Eureka! Wreszcie wiadomo, skąd bierze się bogactwo tego świata. Po prostu trzeba tylko spełniać dwa warunki: inwestować na polskiej giełdzie i być Pawłem Piskorskim. Ja i grono moich przyjaciół, inwestorów od 1992 roku, spełniamy, niestety, tylko pierwszy z tych warunków, ten, jak się okazuje, niewystarczający. Dlatego zastanawiamy się, czy przypadkiem nie powiesić w ulubionym POK -u wizerunku naszego nowego idola, by przyciągnąć tam choć odrobinę jego fenomenalnego szczęścia. Jak bowiem bez poparcia sił nadprzyrodzonych można było zdobyć na giełdzie majątek porównywalny z zasobami innego cudownego dziecka finansów ? p. Wieczerzaka ? w czasach, kiedy powtarzające się fale bessy bezlitośnie odchudzały portfele prywatne i instytucjonalne. Ponadto należy pamiętać, ze nasz bohater dokonał tego niejako dorabiając sobie (czyżby w godzinach pracy!?) do skromnej pensji wzorowego urzędnika municypalnego. Na pewno nie mógł korzystać z usług zawodowych doradców i słuchać rekomendacji analityków, bo przecież ci, którzy się do nich stosowali, ubożeli w tempie wprost proporcjonalnym do ich liczby. Po prostu tajemniczy fenomen natury, jak meteoryt tunguski. Chyba że... Chyba że mamy do czynienia z użyteczną politycznie konfabulacją, mającą przekonać szeroką publiczność, że króliki naprawdę żyją w cylindrach. I może samo w sobie nie byłoby to jeszcze złe, bo przecież opowiadanie bajek nie jest niczym z góry nagannym, gdyby nie to, że najdalej za dwa lata nowy król Polski spełni wolę wzburzonego ludu, żądnego krwi paskudnych spekulantów, i nałoży na nich odpowiednio srogie podatki. Oczywiście, naszemu ulubieńcowi to nie zaszkodzi, ale co zrobią te wszystkie szaraki, które po wielu chudych i głodnych latach dowiedzą się, że odtąd do każdej marchewki dolicza się VAT? Ach, wszystko przez to gawędziarstwo. Czasami żałuję, że nigdzie już nie wiszą popularne niegdyś plakaty: ?PSS! Wróg nie śpi!? n Figaron