Takiego wyniku wyborów parlamentarnych chyba niewielu się spodziewało. Brak możliwości wyodrębnienia jednolitej programowo większości parlamentarnej może wymuszać trudne kompromisy. Oby tylko takim kompromisem nie było obniżenie już i tak niezbyt wysokiego priorytetu, jakim u głównego zwycięzcy wyborów cieszy się rynek kapitałowy. Niektóre z potencjalnych aliansów mogłyby bowiem być dla rynku i gospodarki wręcz zabójcze.Na razie w rozważaniach polityków pojawiają się trzy koncepcje, przy czym wydaje się, że rząd mniejszościowy stanowi największą szansę na ?uprzątnięcie? nagromadzonych problemów. Poza tym aż dziw bierze, że nie pada koncepcja rozwiązania zaistniałej sytuacji na wzór naszych południowych sąsiadów, którzy z podobnym patem parlamentarnym poradzili sobie poprzez podpisanie tzw. umowy opozycyjnej. Taka umowa z PO, określająca sytuacje, w których rząd może liczyć na wstrzymanie się opozycji od głosowania przeciw, mogłaby być obecnie najlepszym rozwiązaniem, gwarantującym przy tym inwestorom, że nie nastąpi psucie gospodarki. Na psucie to zresztą nie ma miejsca ? pójście taką droga to szybki skok w niebyt dla każdego ugrupowania, które odważyłoby się na dobicie gospodarki lekkomyślnymi posunięciami.A rynek na razie z dystansem odnosi się do nowej sytuacji politycznej, co sprowadza się do niezbyt zdecydowanego powrotu na WIG20 ponad poziom 1000 pkt., czyli ponad wieloletnie dno wyznaczone po kryzysie rosyjskim. Jeśli spojrzeć na to w kontekście dość silnego odreagowania na rynkach zachodnich, to widać, że inwestorom nie wystarcza sama szansa na realizację rozsądnego gospodarczo programu i wciąż czekają na konkrety.