Reklama

Wiszący podatek

Szczęśliwie dla inwestorów giełdowych zakończyła się tegoroczna batalia podatkowa. Tym razem jeszcze uniknęli oni opodatkowania osiąganych dochodów. Perspektywa obciążeń z tego tytułu wciąż jednak nad nimi wisi. Zwolnienie obowiązuje do końca 2003 r. Czy czeka nas nieuchronnie opodatkowanie zysków, a jeśli tak, to w jakim kształcie? Jakie przyniesie skutki i czy dotknie tylko inwestorów?

Publikacja: 17.11.2001 11:46

Dochody uzyskiwane z tytułu operacji giełdowych, zgodnie z wcześniejszymi regulacjami prawnymi, pozostaną zwolnione z podatku jeszcze do końca 2003 r. Przy okazji prac ustawodawczych, mających na celu wprowadzenie opodatkowania od dochodów kapitałowych, powrócił pomysł obciążenia także zysków z inwestycji giełdowych. Wniosek w tej sprawie nie znalazł się w propozycjach rządu, lecz został zgłoszony przez koalicyjną Unię Pracy. Wnioskodawca wycofał się jednak ze swego pomysłu w trakcie posiedzenia komisji sejmowej. Prawdopodobnie posunięcie to wynikało nie ze zmiany przekonań posłów UP w tej kwestii, lecz z obawy, iż propozycja zostanie skutecznie zaskarżona ze względu na jej niezgodność z konstytucją. Trzeba też przyznać, że premier Leszek Miller konsekwentnie opowiadał się przeciw opodatkowaniu zysków giełdowych, konsekwencja ta zaś ma długą tradycję, sięgającą jeszcze 1994 r. i ówczesnych pomysłów wprowadzenia opłaty od transakcji giełdowych. Pełniąc wówczas funkcję ministra pracy wystąpił z wnioskiem o wprowadzenie takiej opłaty, jednak po konsultacjach z inwestorami giełdowymi - przekonany ich argumentami - wycofał się ze swego pomysłu. Opłatę jednak wprowadzono, choć obowiązywała ona zaledwie 2 miesiące. Wpływy uzyskane z tego tytułu były zdecydowanie niższe niż zakładano i z ledwością skompensowały ponoszone z tego tytułu koszty.

Wszystko jednak wskazuje na to, że od 2003 r. inwestorzy giełdowi będą musieli pogodzić się z koniecznością zapłacenia podatku od osiągniętych zysków. W tej chwili wiadomo jedynie tyle, że będzie to podatek zryczałtowany w wysokości 20%. To na razie niewiele, ale można już coś z tego wywnioskować. O ile oczywiście ustawodawca nie wprowadzi nowych rozwiązań.

Specyfika

giełdowych inwestycji

Zyski z operacji giełdowych papierami wartościowymi zaliczane są "jednym tchem" do ogólnej kategorii dochodów kapitałowych. Oczywiście, z metodologicznego punktu widzenia jest to podejście słuszne. Wszak kapitał może być lokowany w różne przedsięwzięcia, np. nieruchomości, papiery wartościowe, depozyty bankowe itp. Trzeba jednak przyznać, że osiąganie dochodów z operacji papierami wartościowymi na giełdzie ma swoją specyfikę, którą należałoby uwzględnić w zasadach opodatkowania. Specyfika ta polega głównie na tym, że są one obarczone bardzo dużym ryzykiem, najczęściej niezależnym od inwestora i takim, przed którym niezwykle trudno się obronić. W praktyce sprowadza się to do tego, że transakcja uznawana w danym momencie za zyskowną może nią nie być w dłuższej perspektywie lub że ogólny wynik osiągnięty przez inwestora w pewnym okresie może być ujemny, mimo iż część transakcji przynosi zyski. Ta zmieniająca się w czasie ocena efektów poszczególnych inwestycji i konieczność brania pod uwagę ogólnego bilansu zysków i strat osiąganych przez inwestora musi być uwzględniana przy projektowaniu rozwiązań podatkowych dla tego segmentu rynku. Choć to zapewne trudne do przyjęcia przez ustawodawcę, ale należałoby uwzględniać również ryzyko, z jakim wiąże się inwestowanie na rynku kapitałowym, na przykład poprzez zastosowanie niższych stawek podatkowych w porównaniu z odsetkami z lokat bankowych czy obligacji.

Reklama
Reklama

Należy również pamiętać, że inwestowanie w papiery wartościowe to nie tylko spekulacyjna gra, lecz że pod powierzchnią obrotu akcjami i obligacjami dokonuje się rzeczywisty przepływ kapitału, zasilający przedsiębiorstwa. Słaba kondycja giełdy utrudnia lub wręcz uniemożliwia to zadanie. Giełdowa bessa, trwająca od ponad półtora roku, skutkująca mniejszą aktywnością inwestorów, spowodowała zapaść na rynku pierwotnym, a więc wiele spółek nie było w stanie pozyskać kapitału. Zahamowany też został przebieg prywatyzacji - niskie wyceny akcji zniechęcały Skarb Państwa do sprzedaży papierów TP SA, KGHM i wielu innych firm.

Ryczałt korzystny, ale...

Podatek obciążający aż 20-proc. daniną zyski z operacji giełdowych wydaje się dość wysoki.Jeszcze w trakcie prac prowadzonych nad projektem zmian podatkowych w połowie 1999 r. znalazły się zapisy mówiące o wprowadzeniu 5-proc. zryczałtowanego podatku od wszystkich dochodów kapitałowych. Jednak mówiąc szczerze, mogłoby być jeszcze gorzej. W niektórych krajach dochody kapitałowe podlegają opodatkowaniu na zasadach ogólnych, a więc są doliczane do innych dochodów, na przykład z tytułu zatrudnienia. Jeśli system zakłada kilka progów wielkości dochodów, opodatkowanych zwiększającymi się stawkami (progresja podatkowa), to sumowanie zysków kapitałowych z dochodami z innych źródeł powoduje z reguły wchodzenie przez podatnika do coraz wyżej opodatkowanych stref przychodów. Nie trzeba przekonywać, że takie rozwiązanie ma działanie wyjątkowo zniechęcające do podejmowania wysiłku i ryzyka związanego z możliwością osiągania dodatkowego dochodu. A w trakcie prac w sejmowej komisji pomysł taki był wówczas rozpatrywany. Wycofano się z niego wskutek silnego i skoordynowanego sprzeciwu przedstawicieli środowiska inwestorów i instytucji rynku kapitałowego. Trzeba też pamiętać, że w krajach, gdzie takie rozwiązanie jest stosowane, istnieje tendencja do obniżania podatków lub zmiany formy opodatkowania, dochód zaś z inwestycji jest np. pomniejszany o stopę inflacji i koszty transakcyjne. Zryczałtowany podatek, choć także nie zachęca do przejawiania nadmiernej inicjatywy, to jednak nie ma aż tak demobilizującego wpływu, jak łączenie zysków kapitałowych z dochodami z zatrudnienia etatowego, choć oczywiście zależy to od konstrukcji systemu podatkowego i wysokości stawek. Jednak na ogół nie ma nic "za darmo". Stosowanie podatku zryczałtowanego wiąże się najczęściej z brakiem możliwości kompensowania zysków i strat, a więc sprowadza się do pomniejszania dochodów z transakcji zyskownych i nieuwzględniania tych, na których poniesiono straty. Takie podejście jest z punktu widzenia inwestorów szczególnie niekorzystne i mogłoby być uzasadnione jedynie wówczas, gdyby stawka podatku ryczałtowego była niska. Z całą pewnością zaś 20-proc. stopę należy zaliczyć do bardzo wysokich.

Podczas dyskusji sprzed dwóch lat przedstawiciele Ministerstwa Finansów przekonywali, że przy podatku zryczałtowanym nie ma możliwości bilansowania zysków i strat, gdyż jest to sprzeczne z istotą tego typu podatku. Największą zaletą tego rozwiązania jest jego prostota, a zatem i niższe koszty związane z jego naliczaniem i poborem - jednak zalety te służą jedynie fiskusowi, a nie podatnikowi. Można by jednak podejść do sprawy w mniej doktrynalny sposób, bo przecież z technicznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, by przy jednolicie określonej stawce podatkowej umożliwić bilansowanie zysków i strat. Opór ustawodawcy przed takim rozwiązaniem wynika prawdopodobnie z obaw przed stosowaniem przez inwestorów różnego rodzaju działań mających na celu uniknięcie opodatkowania lub przynajmniej zmniejszenie jego negatywnych skutków. Jednak wygoda aparatu skarbowego nie może stanowić kryterium wyboru określonego rozwiązania, tym bardziej że i tak czynności związane z wyliczaniem i odprowadzaniem podatków obciążać będą biura maklerskie.

dokończenie na str. 12

dokończenie ze str. 11

Reklama
Reklama

Pozostaje więc jeszcze trzecie rozwiązanie, czyli podatek transakcyjny, płacony jako niewielki procent od obrotu papierami wartościowymi. Z trojga złego, wydaje się, że tego typu pomysł mógłby być najbardziej korzystny dla każdej ze stron, oczywiście w przypadku, gdyby stawka została ustalona na rozsądnym poziomie. W krajach, w których ta forma obowiązuje, stawki mają tendencję malejącą i wynoszą ułamek procenta wartości transakcji. Jednak i to rozwiązanie ma wady, gdyż nie uwzględnia ponoszonych przez inwestora strat i powoduje wzrost kosztów wszystkich transakcji, co może powodować ograniczenie aktywności inwestorów, a co za tym idzie, spadek płynności obrotu. Giełdy zaś - chcąc utrzymać konkurencyjną pozycję - dążą do obniżania kosztów obrotu. Inwestorzy, zwłaszcza w warunkach globalizacji i postępującej swobody przepływu kapitału, przenoszą się tam, gdzie stwarza się im najlepsze warunki.

Podatkowe

aspekty inwestowania

Taki lub bardzo podobny tytuł noszą rozdziały znajdujące się w niemal wszystkich podręcznikach i poradnikach dotyczących inwestowania na rynku kapitałowym. Ich autorzy prowadzą czytelnika przez skomplikowane najczęściej zagadnienia, przedstawiają różnorodne strategie podatkowe oraz sposoby minimalizowania obciążeń z tego tytułu. W książce pt. "Zrozumieć Wall Street. Poradnik gracza giełdowego" czytamy następujące zdania: "Przepisy podatkowe są skomplikowane i, co gorsza, ciągle się zmieniają. Przy rozwiązywaniu problemów podatkowych należałoby skorzystać z pomocy doświadczonego księgowego. Aktywni inwestorzy muszą ustawicznie podejmować decyzje dotyczące spraw podatkowych. [...] Jeśli prywatny inwestor chce nadal (po wprowadzeniu zmian podatkowych w Stanach Zjednoczonych w 1986 r.; przyp. aut.) inwestować na giełdzie, zapewniając sobie jednocześnie wypracowanie strat na potrzeby podatkowe, powinien rozważyć trzy elementarne możliwości:

- sprzedać na pniu akcje i odkupić je po 31 dniach lub później,

- nabyć taką samą liczbę akcji, jaką miał dotychczas (nazywa się to dublowaniem), a po 31 dniach sprzedać te wcześniej posiadane,

Reklama
Reklama

- sprzedać akcje i natychmiast zastąpić je innymi.

Inwestorzy chcący przesunąć zyski na rok następny mogą posłużyć się techniką "sprzedaży ze skarbonki" (shorting against the box). Jest to w zasadzie transakcja identyczna, jak krótka sprzedaż pożyczonych akcji".

Warto podkreślić, że uchwalona w Stanach Zjednoczonych w 1986 r. ustawa o reformie podatkowej (Tax Reform Act) miała między innymi na celu wprowadzenie zmian upraszczających i uszczelniających przepisy podatkowe. Jak się okazało, celu tego nie udało się osiągnąć. Wydaje się, że cel taki - szczególnie w odniesieniu do niezwykle innowacyjnego rynku kapitałowego z jego niezliczonymi rodzajami transakcji i instrumentów finansowych - jest po prostu nieosiągalny. Ciągła "walka" podatników i ich doradców z ustawodawcą i aparatem skarbowym na rynku kapitałowym jest szczególnie zacięta, zaś skutki nieprzemyślanych lub zbyt restrykcyjnych posunięć fiskusa z reguły kończą się pyrrusowym zwycięstwem tego ostatniego, gdyż powodują emigrację kapitału do miejsc (czasem leżących poza granicami kraju), oferujących mniejsze obciążenia lub ucieczkę w stosowanie zupełnie nieoczekiwanych sztuczek i tricków, które wypaczają rolę rynku kapitałowego w rozwiniętej gospodarce, a więc przynoszą więcej szkody niż pozornego pożytku.

"Od wielu lat największym podatkowym zmartwieniem inwestorów są zyski z tytułu przyrostu wartości kapitału. W Stanach Zjednoczonych od 1996 r. efektywna stopa podatku od tych zysków kształtuje się w okolicach 34%. W chwili gdy powstaje ta książka, w Kongresie USA toczy się debata na temat możliwości obniżenia jej nawet do 14% na poziomie federalnym, co dałoby łączną stopę na poziomie 20%. W przypadku gdyby Kongres zatwierdził tak niską stopę, zarówno w sposób bezpośredni, poprzez indeksowanie kosztów ze względu na inflację, jak i innymi środkami pośrednimi, wówczas wiele problemów straciłoby na aktualności." - pisze Robert H. Jeffrey w książce pt. "Zarządzanie inwestycjami", analizując bardzo szczegółowo różnego rodzaju strategie służące optymalizacji (czytaj minimalizacji) obciążeń podatkowych inwestorów giełdowych. Oto kilka przykładów:

- "pierwszą opcją jest minimalizowanie dochodu z portfela poprzez zakup papierów, które przynoszą niski lub zerowy dochód. Zakup obligacji o sztucznie zaniżanych kuponach nie daje identycznego efektu, ponieważ i tak przypisany im dochód obciążany jest podatkiem";

Reklama
Reklama

- "drugą opcją jest wprowadzenie do portfela papierów wartościowych o stałym dochodzie i zwolnionych z podatku, czyli obligacji komunalnych";

- "najważniejsze to maksymalizować wartość niezrealizowanych (aAutor udowadnia również - między innymi - że "podatek od zysków kapitałowych powoduje uszczerbek w wartości aktywów generujących dywidendy, a więc zyski z dywidend spadają, a co za tym idzie - maleją również nakładane na nie podatki". Mówiąc inaczej, mamy tu do czynienia z dobrze znanym - choć trudnym do zrozumienia przez urzędników i pozostających pod ich wpływem twórców regulacji podatkowych - mechanizmem, zgodnie z którym wprowadzenie lub podwyższenie stawki podatkowej lub celnej w określonej dziedzinie przynosi z reguły znaczący spadek wpływów podatkowych, a przy okazji inne niezamierzone skutki uboczne, niekiedy bardzo istotne dla niektórych sfer działalności gospodarczej. O ile np. w przypadku wprowadzenia (lub podwyższenia) cła na używane samochody, alkohol czy papierosy, powoduje to skutki tylko w jednej z dziedzin (choć mogą one być dość szerokie i obejmować nie tylko importerów, ale np. liczne zakłady samochodowe, powodując zmniejszenie liczby zatrudnionych w nich pracowników i spadek zysków, co potęguje spadek wpływów podatkowych; w przypadku papierosów i alkoholu - ale także i odzieży - wzrost przemytu powoduje nie tylko ogromne straty podatkowe, ale także rozwój struktur przestępczych), to w odniesieniu do rynku kapitałowego skutki jednej decyzji podatkowej mogą oddziaływać jednocześnie na wiele dziedzin gospodarki. Tak więc błędy popełnione w tym obszarze są szczególnie kosztowne i trudne do oszacowania. Rozwiązania podatkowe mogą też często przynieść trudne do przewidzenia konsekwencje w funkcjonowaniu całego rynku kapitałowego, a więc także wypaczać funkcje, jakie pełni lub powinien pełnić w rozwiniętej gospodarce rynkowej. Przykładowo, mogą spowodować np. skrócenie horyzontu podejmowanych inwestycji lub lokowanie części kapitałów w przedsięwzięcia nieefektywne, mające na celu osiągnięcie wyłącznie efektów podatkowych korzystnych z punktu widzenia podatnika. W tej dziedzinie fiskus wydaje się stać na przegranej pozycji. Jeśli nie będzie możliwe takie lawirowanie w ramach obowiązujących przepisów, inwestorzy przeniosą się ze swoimi kapitałami gdzie indziej.

Troska o rynek,

czy o budżet?

W gruncie rzeczy przy podejmowaniu decyzji o kształcie rozwiązań podatkowych w danej dziedzinie należy zastanowić się nad tym, co chcemy osiągnąć i jakie mogą być konsekwencje przyjęcia konkretnych propozycji. Za pomocą polityki podatkowej można przecież osiągać różne cele i powodować różne skutki, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio. Oczywiście, bezpośrednim celem wprowadzania większości podatkowych regulacji jest uzyskanie wpływów do budżetu państwa. Jednak często bywa tak, że regulacje podatkowe przynoszą skutek przeciwny do zamierzonego lub nawet jeśli wpływy z określonego tytułu rosną, to powodują jednocześnie ich uszczuplenie w innych dziedzinach.

Reklama
Reklama

Giełda jest dość dobrym przykładem tego typu zjawiska. Z planami wprowadzenia opodatkowania transakcji giełdowych w 1994 r. wiązały się poważne obawy o realizację przychodów z prywatyzacji. Istniało duże zagrożenie, że wprowadzenie podatku spowoduje spadek zainteresowania inwestorów krajowych inwestycjami w akcje, w tym sprzedawane przez Skarb Państwa. Tak więc straty w postaci zmniejszonych wpływów z tego tytułu byłyby prawdopodobnie znacznie większe niż przychody z podatku. Ówcześni decydenci zdawali sobie z tego sprawę, więc tym można tłumaczyć zarówno kształt przyjętych wtedy rozwiązań, jak i szybkie wycofanie się z podatku transakcyjnego.

Wydaje się, że obecnie mamy do czynienia z podobnymi kalkulacjami, które uchroniły inwestorów przed wprowadzeniem opodatkowania ich zysków już od przyszłego roku. Wszak potrzeby budżetu są tak duże, że z pewnością ustawodawcy bardziej zależy na zapewnieniu sobie kilku miliardów złotych z tytułu sprzedaży akcji niż nikłych przychodach z opodatkowania zysków osiąganych na giełdzie. Prawdopodobnie więc przedłużenie ulgowego traktowania inwestycji giełdowych zawdzięczamy raczej koniunkturalnej postawie ustawodawcy niż trosce o rozwój giełdy i rynku papierów wartościowych. Istnieje więc obawa, że gdy budżet przestanie liczyć na pieniądze z prywatyzacji, bardziej restrykcyjnie podejdzie do podatków od zysków giełdowych. Skutek łatwo przewidzieć - wpływy do budżetu mizerne, giełda zaś znajdzie się w stanie jeszcze silniejszej zapaści niż obecnie. W perspektywie wejścia do Unii Europejskiej nasz rynek kapitałowy może się znaleźć w tak trudnej sytuacji, że funkcjonowanie giełdy w Warszawie jako samodzielnego podmiotu straci rację bytu. Tak więc dążenie do osiągnięcia doraźnych korzyści może spowodować dalekosiężne negatywne konsekwencje.

Doskonały przykład tego, jak reaguje giełda na podatkowe eksperymenty, mieliśmy okazję obserwować na początku 1995 r., kiedy zaczął obowiązywać podatek transakcyjny, wynoszący 0,2% wartości transakcji (wykres 1). W ostatnich miesiącach 1994 r. nasz rynek giełdowy powoli zaczął odzyskiwać równowagę po głębokim załamaniu. W grudniu tego roku średnie obroty akcjami wynosiły 52,6 mln zł na sesję, w styczniu 1995 r. zaś obniżył się do 37,1 mln zł, co oznacza spadek aż o 30%. Tak niskie obroty utrzymywały się jeszcze przez dwa kolejne miesiące, sięgając w marcu 21,9 mln zł, a więc niewiele ponad jedną trzecią poziomu z grudnia poprzedniego roku. Podobna była reakcja giełdy w Budapeszcie, gdy na początku bieżącego roku wprowadzono tam opodatkowanie zysków kapitałowych (wykres 2).

Warto uświadomić sobie fakt, że giełda służy nie tylko osiąganiu spekulacyjnych zysków, ale też jest miejscem, gdzie lokowane są składki w ramach systemu emerytalnego i gdzie przedsiębiorstwa pozyskują kapitał na rozwój i prowadzenie działalności. Jeśli ta ostatnia funkcja nie jest w należyty sposób realizowana, to z pewnością opodatkowanie dochodów kapitałowych lub transakcji giełdowych w żaden sposób nie poprawi w tym zakresie sytuacji, a wręcz przeciwnie. Na opodatkowaniu giełdy stracić więc mogą wszyscy - i inwestorzy, i budżet, i gospodarka.

Zręczny wicepremier

Reklama
Reklama

W pierwszych dniach stycznia 1994 r., informując, że rząd zastanawia się nad wprowadzeniem niewielkiej opłaty od każdej transakcji giełdowej, wicepremier Marek Borowski stwierdził: "niezręcznie wprowadzone opodatkowanie giełdy może pozbawić skarb państwa znacznych dochodów z prywatyzacji. Korzyści skarbu państwa z hossy na giełdzie przewyższają wszelkie możliwe do uzyskania wpływy z opodatkowania obrotów giełdowych. Podatek dochodowy spowodowałby spadek cen akcji, a zatem spadek, a nie wzrost dochodów budżetowych". Zarazem zauważył jednak zręcznie, że: "inwestorzy giełdowi osiągają znaczne zyski i powinni chociaż w części podzielić się nimi z budżetem".

Leszek Miller - minister anestezjolog

Pełniący w 1994 r. funkcję ministra pracy Leszek Miller stwierdził, że jego zadaniem jest "łagodzenie bólu transformacji" i wystąpił z propozycją wprowadzenia "niewielkiej" opłaty od transakcji giełdowych i przeznaczenia pozyskanych w ten sposób środków na pomoc społeczną. Warto przypomnieć, że zwrócił się on w tej sprawie o opinię do inwestorów giełdowych i, co więcej, po spotkaniu z nimi wydawał się przekonany do ich racji, stwierdzając, że do wprowadzenia podatku potrzebna jest zgoda inwestorów: "Jeżeli państwo uważają wprowadzenie opłat za przedwczesne, to ja odstąpię od tego pomysłu" - zadeklarował. Obecnie, jako premier rządu, opowiedział się przeciw wcześniejszemu opodatkowaniu dochodów uzyskanych na giełdzie. Czy będzie nadal konsekwentny w ich łagodnym traktowaniu?

Konstruktywny Wiesław Kaczmarek

Pod koniec stycznia 1995 r. w Ministerstwie Finansów prowadzone były prace zmierzające do wycofania się z podatku giełdowego od nowego roku.Za takim rozwiązaniem optował Wiesław Kaczmarek, będący wówczas ministrem przekształceń własnościowych, twierdząc, że "podatek ten jest dla rynku czynnikiem wyraźnie destrukcyjnym" oraz że "instrument ten miał na celu zachęcić do inwestowania długofalowego, a nie gry spekulacyjnej. Kilka rządów na świecie wycofało się już z takich podatków, uznając je za błąd, a nam przecież zależy na rozwoju rynku kapitałowego".

Reakcja Kołodki na błąd NBP

W ostatnich dniach lutego 1995 r. wicepremier minister finansów Grzegorz Kołodko postanowił zawiesić do końca czerwca podatek od sprzedaży akcji. Co go do tego skłoniło? Podobno sytuacja w Meksyku... "Kiedy w Meksyku nastąpił krach, z tamtejszej giełdy odpłynęły duże kapitały. Pieniądze te na razie nie są wykorzystane. Daję impuls dla inwestorów zagranicznych zachęcający ich do inwestowania na warszawskiej giełdzie". Jednak... "Jednak szczególnym impulsem do dokonania tego kroku była niesłuszna decyzja Narodowego Banku Polskiego o podniesieniu stóp procentowych" - stwierdził Kołodko. Zdaniem wielu obserwatorów, prawdziwym powodem zawieszenia podatku i ostatecznej rezygnacji z jego stosowania było jednak fiasko finansowe tego pomysłu, a więc niskie wpływy do budżetu.

Cytaty pochodzą z artykułów opublikowanych w "Rzeczpospolitej", "Nowej Europie" i "Gazecie Wyborczej".

Ukrócić spekulację, uszczęśliwić biednych

Według jednej z sentencji, w ramach pomocy krajom słabo rozwiniętym pieniądze biednych ludzi z bogatych krajów trafiają do kieszeni bogatych ludzi w biednych krajach. Zapewne aby przełamać ten stereotyp, w 1998 r., po dwóch latach konsultacji w Afryce, Azji, Ameryce i Europie, niezależna międzynarodowa komisja, składająca się z osiemnastu osobistości, zaproponowała, aby w celu zdobycia środków na pomoc w likwidowaniu nędzy na świecie wprowadzić opodatkowanie transakcji na rynkach finansowych. Propozycja ta ma długą i "naukową" tradycję. Została zgłoszona po raz pierwszy jeszcze w 1978 r. przez Jamesa Tobina, amerykańskiego ekonomistę, laureata Nagrody Nobla. Postulował on, aby spekulacyjne transakcje prowadzone na rynkach finansowych obłożone były podatkiem, z którego finansowany byłby rozwój państw Trzeciego Świata. Ten dawno zdezawuowany pomysł w sierpniu bieżącego roku nieoczekiwanie podjął premier Francji Lionel Jospin, inicjatywę dyskusji w tej kwestii poparł zaś kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. Ma to prawdopodobnie związek z czekającymi w 2002 r. obu mężów stanu wyborami prezydenckimi. Za podatkiem opowiadają się antyglobaliści i środowiska lewackie w obu krajach. Ideę wprowadzenia tego typu podatku skrytykowali ministrowie finansów i szefowie banków centralnych kilku państw europejskich, w tym Niemiec i Francji. Ich zdaniem, jest ona zupełnie nierealna i niezwykle trudna do wprowadzenia, sam podatek zaś mógłby przynieść więcej szkody międzynarodowym przepływom finansowym niż pożytku. Ostatnio podobno nawet sam autor koncepcji wyrażał się o niej sceptycznie.

Historia podatku od sprzedaży akcji

- wprowadzony został ustawą z 21 października 1994 r., która dawała ministrowi finansów uprawnienia do ustalania stawki podatku (nie wyższej niż 0,3%) oraz okresowych zwolnień - obowiązywał od 1 stycznia 1995 r., a minister finansów Grzegorz Kołodko rozporządzeniem z 8 grudnia 1994 r. ustalił jego wysokość na 0,2%

- od końca lutego do 30 czerwca 1995 r. został zawieszony (obowiązywała zerowa stawka podatku)

- w czerwcu jego zawieszenie zostało przedłużone do końca 1995 r.

- został zniesiony na mocy ustawy z 13 października 1995 r.

- w pierwszej wersji Ministerstwo Finansów szacowało planowane wpływy z podatku na 70 mln złotych (700 mld starych złotych), następnie wielkość tę skorygowano do 40 mln zł

- wpływy z tytułu podatku wyniosły około 272 tys. zł w pierwszym tygodniu 1995 r., po pierwszym miesiącu około 894 tys. zł, a w ciągu całego okresu obowiązywania około 10 mln zł- "Obecnie można powiedzieć, że wpływy z podatku równoważą koszty ich uzyskania" - mówiła pod koniec stycznia 1995 r. Grażyna Kowalska, rzecznik Ministerstwa Finansów

Kosztowny pobór

Polski system podatkowy jest mało efektywny i drogi. Całkowite koszty związane z poborem podatków trudno precyzyjnie oszacować. Samo tylko utrzymanie aparatu skarbowego (izby i urzędy skarbowe) pochłania grubo ponad 1 mld zł rocznie. Wprowadzenie nowych podatków, np. od dochodów kapitałowych, w tym od zysków osiąganych na giełdzie, spowoduje powstanie następnych kosztów, obciążających banki i biura maklerskie.

Samoobrona

"Obrona konieczna", "30 podatkowych tricków", "Jak uniknąć podatków" - to najczęściej spotykane tytuły artykułów w prasie fachowej i popularnej, pojawiających się pod koniec każdego roku. Ich autorzy radzą czytelnikom, w jaki sposób zmniejszyć obciążenie podatkowe. To samo, choć w bardziej kameralnej atmosferze, czynią liczni doradcy podatkowi. Ile tricków znajdą inwestorzy giełdowi, gdy nadejdzie czas opodatkowania zysków z tego tytułu? A może po prostu wycofają się z tej "zabawy"?

Europa nie jest jednomyślna

Wbrew niektórym opiniom w państwach Unii Europejskiej nie ma jednomyślności w kwestiach regulacji podatkowych, a tym bardziej jednolitych dyrektyw. W różnych krajach obwiązują różne rozwiązania, zaś próby ich ujednolicania napotykają wielkie opory. Uzgodnienia w sprawie wspólnych zasad opodatkowania dochodów kapitałowych prowadzone jeszcze w 1999 r. wzbudziły wiele kontrowersji i nie doprowadziły do rozstrzygnięć, głównie ze względu na konsekwentny sprzeciw Austrii, Luksemburga i przede wszystkim Wielkiej Brytanii. Ta ostatnia broniła w ten sposób swej pozycji jako europejskiego centrum finansów. Ostatecznie przyjęto zasadę, że każdy z krajów Unii ma obowiązek informować władze podatkowe innych państw o dochodach z tytułu inwestycji, jakie ich obywatele osiągnęli na jego obszarze.

Podatki pospieszne i spóźnione

Tradycja pospiesznego rozpatrywania ustaw dotyczących zmian podatkowych jest naszą specjalnością. Ta sama procedura powtarza się niemal co roku, a bywało i tak, że podatnicy dowiadywali się o wysokości czekających ich obciążeń już w trakcie roku podatkowego (np. w 1993 r. ustawa określająca wysokość podatków na ten rok została przyjęta w marcu). Mimo że dyskusje na temat kształtu systemu podatkowego trwają niemal nieprzerwanie od początku gospodarczej transformacji, wciąż brak porozumienia między zwolennikami i przeciwnikami poszczególnych koncepcji, a więc i brak spójnych, długofalowych rozwiązań. W efekcie wciąż mamy do czynienia z rozwiązaniami doraźnymi i koniunkturalnymi.

Rządowi tak bardzo spieszącemu się obecnie z przeforsowaniem zmian podatkowych stanęła przed oczami sytuacja z 1999 r., kiedy znajdujący się wówczas w opozycji SLD przyjął taktykę zgłaszania niezliczonych wniosków do projektu ustawy, w celu storpedowania zmian, mających na celu obniżenie stawek podatkowych. Część obecnej opozycji starała się odpłacić podobną monetą, jednak nie udało się to ze względu na zbyt małą wydajność - Liga Rodzin Polskich zgłosiła około 100 poprawek, zaś posłowi Manickiemu udało się przed dwoma laty przedstawić ich ponad dziesięciokrotnie więcej.

Podatkowe przepływy

? Według danych Międzynarodowego Banku Rozliczeń (BIS) wartość transferów pieniężnych z krajów uważanych za raje podatkowe wyniosła w 1999 r. 164 mld USD, z tego na Kajmany przypadło aż 47 mld USD. Szacuje się, że ze względu na korzystne rozwiązania podatkowe w tym kraju ulokowano ponad 400 mld USD.

? W Niemczech wprowadzenie pod koniec lat osiemdziesiątych podatku od odsetek z oszczędności spowodowało odpływ z tego kraju oszczędności na kwotę około 45 mld marek.

? "Do innych krajów trafia około 35% kapitału, który mógłby być opodatkowany w Polsce" - powiedział tygodnikowi "Wprost" Vagif Mallayev z firmy SMG doradzającej w kwestiach podatkowych. Z artykułu pt. "Ucieczka do raju" ("Wprost" z 12 sierpnia 2001 r.) wynika, że czterech spośród dziesięciu najbogatszych Polaków przynajmniej częściowo płaci podatki za granicą (Jan Kulczyk, Zygmunt Solarz, Marek Mikuśkiewicz, Jerzy Starak).

? W Rosji obowiązuje podatek liniowy w wysokości 13%. Polska podpisała z tym krajem umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania.

? Na Węgrzech obowiązuje 3-proc. podatek dochodowy dla firm zagranicznych zarejestrowanych w tym kraju i prowadzących działalność poza jego granicami.

? Według danych NBP, w październiku br. depozyty złotowe ludności zwiększyły się jedynie o 260 mln zł, podczas gdy w poprzednich miesiącach ich przyrost przekraczał 1 mld zł. Październik miesiącem oszczędzania? Być może jest to pierwsza reakcja na zapowiedzi opodatkowania dochodów z oszczędności.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama