%Złoty pod koniec tygodnia zdołał się umocnić, przekroczyliśmy nawet 15% powyżej starego parytetu. Na rynku wspólnej waluty największa zmiana wiązała się z publikacją niemieckiego wskaźnika Ifo.

W piątek rano za dolara trzeba było zapłacić 3,972 zł, a za euro 3,394 zł, odpowiadało to 14,95% powyżej starego parytetu. Dość szybko przeważył popyt i już po godzinie byliśmy na 15,15%. Mniej więcej taki poziom utrzymywał się przez całe przedpołudnie. Dopiero po 12.00 przeważyła podaż polskiej waluty i po półtorej godziny zanotowaliśmy 14,9%, przy kursach 3,98 i 3,394. Kilka godzin stabilizacji i pod koniec dnia znowu w górę. Na zamknięciu za USD trzeba było zapłacić 3,964 zł, za euro 3,387 zł i było to 15,15%.Poranne wzmocnienie złotego to przede wszystkim efekt czwartkowych informacji o inflacji bazowej (opublikowano je późnym popołudniem). NBP liczy pięć wskaźników, dwa z nich wzrosły, reszta spadła. Część inwestorów odebrała to jako zmniejszenie szans na redukcję stóp procentowych i zaczęła kupować polską walutę. Sytuacja zmieniła się wczesnym popołudniem, po wypowiedzi Bogusława Grabowskiego. Członek RPP poinformował bowiem, że jego zdaniem dane o inflacji bazowej są dobre i wskazują na powrót trendu spadającej inflacji. Taka teza musiała wpłynąć na uczestników rynku: obniżka stóp procentowych znowu wydała się bardziej prawdopodobna. I złoty stracił. Pod koniec dnia doszło do wzmocnienia, przyczyniła się do niego niewielka płynności rynkuNa otwarciu transakcji za euro płacono 0,854 USD. Dość szybko doszło jednak do spadku w odpowiedzi na publikację wskaźnika IFO. Miernik optymizmu niemieckiej kadry menedżerskiej znowu się pogorszył. Dotarliśmy więc do 0,8511. Potem odreagowanie na 0,8525 i stabilizacja do mniej więcej 14.30. Wtedy przeważył popyt i skończyliśmy na 0,8548.Na rynku obligacji wreszcie trochę optymizmu. Dzięki ZUS-owi, a dokładnie nieprzekazaniu do zakładu 3,5 mld zł ministerstwo finansów może zmniejszyć dziurę budżetową. Chodzi o pieniądze, które miały trafić do funduszy emerytalnych, ale przekazane być nie mogą, bowiem (według oficjalnej wersji) nie wiadomo, ile komu wypłacić (winę za to ponosi wciąż niesprawny system informatyczny). Część inwestorów odebrała to jako szansę na mniejszą emisje papierów w drugiej połowie roku i zaczęła kupować obligację jeszcze przed południem. W przyszłym tygodniu odbędzie się długo oczekiwane posiedzenie RPP. Wydaje się, że wciąż jest szansa na niewielką obniżkę stóp procentowych. Jeśli do niej dojdzie, złoty może nieco stracić (chyba że znowu rozpocznie się wymiana środków przeznaczonych np. na koncesję UMTS), a obligacje zyskać (szczególnie te krótsze). Pamiętajmy jednak, że mogą się pojawić jakieś nowe informacje dotyczące sytuacji budżetu. Większy deficyt, a tym samym większa emisja papierów, to czynnik negatywny przede wszystkim dla obligacji. n