Bony skarbowe
W trakcie wczorajszego przetargu została przerwana trwająca od siedmiu kolejnych tygodni spadkowa tendencja rentowności bonów skarbowych. Drugi tydzień z rzędu notowano spadek zainteresowania tymi papierami ze strony inwestorów.Na polskim rynku finansowym trwa oczekiwanie na zbliżające się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Analitycy i uczestnicy rynku są w większości przekonani o tym, że Rada obniży podstawowe stopy procentowe, być może nawet o 1,5?2 punkty procentowe. Podaje się przy tym najróżniejsze argumenty przemawiające za podjęciem takiej decyzji, poczynając od poprawy sytuacji na rachunku obrotów bieżących, wysokiego kursu złotego, zbliżających się wyborów parlamentarnych, na analogiach z decyzjami Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii i Fed kończąc. Tym razem nie odczuwa się jednak atmosfery nacisku i pouczania Rady, co powinna zrobić.Utrzymująca się wyjątkowa siła naszej waluty budzi coraz większe zaniepokojenie, jednak zmasowane ?interwencje słowne? ministra finansów i przedstawicieli RPP niewiele tu pomagają. Jest jednak coraz bardziej oczywiste, że stan ten nie może utrzymywać się na dłuższą metę. Coraz bardziej powszechne staje się przekonanie, że jeszcze w tym roku złoty straci na wartości około 10?15%. Na razie nic na to nie wskazuje, można więc obawiać się, że nastąpi to w sposób dość gwałtowny. W każdym razie pojawiły się pierwsze opinie, że inwestorzy zagraniczni zaczynają pozbywać się polskich papierów skarbowych w obawie przed osłabieniem naszej waluty. Tak przynajmniej było w minionym tygodniu na rynku wtórnym, gdzie zanotowano zwiększoną podaż z ich strony i wzrost rentowności obligacji.Nieco niepokoju na rynki wniosła też wypowiedź ministra finansów, wskazująca na zbliżający się koniec szybkich postępów w ograniczaniu inflacji i tendencji do poprawy deficytu obrotów bieżących. Jako mało realne ocenił też szanse na osiągnięcie deficytu ekonomicznego na poziomie 1,8% PKB, zaś deficyt budżetowy w maju ma osiągnąć, jego zdaniem, poziom zaplanowany na cały bieżący rok. Nie są to więc zapowiedzi optymistyczne. Wydaje się, że nastrojowi temu poddali się inwestorzy na rynku pierwotnym bonów skarbowych.Popyt, podaż i obrotyNa wczorajszy przetarg inwestorzy złożyli oferty zakupu bonów skarbowych o wartości nominalnej 1,62 mld zł. Oznacza to spadek w stosunku do poprzedniego tygodnia nieco o ponad 108 mln zł, czyli o 6,3%. Wszystko wskazuje więc na to, że ubiegłotygodniowy drastyczny spadek popytu (o ponad 50%) nie był kwestią przypadku, lecz zapoczątkował bardziej trwałą zmianę nastawienia inwestorów, w tym zapewne także zagranicznych, do polskich papierów dłużnych.Wartość bonów oferowanych do sprzedaży przez emitenta od sześciu tygodni pozostaje na niezmienionym poziomie 800 mln zł i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Najniższa od ponad półtora miesiąca była też wczoraj przewaga popytu nad podażą, co miało z pewnością pewien wpływ na rentowność bonów. Wartość złożonych ofert kupna była dwukrotnie wyższa od podaży (w okresie od końca marca do końca kwietnia była znacznie wyższa, z reguły ponad- trzykrotnie). Nie zmienia się również wartość nominalna zawartych transakcji. Ministerstwo Finansów jest tu wyjątkowo konsekwentne i sprzedaje tyle papierów, ile zaplanowało.RentownośćW trakcie wczorajszego przetargu zanotowano wzrost rentowności wszystkich notowanych rodzajów bonów. Tym samym dość niespodziewanie przerwana została dominująca od dłuższego czasu spadkowa tendencja w tym zakresie. Średnia rentowność papierów o 26-tygodniowym terminie wykupu wzrosła z 15,85% do 15,88%, a więc o 0,03 punktu procentowego, czyli o 0,22%. Działo się to przy nieco ponaddwukrotnej przewadze popytu nad podażą. Średnia rentowność bonów rocznych zwiększyła się z 15,37% do 15,43%, a więc o 0,06 punktu procentowego, czyli o 0,43%. W przypadku tych papierów przewaga popytu nad podażą nie była tak duża, jak dla bonów 26-tygodniowych, jednak spadek rentowności był baziej dynamiczny. Takie zachowanie jest dość dziwne, gdyż w dłuższym okresie obniżka podstawowych stóp procentowych wydaje się nieuchronna i inwestorzy kupujący papiery o dłuższym terminie wykupu powinni ten fakt dyskontować, godząc się na wyższe ceny.
ROMAN PRZASNYSKI