Coraz większa część uczestników rynków finansowych zdaje się być przekonana o nieuchronności ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego i braku szybkich perspektyw na zmianę tego trendu.

Piątkowe dane o stopie bezrobocia w Stanach Zjednoczonych pokazały dobitnie, że na efekty tegorocznych, już siedmiu do tej pory, obniżek stóp procentowych w USA trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Przed piątkowymi danymi część uczestników rynku przejawiała pogląd, że być może Fed nie podejmie żadnych decyzji na najbliższym posiedzeniu, które ma się odbyć 2 października, chcąc tym samym zobaczyć efekty swoich dotychczasowych działań. Jednak wyraźny wzrost stopy bezrobocia praktycznie nie zostawia innej alternatywy niż dalsze obniżki stóp procentowych.Wśród analityków ankietowanych przez agencję Bloomberg, większość wyraża przekonanie o nieuchronności obniżki o następne 0,25%. Prezydent George W. Bush wyraził również zaniepokojenie w związku z danymi na temat bezrobocia. Wezwał on Kongres do uchwalenia pakietu ustaw skutkujących możliwością stworzenia nowych miejsc pracy w sektorach produkujących na eksport.Pięcioletni dolarowy swap procentowy IRS był kwotowany w piątek przed danymi o bezrobociu 5,12%, by po publikacji danych spaść do 4,99%. Poniedziałkowe kwotowania rozpoczęły się od 5% z tendencją do dalszego obniżania. Trzeba pamiętać, że to wszystko dzieje się na poziomach bliskich historycznych minimów za ostatnie dziesięć lat. W tym okresie kwotowania swapów procentowych na dolara wyznaczyły maksimum na poziomie 8,54% oraz minimum 4,82%.Sytuacja ta nie pozostała również bez wpływu na rynki europejskie. Odpowiedzią z ich strony było osiągnięcie poziomów sprzed dwóch i pół roku. Kurs niemieckiego potentata telekomunikacyjnego Deutsche Telekom spadł koło południa poniżej ceny emisyjnej z 1996 roku. W tym samym czasie główny indeks frankfurckiej giełdy DAX spadł do najniższego od 32 miesięcy poziomu. Londyński FT-SE 100 spadł poniżej 5000 punktów po raz pierwszy od października 1998 roku. Rynki finansowe zaczynają się obawiać, że lokomotywa światowej gospodarki, jaką była w ostatnich latach gospodarka amerykańska, jest pogrążona w kryzysie, a nie chwilowym spowolnieniu.Na rynku polskich obligacji kupowano w poniedziałek praktycznie całą krzywą. Może jest to pozytywna reakcja na wypowiedź minister finansów, która podała w sobotę, że prawdopodobnie znowelizowany deficyt budżetowy osiągnął w sierpniu 70% całorocznego planu. Nie można wykluczyć ruchów spekulacyjnych zagranicy.Za dolara płacono na poniedziałkowym otwarciu 4,2235 zł, wobec 4,2255 zł w piątek, a za euro 3,8233 zł, wobec 3,8196 zł. Złoty zamknął się na poziomie 4,2050 zł wobec dolara oraz 3,7959 zł wobec euro.

Piotr HyrćHypoVereinsbank Bank Hipoteczny