Od dwóch lat zauważalny jest spadek liczby wydawanych licencji na prowadzenie działalnościubezpieczeniowej. O ile w 1999 r. minister finansów podpisał aż 12 zezwoleń, to już w 2000 r.wydał ich tylko sześć. W tym roku licencję otrzymały zaledwie trzy firmy.

Od 3 sierpnia tego roku działają w Polsce 72 firmy ubezpieczeniowe. Jako ostatni zezwolenia ministra finansów na działalność w ubezpieczeniach majątkowych i na życie otrzymał niemiecki koncern Signal Iduna. Spółki o nazwach: Signal Iduna Życie Polska TU oraz Signal Iduna Polska TU obrały na swoją siedzibę Gdańsk. Niemiecki inwestor wpłacił na kapitały zakładowe swoich spółek zależnych po 25 mln zł. W tym roku, oprócz Niemców, posiadaczem zezwolenia ministra finansów został jedynie oddział główny w Polsce francuskiej firmy Cardif Assurances Riskquef Diveers. Kapitały własne zadeklarowane przez Cardif wynoszą w pierwszym roku działalności 5 mln zł, by w drugim wzrosnąć do 7 mln zł. Dla porównania, w ub.r. licencję otrzymało 6 firm, a ich właściciele wyłożyli na rozruch łącznie blisko 170 mln zł. Czy Polska przestaje być atrakcyjna dla zachodnich firm ubezpieczeniowych?Wymogi finansoweniewielkieWydaje się, że przeszkodą do rozpoczęcia inwestycji w Polsce nie mogą być wymagania co do poziomu kapitału założycielskiego. Polskie prawo jest w tym względzie bardzo liberalne. Obecnie kapitał założycielski nie może być niższy od tzw. minimalnego kapitału gwarancyjnego. W przypadku zakładów ubezpieczeń na życie prowadzących działalność w formie spółki akcyjnej jest to równowartość 800 tys. euro (3,12 mln zł), zakładów ubezpieczeń majątkowych zaś ? 400 tys. euro (1,56 mln zł). Jak widać, są to kwoty niskie w porównaniu z opłaconymi kapitałami zakładowymi (w tym roku wynoszą one średnio 18,33 mln zł). Dodatkowo firmy zobowiązane są do utworzenia funduszu organizacyjnego, z którego finansują m.in.: opłaty rejestracyjne, tworzenie administracji i zorganizowanie sieci przedstawicielstw, szkolenie pracowników i agentów. Środki te są częścią bilansu, jednak ich wydatkowanie nie jest uwzględniane w rachunku zysków i strat. Oczywiście, cena jaką muszą zapłacić inwestorzy za zezwolenia, jest dużo wyższa. Po głośnym upadku Polisy i Gwaranta, Ministerstwo Finansów i Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń szczególnie starannie badają kondycję finansową założycieli i biznesplany opracowane dla spółek-córek. Strażnicy polskiego rynku ubezpieczeniowego ze względu na bezpieczeństwo klientów stoją na stanowisku, że kapitały własne towarzystw powinny być jak najwyższe, a plany rozwoju jak najbardziej przystające do rzeczywistości. Z analizy wydanych w ostatnich dwóch latach zezwoleń wynika, że inwestorzy wpłacają na kapitał założycielski 20?30 mln zł, a na fundusz organizacyjny do 10 mln zł.Brak pomysłui fatalna realizacjaZdaniem analityków ubezpieczeniowych, mimo że polski rynek z blisko 40 mln potencjalnych klientów wydaje się atrakcyjny dla zagranicznych firm, to istotną przeszkodą może być jego duża koncentracja oraz spadające w wyniku silnej konkurencji marże. Część inwestorów bagatelizuje jednak te ostrzeżenia. Z deklaracji składanych na konferencjach prasowych wynika, że wszystkich interesuje wyłącznie miejsce w pierwszej dziesiątce, i to poparte pokaźnym udziałem w rynku. Niepoprawnego optymizmu nie gaszą również kłopoty niektórych konkurentów, którzy co rusz muszą być zasilani finansowo przez swoich właścicieli. Co ciekawe, inwestorzy składając wniosek do Ministerstwa Finansów zobowiązani są do przedstawienia m.in. dwóch wersji (optymistycznej i pesymistycznej) 3-letniego planu rozwoju. Symulacje obejmują m.in. przypis składki brutto i wysokość wypłacanych odszkodowań, na bazie których wyliczany jest margines wypłacalności oraz rezerwy techniczno-ubezpieczeniowe itd. Niestety, praktyka pokazuje, że symulacje te nijak się mają do rzeczywistości. Stworzone biznesplany lądują najczęściej w koszach. Głównym grzechem firm rozpoczynających działalność na naszym rynku jest chęć jak najszybszego pozyskania składki kosztem jakości pozyskiwanego portfela. Nowi gracze chcąc zdobyć w jak najkrótszym czasie jak największy udział w rynku zwiększają wysokość prowizji wypłacanych pośrednikom (przy ubezpieczeniach na życie dochodzą one do 14-krotności składki miesięcznej), zmniejszając jednocześnie wartość naliczanych składek. Kolejne błędy popełniane na starcie to zatrudnianie agentów na umowę o pracę, fatalny system likwidacji szkód czy wprowadzanie do sprzedaży od razu zbyt dużej liczby produktów. Wynik takich działań może być tylko jeden ? pogłębiające się straty.Są jeszcze odważniChętnych na licencje jednak nie brakuje. Z informacji uzyskanych przez PARKIET wynika, że w resorcie finansów na rozpatrzenie czeka co najmniej kilka wniosków o wydanie zezwolenia na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej (w ostatnim czasie wpłynął wniosek od nieujawnionego z nazwy towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych). O wejściu na polski rynek ubezpieczeń na życie myśli np. Aegon, druga co do wielkości firma ubezpieczeniowa w Holandii, która w ostatnich latach dynamicznie podbija zagraniczne rynki.Zainteresowanie tym sektorem deklaruje także amerykańskie Citicorp. oraz belgijska grupa bankowo-ubezpieczeniowa Fortis. Mimo to obserwatorzy rynku są zgodni, że boom ubezpieczeniowy mamy za sobą. W Polsce obecni są już właściwie wszyscy najwięksi gracze i do gwałtownej zmiany układu sił może dojść jedynie w wyniku ponadnarodowych fuzji. Statystyki są nieubłagane. Tylko 5 spośród 17 największych globalnych firm ubezpieczeniowych nie prowadzi działalności w Polsce: francuska AXA, japoński Tokio Marine oraz amerykańskie ? New York Life, Aetna i Chubb. Nie oznacza to jednak, że w naszym kraju nie pojawią się gracze z drugiej ligi. Sprzedaż przez Hamburg-Mannheimer akcji TU Compensa na rzecz Wiener Staedtische i HUK Coburg pokazuje, że na rynku może dojść jeszcze do wtórnych rozdań w ramach akcjonariatów spółek ubezpieczeniowych. Jako ewentualne cele przejęcia wymieniane są: Daewoo i Universum (dawniej Daewoo Życie), Polisa Życie i Samopomoc.

tomasz brzeziński