We wtorek w siedzibie warszawskiej giełdy rozmawiano o planie wprowadzenia na polski rynek nowych instrumentów - ETF-ów (Equity Traded Funds) - wynika z informacji PARKIETU. Przedsięwzięciem są zainteresowane dwie instytucje finansowe. Ta nowość ma pojawić się na parkiecie w drugiej połowie roku (prawdopodobnie w IV kwartale). Razem ze wspomnianymi wcześniej innymi nowymi propozycjami instrumenty te są szansą na ożywienie rynku. W sytuacji gdy bardzo wyraźnie spada zainteresowanie tradycyjnymi inwestycjami w akcje (choćby z racji fatalnych wyników wielu spółek), wprowadzanie nowych instrumentów jest szczególnie ważne. Wszak w zakończonym niedawno roku obroty giełdy ratował przeżywający boom rynek kontraktów terminowych.
- Giełda to plac targowy, na którym musi się coś dziać. Mamy tego świadomość. Rynek kasowy jest słaby. M.in. z uwagi na wysokie stopy procentowe ludzie nie są w stanie tam zarabiać. Nie bójmy się więc koncentrować na instrumentach pochodnych. Przy czym trzeba pamiętać, że to wszystko ma sens, jeśli nie zanikną obroty na instrumentach bazowych. Gdyby tak się stało, to będziemy szukać innych instrumentów bazowych - zapowiada Piotr Szeliga, wiceprezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Rynek kontraktów terminowych - przede wszystkim bazujących na indeksie WIG20 - rozwinął się w Polsce żywiołowo, głównie dzięki inwestorom indywidualnym. Wielu potencjalnych inwestorów instytucjonalnych zdaje się wciąż nie doceniać możliwości, jakie on stwarza. Choć trzeba pamiętać, że część z nich nie może wchodzić na rynek pochodnych z uwagi na regulacje i normy bezpieczeństwa.
- Instytucjonalni inwestorzy skarżą się czasem na wysokość prowizji i wielkość jednostek transakcyjnych. Uważam, że to jednak zabiegi kamuflujące prawdziwe przyczyny ich słabej aktywności na rynku terminowym. A są nimi: brak tolerancji dla ryzyka, długi proces decyzyjny, brak kwalifikacji i... chyba jednak strach przed konfrontacją z inwestorami indywidualnymi - mówi Piotr Szeliga.
Nie można wykluczyć, że wprowadzaniu nowych instrumentów będzie towarzyszyła rezygnacja z tych, które nie zrobiły furory na rynku. Mowa o warrantach - nie cieszą się one wielkim zainteresowaniem, a rynek wtórny jest mało płynny. - Osobiście mam ich dość - przyznaje prezes Szeliga. Jego zdaniem, giełdzie opłaca się jeszcze podtrzymywać obrót tymi instrumentami. Niemniej nie wygląda na to, by miały one przed sobą przyszłość.