W trakcie wczorajszego przetargu inwestorzy złożyli oferty zakupu bonów skarbowych o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 3,4 mld zł, a więc niższej niż poprzednio o 338 mln zł, czyli o 9%. Popyt osiągnął poziom najniższy od końca grudnia ubiegłego roku i był niższy od rekordowego poziomu z pierwszego tegorocznego przetargu aż o 3,1 mld zł. Ze zjawiskiem malejącego zainteresowania tymi papierami mamy do czynienia już trzeci tydzień z rzędu. Jest to dość zastanawiające w kontekście powszechnego przekonania o tym, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze na swym styczniowym posiedzeniu obniży podstawowe stopy procentowe.
Podaż bonów, zgłaszana przez Ministerstwo Finansów, stabilizuje się od dwóch tygodni na poziomie 1,4 mld zł, jednak w tym zakresie interesująco zapowiada się najbliższa przyszłość. Na pierwszy lutowy przetarg emitent zapowiedział wystawienie do sprzedaży papierów o wartości zaledwie 1,2 mld zł. Wyraźnej zmianie ulegnie też struktura tej oferty. O ile w trakcie czterech ostatnich przetargów dominowały bony 52--tygodniowe, których udział w podaży ogółem wynosił prawie 93%, to w przyszły poniedziałek obniży się on do 75%. Pozostałą część będą stanowić papiery 26-tygodniowe.
Interesująco przedstawiały się wczoraj zmiany rentowności poszczególnych rodzajów bonów. Średnia rentowność papierów o 26-tygodniowym terminie wykupu wyniosła 9,857% i od momentu ich poprzedniego notowania, które odbyło się w ostatni poniedziałek ubiegłego roku, obniżyła się o 1,37 punktu procentowego, czyli aż o 12,2%. W przypadku tych papierów popyt był ponadpięciokrotnie wyższy od podaży.
Średnia rentowność bonów rocznych dość niespodziewanie zwiększyła się z 9,579% do 9,6%. Mimo iż jest to zmiana raczej symboliczna (o 0,02 punktu procentowego, a więc o 0,2%), to jednak dość symptomatyczne jest, że zwyżka miała miejsce tuż przed niemal pewną decyzją RPP o obniżeniu stóp procentowych. Można przypuszczać, że jest to efekt spadku popytu, ale można też domyślać się, że uczestnicy rynku spodziewają się, że obniżka stóp będzie mniejsza, niż się powszechnie sądzi, lub że na następną przyjdzie poczekać kilka miesięcy.