Były dyrektor generalny Enrona, Jeffrey Skilling, przekonywał, że jego firma nie potrzebuje zbyt wielu twardych aktywów, gdyż niepotrzebnie wiązałyby one gotówkę potrzebną w operacjach handlowych.
Enron swoją siłę finansową budował na kruchym fundamencie relacji z firmami partnerskimi, których finanse nie były uwzględniane w bilansie tego potentata na rynku energii. Później okazało się, że w jednej z takich firm ukrywano gigantyczne straty.
Niektórzy spośród pracowników koncernu orientujących się w sytuacji i metodach księgowania stosowanych przez firmę, marzyli nawet o tym, aby ich firma jak najszybciej została zdemaskowana.
Sharon Watkins, wiceszefowa globalnych finansów w Enronie, w liście adresowanym do Kennetha Laya, prezesa firmy, pisała, że wprawdzie zdaje sobie sprawę, iż standardy księgowania zyskały błogosławieństwo wielu audytorów, włącznie z Andersenem, ale jeśli niektóre transakcje wyjdą na jaw, nic nie uratuje Enrona. Watkins pisała o tym w sierpniu, kilka miesięcy przed ucieczką firmy pod ochronę 11 rozdziału prawa upadłościowego. List został ujawniony przez prowadzącą dochodzenie w sprawie Enrona komisję Izby Reprezentantów (niższa izba Kongresu USA), zajmującą się energią i handlem. Jest określany jako pierwszy dymiący rewolwer, dowód, że kierownictwo korporacji w pewnym stopniu orientowało się, jakie mogą być następstwa ich decyzji finansowych.
Andersen, który jako niezależny audytor badał księgi finansowe Enrona, znalazł już osobę odpowiedzialną za zniszczenie kluczowych dokumentów związanych z weryfikacją kondycji tej korporacji. Nadzorujący ten audyt partner David B. Buchanan został zwolniony. Na liscie przewidzianych do surowego ukarania są jeszcze też inne nazwiska. Szef Andersena Joseph Berardino grzmiał, że podjęte decyzje personalne świadczą o przywiązaniu firmy do najwyższych standardów profesjonalizmu. Podobno dokumenty niszczono bez konsultacji.