Ostatnio coraz głośniej o inwestorach występujących do sądów przeciw analitykom, którzy w swych raportach zachęcali do kupowania akcji spółek ? głównie internetowych ? po niebotycznie wysokich cenach,z których obecnie poodpadały zera. Dzieje się to jednak głównie w Stanach Zjednoczonych. U nas na razie nic na ten temat nie słychać.

Księżycowe wyceny internetowych firm i rekomendacje kupna ich akcji dobrze utkwiły w pamięci wielu inwestorów na całym świecie. Trudno uznać to za pocieszenie dla naszych uczestników rynku, którzy dali się ponieść nie tylko własnej euforii, ale też optymizmowi rodzimych i zagranicznych analityków. Poważnych strat doznali inwestorzy korzystający z rekomendacji najlepszych w tym fachu ekspertów z najbardziej renomowanych firm i banków, takich jak Merrill Lynch, Credit Suisse First Boston, Goldman Sachs i wielu innych. Straty te liczone są w miliardach dolarów. Składają się na nie zarówno pokaźne kwoty, lokowane przez fundusze, jak i ?drobne? sumy tracone przez osoby indywidualne. W jednym z wydań ?Business Week? cytuje opinię pewnej księgowej, która straciła 10 tysięcy dolarów na akcjach spółki internetowej, której kurs spadł z 76,5 dolarów w styczniu 2000 r. do 6,5 dolarów we wrześniu, czyli o 91,5%: ?Wielu z nas najchętniej zastrzeliłoby większość analityków?. Analityk z Lehman Brothers przez cały okres tak silnego spadku kursu akcji tej spółki rekomendował ich zakup.Podobne przykłady można by wskazać na naszym rynku. Jedna z najbardziej spektakularnych wycen akcji Optimusa, określająca cenę akcji tej spółki na 500 zł, ?oszukała? klientów o 92% licząc do dołka na poziomie niespełna 37 zł. Podobnych przypadków można by znaleźć znacznie więcej. Czy któryś z naszych inwestorów zdecyduje się na wystąpienie do sądu o odszkodowanie przeciw analitykom wydającym nietrafione rekomendacje? Sądzę, że nie są aż tak naiwni, by uwierzyć w powodzenie tego typu przedsięwzięcia i wpłacić kolejne pieniądze z tytułu kosztów sądowych. Według naszych sądów inwestor giełdowy jest sam sobie winien, że zaryzykował swoje pieniądze na rynku kapitałowym. Sprawiedliwość społeczna nie ma interesu w obronie spekulantów i wciąż uznaje, że przestępstwa giełdowe mają najlżejszy ciężar gatunkowy i ze względu na niską szkodliwość społeczną można je umarzać bez szkody dla praworządności.Superoptymistyczne wyceny i rekomendacje analityków zatrudnionych przez banki inwestycyjne i firmy maklerskie z reguły nie są wynikiem pomyłek czy naiwności wysokiej klasy fachowców. Wiążą się one natomiast wprost proporcjonalnie z ofertami sprzedaży na rynku pierwotnym akcji firm będących ich klientami. Tu też (opierając się na danych ?Business Week?) widać skuteczność banków inwestycyjnych: w przypadku Merrill Lynch średnia zniżka kursów 20 spółek wprowadzonych na giełdę od 1997 r. wyniosła 82%. Nieco lepszy był Credit Suisse First Boston, w przypadku którego średnia strata wartości akcji 75 spółek wyniosła 41%, a rekordzistą był Goldman Sachs z zaledwie 16-proc. średnią stratą akcji 47 firm.Oczywiście, egzekucje analityków nie wchodzą w grę. Tym bardziej trudna byłaby eksterminacja zatrudniających ich firm. Trudno powiedzieć, czy w rozpoczętych procesach inwestorom uda się uzyskać odszkodowania. Pierwsze starcie w sprawie przeciw analitykowi z Morgan Stanley zakończyło się ich niepowodzeniem.Z pewnością jednak analitycy, biura maklerskie i banki inwestycyjne zapłacą karę. Wynika ona z utraty zaufania do tych instytucji i przekłada się na przychody z organizowania nowych emisji akcji. Przy okazji ucierpią również emitenci i cały system alokacji kapitału poprzez rynek kapitałowy. W tym biznesie zaufanie to największy kapitał.Najbardziej odczuwalny jest spadek zaufania w takich krajach, jak Polska, gdzie rynek kapitałowy nie jest jeszcze zbyt rozwinięty i potrzebuje ?wspomagania?. Nasi inwestorzy niemal od początku funkcjonowania warszawskiej giełdy mieli możliwość weryfikowania wskazań najlepszych na świecie banków inwestycyjnych i analityków. Te doświadczenia podziałały niczym szczepionka, uodparniająca na infekcję naiwności. Niestety, nie wszyscy byli w stanie ten zastrzyk przyjąć, a i trwałość tego typu uodpornienia nie zawsze bywa zbyt długa. Szczególnie jeśli nadchodzi pokusa przyłączenia się do gry, gdy panuje nastrój euforii. Wówczas wszelkie racjonalne przesłanki odchodzą na drugi plan. Dlatego też odwracanie bessy, szczególnie na rynku pierwotnym, przebiega z tak dużymi oporami. Często winne temu są zbyt krótkowzrocznie działające biura maklerskie. Karę już więc płacimy wszyscy. Winą za nieudane i przełożone emisje trudno obarczać jedynie bessę.Niektórzy inwestorzy mogą jednak liczyć choćby na słowo ?przepraszam?. Na początku bieżącego roku amerykański bank inwestycyjny Morgan Stanley Dean Witter przeprosił za opublikowanie pesymistycznych prognoz dotyczących gospodarki Korei Południowej.