Reklama

Fundamenty i wiara

Wydawałoby się, że te dwie sfery nie mają szans spotkać się na rynku kapitałowym, a tym bardziej - oddziaływać na siebie. Wiara w to, że coś wydarzy się w przyszłości lub że coś jest takie, a nie inne, to kategoria psychologiczna, subiektywna. A fundamenty to... fundamenty, zimna, racjonalna kalkulacja. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości nie tylko fundamenty oddziałują na wiarę, ale i odwrotnie.

Publikacja: 27.11.2001 08:42

Inwestorzy wierzą w różne rzeczy. Jedni w to, że nastąpi hossa, inni - że będzie wręcz przeciwnie. U źródeł tej wiary leżą różne przesłanki. Jedni czerpią ją z analizy technicznej, inni - z fundamentalnej. Najgorszy jest jednak ten rodzaj wiary, który wynika z już zajętej pozycji.

Schemat ten wygląda mniej więcej tak. Jeśli już podjęliśmy decyzję (obojętnie, na jakiej podstawie) i kupiliśmy akcje spółki X (a więc uwierzyliśmy w jej fundamenty, wskaźniki lub formacje), staramy się umocnić swoją wiarę, że decyzja ta była słuszna, i czynimy to, używając zarówno argumentów racjonalnych lub mających pozór racjonalności, jak i stosując chwyty zupełnie niegodne profesjonalnego inwestora, a doskonale znane wszystkim psychologom. Powrót do rzeczywistości bywa w takich przypadkach bardzo brutalny, gdyż do przewartościowania naszych poglądów dochodzi pod wpływem radykalnego przewartościowania naszej inwestycji.

Opisany mechanizm (pułapka) wiary nie jest przypadłością charakterystyczną jedynie dla inwestorów indywidualnych. Ulegają jej również profesjonalni analitycy i zarządzający funduszami. Zdarzają się sytuacje, gdy również w ich przypadku działa magia wiary, i to na ogromną, globalną wręcz skalę.

Jednym z przykładów jest, oczywiście, internetowe szaleństwo, oparte na przeświadczeniu, że mamy do czynienia z rewolucją zmiatającą wszelkie dotychczasowe prawa rządzące ekonomią, przedsiębiorczością oraz tradycyjne zasady prowadzenia biznesu. Skutki tego zauroczenia, by nie powiedzieć - zaślepienia wiarą w nową ekonomię, doprowadziły do katastrofy, bo jak inaczej nazwać to, co stało się z kursami ogromnej większości internetowych firm.

Mieliśmy tutaj jednak do czynienia z dość rzadko występującym zjawiskiem, gdy wiara inwestorów silnie wpływała na tak fundamentalne - wydawałoby się - parametry, jak wycena akcji firm czy koszt kapitału. Trudno bowiem zrozumieć graczy kupujących akcje o wskaźniku cena/zysk np. 350 lub analityków rekomendujących nabywanie takich walorów (choć motywów postępowania tych ostatnich w wielu przypadkach można się domyślać). Jeszcze trudniej zrozumieć takie postępowanie w przypadku profesjonalnych inwestorów, którzy angażują swoje (i nie tylko swoje) kapitały w przedsięwzięcia, dla których C/Z nie można wyliczyć, gdyż brakuje im jednego z niezbędnych elementów, czyli zysku. Za to drugi (cena) występuje w nadmiarze.

Reklama
Reklama

Tak czy inaczej, doszło do tego, że na wyceny firm wpływała nie korygowana żadnym racjonalnym czynnikiem wiara. I wydaje się, że była to nawet nie tyle wiara, że firmy te przyniosą w przyszłości jakiekolwiek zyski, ile w to, że ceny akcji będą wyższe. Być może w pewnym momencie przekonanie to wynikało nie tyle z konkretnych, fundamentalnych przesłanek, ile po prostu z tego, że inwestorzy zaangażowali już w papiery tych firm zbyt duże pieniądze. A więc nie fundamenty decydowały o wycenie akcji, lecz wycena oparta na wierze zaczęła kształtować fundamenty. A jeśli wiara w to, że akcje będą droższe słabnie, robi się niebezpiecznie.

Ten właśnie stan rynków finansowych trafnie zdiagnozował George Soros w artykule "Kiedy boom w internecie zamienił się w krach". Pisze on: "Optymizm rynków finansowych zmienił podstawy działania wielu firm, miał również głęboki wpływ na całą gospodarkę. [...]. Tak więc zamiast sytuacji, kiedy rynki finansowe lepiej lub gorzej oceniają przyszłość, mamy sytuację, kiedy rynki kształtują przyszłość, zakładając korekty, których kiedyś będą musiały dokonać. [...] w takiej sytuacji jest zupełnie nieracjonalne, by działający na tym rynku podejmowali decyzje, opierając się wyłącznie na oczekiwaniach wobec podstaw rynkowych. Te podstawy nie tylko nie determinują ceny, również same kształtowane są przez sytuację na rynku. Tak więc przyszłe oceny są ważniejsze od działania".Ze swych rozważań Soros wywodzi niezbyt oryginalną zresztą tezę, że rynki finansowe są nieprzewidywalne i cechę tę należy uwzględniać w swych strategiach inwestycyjnych. Czy nie jest to jednak aby z jego strony próba racjonalizacji niepowodzenia, skoro w tym samym artykule przyznaje: "Latem 1999 r. byłem przekonany, że internetowy krach jest nieunikniony. Okazało się, że notowania firm internetowych znów wzrosły, po krótkim spadku cen, niektóre do rekordowych notowań. [...]. Ludzie tacy jak ja, którzy wyprzedali się z akcji internetowych, bo wierzyli, że krach jest nieunikniony, ponieśli straty."

Ach, ta wiara... Nie omija ona nawet największych inwestorów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama