Płace Rady Polityki Pieniężnej są za wysokie i powinno się tak zmienić prawo, ?aby płace w NBP nie były przedmiotem bulwersacji społecznej? ? powiedział w poniedziałkowych Sygnałach Dnia premier Leszek Miller.Premier Leszek Miller przypomniał, że rząd zaczyna oszczędności od siebie, zamrażając swoje pensje i płace w całej administracji centralnej. ? Jeśli w tym samym momencie członkowie RPP podejmują dyskusję o swoich niskich płacach, to robią coś dokładnie przeciwnego niż robi rząd, i coś dokładnie przeciwnego niż oczekuje opinia publiczna. To się nie może spotkać z aprobatą ? ocenia Leszek Miller. ? Postępowanie RPP uważam za wysoce niezręczne ? powiedział L. Miller. Uważa on, że pomysł niektórych posłów poprzedniego Sejmu, aby pensje w NBP i RPP określać w tzw. ustawie kominowej, ?pojawi się w obecnym parlamencie i zapewne ukształtuje się większość, która jest w stanie przegłosować takie rozwiązania?.Co do niezależności Rady, to premier Miller uważa, że konstytucja dobrze te relacje określa ? ?z jedną uwagą: RPP musi pamiętać, że nie może odpowiadać tylko przed Bogiem i historią, musi odpowiadać także przed obywatelami i cały czas weryfikować, czy jej polityka jest słuszna?. Jego zdaniem, w ostatnich latach słuszność tej polityki wydaje się bardzo problematyczna.Była prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz ujawniła, że przygotowując ustawę o pracownikach NBP chciano członków Rady traktować jak innych pracowników, ale sami członkowie RPP złożyli list ?o charakterze listu protestacyjnego, że nie chcą być pracownikami, nie chcą stosunku pracy?.Według H. Gronkiewicz-Waltz, członkowie RPP mieli wynagrodzenie podstawowe, dodatek funkcyjny, dodatek za staż i premię zryczałtowaną, a więc bardzo dużo elementów wynagrodzenia. Natomiast wiceprezesi NBP otrzymywali nagrody, które prezes przyznawała za dodatkową pracę, jak np. przygotowanie systemu komputerowego na 2000 rok czy reorganizację całego NBP.H. Gronkiewicz-Waltz wyjaśnia, że nagroda przyznawana jest na podstawie zarządzenia prezesa, który ocenia każdego pracownika, w tym również wiceprezesów. Członkowie Rady nie chcą być pracownikami, a jednocześnie chcą korzystać z przywilejów pracowników. ? Tak, niestety, nie można: nie można mieć mleczka i wypić mleczko ? mówiła w ?Sygnałach Dnia?.Wicepremier i minister rolnictwa Jarosław Kalinowski przypomniał w Radiu Zet, że PSL ma swój projekt nowelizacji ustawy o NBP, który dotyczy również wynagrodzeń RPP. Zapowiedział, że zostanie on złożony do Sejmu. ? Projekt, który składaliśmy w trakcie poprzedniej kadencji, odnosi się nie tylko do zarobków, ale do zasad funkcjonowania RPP, do celów, jakie powinien mieć określone bank centralny w swoich działaniach. (...) Ten projekt jest i natychmiast go składamy ? powiedział.Sytuację, w której członkowie RPP zarabiają 25 tys. zł miesięcznie i jeszcze domagają się wypłaty zaległych uposażeń, J. Kalinowski nazwał ?skandaliczną?. Według niego, członkowie RPP powinni dostawać diety za każde posiedzenie, w którym uczestniczą w wysokości średniej płacy, a więc ok. 2 tys. złotych.Również marszałek Sejmu Marek Borowski uznał w poniedziałkowym wywiadzie dla Programu III Polskiego Radia, że można spodziewać się obniżki płac członków Rady Polityki Pieniężnej.? Myślę, że jest to chyba nieuniknione, zresztą ta sprawa była poruszona już w zeszłej kadencji, tylko kilkoma głosami decyzje w tej sprawie nie zostały podjęte. Myślę, że teraz rzeczywiście zostaną podjęte ? powiedział.? Ja byłem zaskoczony tym faktem, że kilku członków Rady Polityki Pieniężnej wniosło taką skargę do sądu (...). Czynienie tego teraz, w momencie, kiedy ta sama Rada Polityki Pieniężnej nawołuje rząd do restrykcji, do cięć, do oszczędności, jest jakimś koszmarnym nieporozumieniem ? mówił M. Borowski.Wiesława Ziółkowska, Grzegorz Wójtowicz, Dariusz Rosati, Cezary Józefiak, Jerzy Pruski i Bogusław Grabowski domagają się ponad 325 tys. zł każdy wyrównania za pracę w Radzie Polityki Pieniężnej.Argumentują, że ich wynagrodzenia nie były równe wynagrodzeniu wiceprezesów Narodowego Banku Polskiego, jak to jest zapisane w ustawie o NBP.Dlatego złożyli pozew do Sądu Pracy w Warszawie, w którym domagają się wyrównania wynagrodzeń za okres od 1 sierpnia 1998 do 31 lipca 2001 roku.? Jeśli ci członkowie Rady domagają się ustalenia, bo nie wiedzą, ile winni zarabiać, to podejrzewam, że Sejm to ustali w taki sposób, że nie będzie już żadnych wątpliwości ? zaznaczył M. Borowski.

(PAP)