W ubiegłym tygodniu Wall Street z niepokojem spoglądało w portmonetkę statystycznego państwa Jones, zastanawiając się, ile jeszcze złych wiadomości gospodarczych jest w stanie wytrzymać, zanim zacznie dokładnie oglądać każdego wyjętego z niej dolara.Nowojorski instytut Conference Board opublikował raport, zgodnie z którym nastroje amerykańskich konsumentów już drugi miesiąc z rzędu opadają w kierunku pesymizmu. ? Kurczenie się rynku pracy miało największy wpływ na konsumenckie nastroje ? komentował wyniki Lynn Franco, dyrektor Conference Board?s Consumer Research Center. ? Te niepokoje mogą mieć negatywny wpływ na wydatki konsumentów.Według Conference Board, 14,9% respondentów ? o 0,3% więcej niż miesiąc wcześniej ? określiło stan gospodarki jako zły. Respondentów, którzy twierdzili, że bardzo trudno jest znaleźć nową pracę, było w sierpniu 15,9% ? o 1,8% więcej niż w lipcu. Ich odczucia potwierdził departament pracy, stwierdzając, że w ubiegłym tygodniu liczba bezrobotnych wzrosła do 3,17 miliona ? 4,5% dorosłych, zdolnych do pracy Amerykanów. ? Biorąc pod uwagę, że spadek nastrojów konsumentów dokonał się w miesiącu, kiedy otrzymują wyższe niż wcześniej przypuszczali zwroty podatków, należy go traktować z całą powagą ? zauważył John W. Davidson z Circle Trust Company. Powaga jest jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę, że wydatki indywidualnych konsumentów stymulują 2/3 obserwowanej w USA aktywności ekonomicznej. Jak wynikało z raportu departamentu handlu, już w lipcu statystyczni państwo Jones wydawali pieniądze o wiele uważniej niż wcześniej. Choć zarobki wzrosły w tym miesiącu o 0,5% ? najwięcej w okresie sześciu ostatnich miesięcy ? to wydatki konsumentów tylko o 0,1%, najmniej od października.Nastrojów na Wall Street nie poprawił na pierwszy rzut oka optymistyczny rządowy raport o tempie wzrostu amerykańskiego PKB w II kwartale. Był to drugi, poprawiony raport na ten temat. wprawdzie tempo wzrostu skorygowano w nim z 0,7 na 0,2%, jednak analitycy z Wall Street spodziewali się bardziej zwijania niż rozwoju gospodarki. Optymizmu wystarczyło jedynie na trwające pół godziny wzrosty akcji. Później nastąpił spadek, do inwestorów zaczęło bowiem docierać, że raport ów, choć poprawiony, nie jest ostateczną oceną ekonomii w II kwartale. Trzeci, ostateczny raport zostanie opublikowany we wrześniu.W piątek, ostatni dzień przed weekendem przedłużonym o poniedziałkowe święto pracy, na Wall Street zapanował ostrożny optymizm. Według rządowego raportu, zamówienia przemysłowe wzrosły w lipcu o 0,1% ? ku zaskoczeniu Wall Street, która spodziewała się spadku. Przez część inwestorów dane te zostały powitane jako pierwsza jaskółka ożywienia gospodarczego, efekt siedmiokrotnego obniżania stóp procentowych przez Bank Rezerw Federalnych. Co bardziej przezorni analitycy ostrzegali jednak, że przed długim weekendem wskaźniki zazwyczaj idą do góry, a kierunek, w jakim zmierza giełda poznamy naprawdę w pierwszym tygodniu września.W ubiegłym tygodniu spadła wartość 29 z 30 akcji uwzględnianych przez Dow Jones Industrial Average. Jedyny zwycięzca, Philip Morris, udowodnił, że palenie wprawdzie szkodzi, ale może przynosić również zysk inwestorom. DJIA spadł w ubiegłym tygodniu o 4,5%, o 5,4% w sierpniu i o 7,8% od początku roku. Nasdaq Composite zakończył tydzień ze stratą 5,8%, w sierpniu spadł o 5,4%, a od początku roku o 26,9%. Wreszcie S&P 500 stracił w ubiegłym tygodniu 4,3%, 6,5% w sierpniu i 14% od początku roku.Thomas McManus, analityk z Banc of America Securities, uważa, że zanim będzie lepiej ? będzie o wiele gorzej. Jego zdaniem, anemiczne wzrosty, które najprawdopodobniej będziemy obserwować na początku września, zakończą się wraz ze zbliżaniem się sezonu składania przez przedsiębiorstwa raportów za III kwartał. A będzie to ? zdaniem McManusa ? prawdziwy kataklizm, który położy ostateczny kres jakimkolwiek nadziejom na rozpoczęcie się ożywienia gospodarczego przed końcem roku. W październiku wartość Nasdaq Composite może spaść poniżej 1500 punktów.

Jarosław Armatys (Nowy Jork)