zmniejsza atrakcyjność tego rodzaju inwestycji. Stąd nieraz gwałtowne reakcje giełd, zwłaszcza na niespodziewane decyzje banków centralnych i tylko niewielkie wahania notowań, gdy zmiany oprocentowania nie zaskoczyły uczestników rynku kapitałowego.Kluczowa pozycja wielkiej trójkiWpływ polityki pieniężnej na zjawiska ekonomiczne jest wielokrotnie większy, gdy o jej kształcie decydują instytucje z państw o czołowej pozycji w gospodarce światowej. Przy postępującej globalizacji, której sprzyja swobodny przepływ kapitałów, liberalizacja handlu międzynarodowego oraz niezwykle szybki rozwój nowoczesnych środków łączności, decyzje Zarządu Rezerwy Federalnej USA, Europejskiego Banku Centralnego czy Banku Japonii są odczuwane w najdalszych zakątkach świata. Według ekspertów Goldman Sachs, trzy wymienione instytucje finansowe decydują w około 80% o tempie wzrostu gospodarczego w państwach o najwyższym poziomie rozwoju. Niemal wszędzie inwestorzy oraz przedsiębiorcy uzależniają w znacznej mierze własne poczynania od ich postanowień i dlatego posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku amerykańskiego banku centralnego, rady EBC czy analogicznego gremium Banku Japonii jest zwykle wydarzeniem dnia. Ze sporym zainteresowaniem śledzi się też decyzje rady pieniężnej Banku Anglii.Niewątpliwie kluczową pozycję w światowym systemie finansów zajmuje amerykański Zarząd Rezerwy Federalnej na czele z jego prezesem Alanem Greenspanem, który kieruje tą instytucją już czwartą kadencję z rzędu. Jest on uznawany za wybitną indywidualność, wpływającą od wielu lat na koniunkturę w gospodarce USA.Rozległe wpływy FedW czasach Alana Greenspana Stany Zjednoczone przeżywały wyjątkowo długi okres dobrej koniunktury. Trwał on aż dziesięć lat, przy czym szybkiemu wzrostowi gospodarczemu towarzyszyła coraz większa efektywność, którą tłumaczono rozwojem nowoczesnych procesów technologicznych, powszechną komputeryzacją i szerokim zastosowaniem najnowszych środków łączności. Wszystkie te elementy obniżały koszty, zapobiegając typowej przy wysokiej koniunkturze zwyżce cen. W tych sprzyjających warunkach Zarząd Rezerwy Federalnej miał ułatwione zadanie, gdyż nie musiał zbyt często ingerować w poziom stóp procentowych. Inflacja pozostawała bowiem pod kontrolą, mimo imponujących wskaźników dotyczących produkcji i zatrudnienia.W tych warunkach do lipca 1999 r. podstawowa stopa procentowa, tj oprocentowanie funduszy federalnych, pozostawała po kilku obniżkach na poziomie 4,75%. Bank centralny zaczęła jednak niepokoić perspektywa przegrzania koniunktury i nasilenia inflacji, co z kolei mogłoby zahamować wzrost gospodarczy. Dlatego zdecydowano się uprzedzić te niekorzystne zjawiska, zaostrzając po raz pierwszy od27 miesięcy rygory polityki pieniężnej. Oprocentowanie podniesiono wówczas o 0,25 pkt., po czym jeszcze czterokrotnie podejmowano taką samą decyzję, by w maju 2000 r. zakończyć tę serię bardziej radykalną podwyżką o 0,5 pkt., do 6,5%.Zmiany te zaczęły przynosić pożądane efekty. Doszło do osłabienia aktywności w przemyśle, zmniejszyło się zatrudnienie i spadły ceny surowców. Wysoka wydajność chroniła jednak przedsiębiorstwa przed pogorszeniem wyników finansowych.Po następnych kilku miesiącach koniunktura zaczęła jednak słabnąć w szybszym tempie i na początku bieżącego roku Zarząd Rezerwy Federalnej musiał zmienić front. Zdano sobie sprawę, że w zmienionych warunkach głównym niebezpieczeństwem nie jest już inflacja, lecz zbyt gwałtowne wyhamowanie wzrostu gospodarczego, które w niesprzyjających okolicznościach może prowadzić nawet do recesji. Dlatego od stycznia do marca zdecydowano się na trzykrotne obniżenie o 0,5 pkt. oprocentowania funduszy federalnych. W efekcie znalazło się ono na poziomie 5%. Dalsze decyzje będą zależeć od tego, czy dotychczasowe posunięcia wystarczą, by uchronić gospodarkę przed recesją.Ponieważ Stany Zjednoczone są największą potęgą ekonomiczną na świecie, decyzje podejmowane przez amerykański bank centralny nie dotyczą wyłącznie miejscowej gospodarki, ale muszą w coraz większym stopniu uwzględniać stan koniunktury w skali globalnej oraz sytuację na międzynarodowych rynkach finansowych. Wpływ poczynań Zarządu Rezerwy Federalnej stał się szczególnie wyraźny podczas groźnego kryzysu, który w 1997 r. dotknął Azję Południowo-Wschodnią. Obniżono wówczas trzykrotnie w ciągu siedmiu tygodni podstawowe stopy procentowe, m.in. po to, żeby zwiększyć amerykański popyt na importowane z tego regionu towary i pomóc ożywić tamtejszą gospodarkę.EBC nie ulega naciskomKoniunktura w gospodarce europejskiej sprawiła, że w ciągu dwóch lat od utworzenia Europejskiego Banku Centralnego rada EBC miała tylko raz okazję obniżyć podstawową stopę procentową, a aż siedmiokrotnie decydowała się na jej podwyższenie. Do złagodzenia polityki pieniężnej doszło w kwietniu 1999 r. Stopa refinansowa została wówczas obniżona o 0,5 pkt. do 2,5%, aby ożywić aktywność ekonomiczną w strefie euro.Przez następnych siedem miesięcy, gdy oprocentowanie pozostawało na tym samym poziomie, sytuacja w gospodarce europejskiej zmieniła się w istotnym stopniu. Pojawiły się wyraźne oznaki poprawy koniunktury, a w niektórych krajach unii walutowej zaczęto nawet obawiać się jej przegrzania. Jednocześnie szybciej niż przewidywano wzrosła podaż pieniądza, zwiększając ryzyko nasilenia inflacji. W tych okolicznościach na początku listopada 1999 r. rada EBC zdecydowała się na pierwszą podwyżkę stopy repo o 0,5 pkt., która zapoczątkowała długą serię tego rodzaju decyzji.Od lutego do kwietnia 2000 r. podnoszono oprocentowanie trzykrotnie, za każdym razem o 0,25 pkt. Na początku czerwca ub.r. EBC zdecydował się na bardziej radykalne zaostrzenie rygorów polityki pieniężnej, podwyższając stopę refinansową o 0,5 pkt. Zmiana nastawienia była w pełni uzasadniona ze względu na dwa powiązane ze sobą negatywne zjawiska. Większa aktywność ekonomiczna nasilała inflację, a dodatkowym czynnikiem pobudzającym wzrost cen były coraz wyższe notowania importowanych paliw płynnych. W tych warunkach w marcu ub.r. roczna stopa inflacji przekroczyła po raz pierwszy od wprowadzenia euro założony przez EBC poziom 2%.Drugim budzącym niepokój zjawiskiem był wyraźny spadek kursu wspólnej waluty europejskiej, gdyż lepsza koniunktura w USA powodowała odpływ kapitałów za ocean. Słabość euro stała się dodatkowym czynnikiem nasilającym tendencje inflacyjne, gdyż powodowała wzrost kosztów importu. Zaostrzenie polityki pieniężnej miało więc na celu zarówno przyhamowanie inflacji, jak i wzmocnienie wspólnej jednostki pieniężnej.W podobny sposób uzasadniono kolejne dwie podwyżki oprocentowania we wrześniu i październiku ub.r. W obu wypadkach podniesiono stopę repo o 0,25 pkt., doprowadzając ją do poziomu 4,75%. Rada EBC nie ugięła się przed coraz silniejszymi naciskami polityków, ekonomistów i przedsiębiorców, którzy wskazywali na słabnący wzrost gospodarczy oraz zwiększające się bezrobocie. Co więcej, przez ponad trzy miesiące bieżącego roku EBC pozostał jedynym z czołowych banków centralnych, który nie zgodził się na złagodzenie polityki pieniężnej. Krytyka tej instytucji nasiliła się zwłaszcza po podjętej w ostatnią środę decyzji, pozostawiającej oprocentowanie na nie zmienionym poziomie.Trudna sytuacja Banku JaponiiZ czołowych banków centralnych w szczególnie niewdzięcznej sytuacji znalazł się Bank Japonii. W ostatnim dziesięcioleciu gospodarka tego kraju przeżywała wyjątkowo trudny okres i instytucja ta robiła wszystko, co w jej mocy, aby zażegnać kryzys. Utrzymywała nawet zerowe stopy procentowe i zwiększała podaż pieniądza, żeby pobudzić aktywność ekonomiczną. Pomimo to politycy uważają, że prezes Masaru Hayami nie wspiera w wystarczającym stopniu gospodarki.Wprawdzie zdołano już przezwyciężyć recesję, ale wciąż nie udaje się przywrócić dostatecznie szybkiego tempa wzrostu. W zeszłym roku wyniosło ono zaledwie 0,7%, a dodatkowy powód do zmartwienia dało nagłe załamanie koniunktury w USA. W tych warunkach na przełomie lutego i marca br. Bank Japonii obniżył o 0,1 pkt. do 0,15% podstawową stopę procentową, by w trzy tygodnie później, pod naciskiem polityków, powrócić do porzuconej w sierpniu polityki zerowych stóp. Postanowiono bowiem zwiększyć podaż pieniądza w takim stopniu, aby ich nadwyżka na rynku kredytowym doprowadziła do spadku kosztów pożyczek poniżej obowiązującej stopy 0,15%. Na tak drastyczną liberalizację polityki pieniężnej nie zdecydował się jeszcze żaden bank centralny. Krok ten uzasadniono jednak wyjątkową sytuacją w gospodarce japońskiej.Politycy przeciwni autonomiiPrestiż banków centralnych zdaje się budzić pewien niepokój, zwłaszcza w kołach politycznych. W znacznie mniejszym stopniu chodzi tu o kręgi sprawujące władzę w krajach reprezentujących światową czołówkę gospodarczą, gdyż tam przyzwyczajono się już do tego, że polityka pieniężna jest oddzielona od innych funkcji związanych z rządzeniem państwem. Zastrzeżenia mogą mieć raczej władze w tych krajach, gdzie stosunkowo niedawno wprowadzono system wolnorynkowy i tam, gdzie politycy i powiązani z rządem ekonomiści mają aspiracje, żeby sterować wszystkimi przejawami życia gospodarczego.Zarówno kręgom politycznym, jak i ogółowi społeczeństwa szczególnym paradoksem może wydawać się fakt, że tak duże uprawnienia ma nieliczna grupa ekonomistów sprawujących najwyższe funkcje kierownicze w bankach centralnych, chociaż ? w przeciwieństwie do polityków wybranych w demokratycznych wyborach ? otrzymali oni te stanowiska w drodze nominacji.Z drugiej strony, dla tysięcy inwestorów, przedsiębiorców i zwykłych obywateli niezależność banków centralnych ma oczywistą zaletę. Dzięki niej prowadzona przez te instytucje polityka jest stabilna, niezależnie od zawirowań na scenie politycznej, a jedynym kryterium są względy ściśle ekonomiczne.Wiele wskazuje na to, że polityka pieniężna wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby kształtowały ją rządy. Zazwyczaj zabiegają one bowiem o względy wyborców, co odbija się na decyzjach ekonomicznych. Poza tym zmiany u steru rządów powodują często zwrot w polityce gospodarczej, który musiałby wpływać na politykę pieniężną.Dochodzą do tego nadzwyczajne sytuacje, gdy poszczególnym krajom czy regionom zagraża kryzys finansowy lub ekonomiczny. Wówczas stabilna polityka pieniężna jest nierzadko podstawowym warunkiem oddalenia negatywnych zjawisk. W takich wypadkach zapewne i politycy dostrzegają zalety autonomii banków centralnych. To one bowiem biorą na siebie odpowiedzialność za przeciwdziałanie kryzysowi, odciążając pod tym względem rządy.Zresztą nie zawsze poczynaniom banków centralnych towarzyszą sukcesy. Gdy udaje się im podtrzymać koniunkturę, a jednocześnie nie dopuścić do wysokiej inflacji, są chwalone za fachowość i zdolność przewidywania. Inaczej jest, gdy dochodzi do osłabienia aktywności ekonomicznej i zwiększenia bezrobocia albo zbyt szybko rosną ceny. Wtedy twórcy polityki pieniężnej są ostro krytykowani za wszelkie niedomagania gospodarki, chociaż w praktyce nie na wszystkie zjawiska ekonomiczne mają wpływ. Pretekstem do wysuwania zarzutów są też niespełnione oczekiwania uczestników rynków finansowych. Nierzadko zdarza się bowiem, że gremia odpowiedzialne za kształt polityki pieniężnej podejmują decyzje niezgodne z przewidywaniami ekspertów giełdowych oraz inwestorów.Zmiany nastrojów odczuł sam Alan Greenspan, gdy ostatnio ? mimo kilku obniżek stóp procentowych ? nie zdołano podtrzymać wzrostu gospodarczego w USA. Wypomniano mu, że zbyt długo utrzymywał wysokie oprocentowanie, co jest uważane za główną przyczynę osłabienia koniunktury. Podobnie jest z prezesem EBC Wimem Duisenbergiem, który jest ostro krytykowany za niechęć do obniżania oprocentowania, mimo że stanowisko takie uzasadnia potrzebą przeciwdziałania inflacji. Nawet szef Banku Japonii Masaru Hayami nie uniknął zarzutów, chociaż zrobił wszystko, by stworzyć jak najlepsze warunki do ożywienia tamtejszej gospodarki.Przejmując odpowiedzialność za politykę pieniężną oraz jej efekty, banki centralne chronią więc przynajmniej pod tym względem rządy i polityków przed wybuchami niezadowolenia. n
Z czołowych banków centralnych w szczególnie niewdzięcznej sytuacji znalazł się Bank Japonii. W ostatnim dziesięcioleciu gospodarka tego kraju przeżywała wyjątkowo trudny okres i instytucja ta robiła wszystko, co w jej mocy, aby zażegnać kryzys. Utrzymywała nawet zerowe stopy procentowe i zwiększała podaż pieniądza, żeby pobudzić aktywność ekonomiczną. Pomimo to politycy uważają, że prezes Masaru Hayami nie wspiera w wystarczającym stopniu gospodarki.
Decyzje Zarządu Rezerwy Federalnej USA, Europejskiego Banku Centralnego czy Banku Japonii są odczuwane w najdalszych zakątkach świata. Według ekspertów Goldman Sachs, trzy wymienione instytucje finansowe decydują w około 80% o tempie wzrostu gospodarczego w państwach o najwyższym poziomie rozwoju. Niemal wszędzie inwestorzy oraz przedsiębiorcy uzależniają w znacznej mierze własne poczynania od ich postanowień i dlatego posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku amerykańskiego banku centralnego, rady EBC czy analogicznego gremium Banku Japonii jest zwykle wydarzeniem dnia. Ze sporym zainteresowaniem śledzi się też decyzje rady pieniężnej Banku Anglii.