To kuriozum, nie spotykane na rozwiniętych rynkach kapitałowych, trwa już od dłuższego czasu i prawie weszło inwestorom w krew. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele i tu raczej nie starczy miejsca, by o tym napisać. Przyjmijmy to jako pewną szczególną cechę naszego rynku. Permanentne utrzymywanie się ujemnej bazy może wskazywać, że nastroje panujące na rynku terminowym nie współgrają z nastrojami na rynku kasowym. Gracze operujący na kontraktach są nastawieni sceptycznie co do najbliższej przyszłości rynku kasowego i spodziewają się obniżenia wartości indeksu. Łącząc to z obserwacją z przeszłości, że w ważnych momentach gracze na kontraktach się mylą, można przypuszczać, że szczyt wzrostu jeszcze nie został osiągnięty. Najprawdopodobniej wystąpi on wtedy, gdy baza przekręci się na plusy, czyli zapanuje optymizm na rynku terminowym. Teraz pora na drugi istotny element wczorajszej sesji. Po niskim otwarciu ceny kontraktów szybko powróciły nad wsparcie na poziomie 1370 pkt. Przypomnę, że poziom ten pokrywa się ze szczytami listopadowych wzrostów. Co ważne, wsparcie to ponownie dało o sobie znać w końcowej części sesji. Zaraz po rozpoczęciu notowań w USA, rynek kontraktów dotknął spadek, który zatrzymał się właśnie w okolicach tego wsparcia. Połączmy te dwa elementy. Utrzymanie wsparcia oraz ujemna baza nadal daje podstawę do umiarkowanego optymizmu, dodatkowo potwierdzonego przez wzrost średniej ruchomej.