Marek Belka o przyszłorocznym budżecie

Typowany na ministra finansów w nowym rządzie, a obecnie doradca ekonomiczny prezydenta Marek Belka, powiedział, iż ze względu na zagrożenie kryzysem reformy finansów publicznych mogą być konieczne. Jego zdaniem, deficyt budżetowy nie może przekroczyć 40 mld zł. To oznacza, iż rząd w przyszłorocznym budżecie musi znaleźć brakujące ok. 50 mld zł.? Być może jedna czwarta tej sumy może być pokryta przez zmiany w podatkach ? powiedział M. Belka w wywiadzie dla Reutersa. ? Reszta to cięcia w wydatkach ? praktycznie oznacza to reformy.Większe cięcia w wydatkach, zapowiedziane przez M. Belkę, oddalają niebezpieczeństwo wzrostu fiskalizmu państwa, co ? zdaniem ekonomistów ? jeszcze bardziej osłabiłoby przyszły wzrost gospodarczy. Tymczasem na dążenie do zmniejszenia cięć w wydatkach kosztem powiększenia dochodów podatkowych wskazywały ostatnie wypowiedzi członków obecnego rządu. Jak powiedziała wcześniej Teresa Kamińska, szefowa doradców premiera, rząd koncentruje się na zwiększeniu dochodów podatkowych.Zdaniem M. Belki, możliwe jest zwiększenie dochodów podatkowych poprzez likwidację ulg dla osób fizycznych, wzrost VAT czy wprowadzenie podatku od dochodów kapitałowych. Jednak jest on przeciw podatkowi importowemu czy też odejściu od obniżania podatków od firm, które do 2004 r. mają spaść z obecnych 28% do 22%.Zapowiedział, że główne cięcia nastąpią w wydatkach socjalnych, które stanowią największe obciążenie dla budżetu państwa. Nie chciał jednak zdradzić szczegółów.Doradca prezydenta stwierdził też, iż do przyspieszenia wzrostu gospodarczego potrzebna jest współpraca rządu z NBP. Jego zdaniem, jeśli RPP zaakceptuje plan reform przedstawiony przez rząd, będzie bardziej skłonna do obniżek stóp, a to pozwoli na powrót do tempa wzrostu PKB na poziomie 4-4,5% rocznie już w 2003 r.

M.S., Reuters