Wszystkie te elementy świadczą o pewnym zmęczeniu rynku wzrostami, ale też nie są wystarczające, by obwieścić głębszą przecenę akcji. Podobny obraz rynku wynika z analizy wykresu WIG20. Po niezwykle korzystnym dla posiadaczy akcji przebiegu środowej sesji, kiedy to doszło do przełamania istotnego poziomu oporu na wysokości 1317 pkt., gdzie znajdują się kwietniowy dołek i główna linia bessy, nie ma powodów, aby wczorajszą zniżkę traktować w kategoriach ruchu powrotnego do przebitego oporu. Jednak takie postawienie sprawy wymaga jednego - obrony na zamknięciu 1310-17 pkt. W przeciwnym wypadku wybicie w górę trzeba będzie uznać za fałszywe, co może mieć nieprzyjemne konsekwencje dla rynku i wymusić silną korektę wzrostów. I to przy całym optymizmie widocznym na parkiecie trzeba bardzo jasno i stanowczo podkreślić.
Ze względu na duży udział w ostatnich zwyżkach naszej giełdy sytuacji na rynkach amerykańskich, gdzie widać trudności z kontynuacją wzrostów, trzeba bacznie przyglądać się temu, co dzieje się zagranicą. To obecnie najważniejszy czynnik determinujący przebieg notowań u nas.
Warto też zwrócić uwagę na kilka ostrzegawczych elementów, jakie pojawiły się na rynku. W przypadku wielu dużych spółek oscylatory tworzą już negatywne dywergencje, co nieco osłabia wymowę ostatnich wzrostów. Ciekawym sygnałem jest spadek od kilku dni wartości złotego. O ile w stosunku do dolara to nie dziwi, bo dolar umacnia się też wobec euro, ale złoty traci też wobec wspólnej waluty. To może być znak, że szybki kapitał spekulacyjny zaczyna powoli opuszczać nasz kraj. Dlatego należy przyglądać się kursowi złotego w następnych dniach.
Początek sesji przyniósł dalsze zniżki, które jednak zatrzymały się na głównej linii trendu. Dlatego nie ma na razie powodów do żadnego niepokoju.