Pozytywne wyniki europejskich funduszy hedgingowych za pierwsze półrocze br. należy uznać za dobry znak i spodziewać się, że cały rok będzie dla tych podmiotów wyjątkowo udany ? zgodnie twierdzą analitycy ankietowani przez agencję Reutera.Z szacunków Goldmana Sachsa wynika, że aktywa funduszy spekulacyjnych ze Starego Kontynentu wzrosną w tym roku o 60%, osiągając poziom 73 miliardów dolarów.Dobra kondycja funduszy hedgingowych to w głównej mierze skutek bessy na giełdzie, która sprawia, że inwestorzy chętnie powierzają swoje pieniądze podmiotom obiecującym osiągnięcie zysku. ? W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku powstało w Europie tyle nowych funduszy spekulacyjnych, ile w całym ub.r. ? twierdzi Roger Denby-Jones, dyrektor wykonawczy Goldmana Sachsa. Bez problemu powinny one przebić kwotę 7,3 mld USD, o jaką aktywa ?hedgingowych start-upów? wzrosły w 2000 r.Z danych za I kwartał wynika, że wpłaty do europejskich funduszy hedgingowych wyniosły netto 6,9 mld USD. Był to największy kwartalny wzrost od dwóch lat. W całym 2000 r. było to 8 miliardów dolarów. Generalna poprawa sytuacji w funduszach hedgingowych odczuwana jest na całym świecie ? indeks Credit Suisse First Boston/Tremont Hedge Fund, monitorujący wyniki ponad 2600 podmiotów o aktywach co najmniej 10 mln USD, zyskał w okresie od 1 stycznia do 31 maja (ostatnia zmiana) 1,5%. W tym samym czasie S&P 500 stracił prawie 5%, a Nasdaq blisko 15%. Ujemne wyniki zanotowały natomiast fundusze hedgingowe inwestujące na emerging markets ? w badanym okresie straciły one 3,7%. Jest to spowodowane przede wszystkim koniecznością ograniczenia się do długich strategii inwestycyjnych (wiele państw z grupy emerging markets nie dopuszcza krótkiej sprzedaży; ponadto oferta dostępnych na tych rynkach instrumentów pochodnych jest często bardzo uboga).Dobre wyniki nie oznaczają jednak, że rynek funduszy hedgingowych nie ma żadnych kłopotów. Jego podstawowym problemem jest niedobór utalentowanych menedżerów. Naszym najtrudniejszym zadaniem jest znalezienie skutecznych zarządzających, a nie kapitału ? przyznaje Roger Denby-Jones.

Wzloty i upadki funduszy hedgingowychFundusze hedgingowe obiecują swoim klientom osiągnięcie zysków nawet w przypadku bessy na rynku kapitałowym. Aby osiągnąć ten cel, stosują ryzykowne strategie inwestycyjne polegające m.in. na krótkiej sprzedaży i angażowaniu dużych sum pieniędzy w jedno przedsięwzięcie. Znaczną część inwestowanego kapitału stanowią środki pochodzące z pożyczek. Na prowadzenie takiej gry pozwalają im bardzo luźne regulacje, którym podlegają.Szczególną sławę zyskał fundusz Long Term Capital Management (LTCM), założony w 1994 r. przez dwóch noblistów: Roberta C. Mertona i Merona S. Scholesa. W latach 1997/98, w okresie kryzysów, najpierw azjatyckiego, a później rosyjskiego, znalazł się na krawędzi bankructwa. Wcześniej dysponował aktywami rzędu 200 mld USD, przewyższającymi PKB Polski. Groźba upadku LTCM wywołała panikę na największych światowych giełdach. Ostatecznie pomocy funduszowi udzieliło kilkanaście banków, udzielając mu kredytów na kwotę wielokrotnie wyższą od wartości jego majątku.Wśród funduszy hedgingowych dominują podmioty specjalizujące się w jednym rodzaju operacji, np. arbitrażu obligacjami. Inne głównie sprzedają ?na krótko?. Jeszcze inne zarabiają na ?wyjątkowych sytuacjach? ? głównie na przejęciach spółek giełdowych. Starają się odgadnąć, jak ta wyjątkowa sytuacja wpłynie na notowania spółki.Największe fundusze spekulacyjne prowadzą grę na różnych, często bardzo odległych rynkach. Sztuka polega na ?wyczuciu? trendów, a następnie zainwestowaniu dziesiątków miliardów dolarów w jedno przedsięwzięcie. Książkowym przykładem takiej trafnej spekulacji był atak miliardera Georga Sorosa na funta brytyjskiego. Zainwestował on 10 mld USD w krótką sprzedaż kontraktów na szterlinga. W efekcie tej gry waluta Wielkiej Brytanii została wykluczona z europejskiego mechanizmu walutowego. Dotkliwą stratą zakończyła się z kolei spulacja jenem ? plany Sorosa pokrzyżował wybuch kryzysu azjatyckiego.

K.S. webmedia.pl