Zdecydowanie pogorszyły się nastroje na warszawskiej giełdzie. Ponad 8-proc. spadkowi indeksu największych spółek towarzyszył aż 20-proc. wzrost średniej wartości obrotów, które osiągnęły poziom najwyższy od połowy listopada. Co prawda, dalekie były one od rekordowych, jednak współwystępowanie wzrostu obrotów i spadku indeksu należy interpretować jednoznacznie negatywnie.
Niezbyt korzystny jest również fakt, że za spadki odpowiadają przede wszystkim spółki największe. O tym, że inwestorzy koncentrowali się na handlu nimi, świadczy zdecydowany wzrost udziału papierów wchodzących w skład WIG20 w obrotach ogółem. W minionym tygodniu osiągnął poziom ponad 90% (wzrost o 4,4%) - najwyższy od końca października. Do liderów pod względem obrotów należał Elektrim - w ciągu pięciu sesji poprzedniego tygodnia właściciela zmieniło ponad 24 mln akcji, czyli prawie 30% wszystkich papierów tej spółki, która w tym czasie została przeceniona o ponad 50%. Dotrzymywały mu kroku inne taniejące blue chipy, jak na przykład TP SA.
Potężne wymiany papierów największych firm naszego parkietu skutkowały wystąpieniem bardzo interesujących zmian w statystyce. Wydawać by się mogło, że zdecydowanie zwiększy się udział dużych transakcji oraz średnia wartość transakcji. Tymczasem mieliśmy do czynienia z ponad 21-proc. wzrostem udziału w obrotach transakcji o najniższej wartości, udział transakcji największych zaś zwiększył się zaledwie o 1,8%. Świadczy to o tym, że zwiększyła się aktywność małych inwestorów - powstaje tylko pytanie, czy wzmacniali oni stronę popytową, czy podażową.
Średnia liczba transakcji zawieranych na sesję zwiększyła się aż o 35%, osiągając poziom najwyższy od końca października. W ujęciu ilościowym zanotowano prawie 10-proc. wzrost udziału transakcji o najniższej wartości, a jednocześnie wyraźnie zmniejszył się udział transakcji średnich i dużych. Z kolei średnia wartość transakcji zmniejszyła się o nieco ponad 10%, potwierdzając zwiększony udział mniejszych inwestorów w giełdowym handlu.
Najbardziej charakterystycznym zjawiskiem minionego tygodnia był jednak niezwykle dynamiczny wzrost spreadu - zwiększył się on z 43 do 71 punktów bazowych (do poziomu najwyższego od początku sierpnia), co świadczy o dużych rozbieżnościach oczekiwań cenowych między kupującymi i sprzedającymi. Zjawisko to jest typowe dla okresów nagłych zwrotów koniunktury.