Papiery MacroSoftu pozostają na uboczu głównych wydarzeń na rynku z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na niską i nieregularną płynność, utrudniającą szybkie opuszczenie rynku, a po drugie z uwagi na utrzymujący się od chwili debiutu na giełdzie w maju 2000 r. trend spadkowy. W jego wyniku kurs spadł o 90%, i to bez większych korekt wzrostowych. Można więc przyjąć, iż grono inwestorów, którym udało się na tych akcjach zarobić choćby minimalne pieniądze, jest bardzo wąskie. A to kształtuje nastawienie wobec spółki, zniechęcając do powtórnego zaangażowania w jej papiery.
Wydaje się, że nie jest w stanie tego jeszcze zmienić najlepszy okres w historii notowań, jaki notujemy od końca września ubiegłego roku. Przez ostatnie cztery miesiące doszło do wygenerowania dwóch silnych impulsów wzrostowych, które od historycznego minimum podniosły wycenę akcji o niecałe 60%. To najmocniejsze ruchy w górę, jakie kiedykolwiek walorowi się zdarzyły. Rodzi się więc w tej sytuacji pytanie, czy jest to zapowiedź lepszych czasów dla jego posiadaczy, czy też należy to traktować jedynie jako zasłużone odreagowanie po silnej przecenie.
Należy zwrócić uwagę na kilka interesujących cech trwającej od ponad czterech miesięcy konsolidacji. Pierwszy impuls wzrostowy zapoczątkowany pod koniec września ub.r. doprowadził do przełamania głównej linii bessy, która wielokrotnie ograniczała korekcyjne odbicia, więc jest bardzo wiarygodna. Tego samego zdania był rynek, bo obroty w momencie jej przekraczania trochę się zwiększyły, a sam ruch w górę był dynamiczny. To niewątpliwie pozytywne sygnały, których znaczenia nie zmniejszyło to, co działo się w listopadzie i grudniu. Wtedy kurs powrócił do historycznego minimum, co można było traktować jako ruch powrotny do przebitej linii bessy. Ta hipoteza potwierdziła się w styczniu, kiedy to mieliśmy drugi dynamiczny wzrost, doprowadzający do nieznacznego naruszenia październikowego szczytu. Wtedy mogła narodzić się nadzieja, że konsolidacja stanie się zaczynem "czegoś większego", czyli podstawą do odreagowania całej bessy, co mogłoby doprowadzić kurs do poziomu około 25 zł. Na tym poziomie znajduje się 38,2-proc. zniesienie całych spadków i kwietniowe szczyty z 2001 r. Taką konsolidację można byłoby wtedy potraktować jako formację podwójnego dna - jej rozmiary wystarczałyby do odwrócenia trendu o takiej sile.
Do tej pory jednak ten optymistyczny scenariusz nie znajduje potwierdzenia w przebiegu zdarzeń, choć ostatecznego rozstrzygnięcia nadal nie ma. Zniżki, rozpoczęte w połowie stycznia, zniosły dopiero 38,2-proc. poprzedzającego je wzrostu. Niepokoi zachowanie dziennych oscylatorów RSI oraz MACD. Przy tworzeniu styczniowej górki nie zdołały one dojść do poziomów, jakie notowały w październiku ub.r., a myśląc o podwójnym dnie, powinny je przynajmniej wyrównać, o ile nie przekroczyć. Za to pozytywny wydźwięk ma przebieg wskaźnika akumulacja-dystrybucja, zwyżkującego od początku lipca ub.r.
Widzimy więc, że dla spółki nadchodzi czas poważnej próby, gdzie dalsze zniżki odsuną perspektywę tego, że obserwowana konsolidacja stanie się podstawą do silniejszego odreagowania bessy, a będzie wskazywać jedynie na przerwę w jej trwaniu. Dwa ważne poziomy to 16 zł, którego przełamanie będzie oznaczać realizację zwyżkowego scenariusza i zachęci do kupna akcji, a drugi to 12 zł, gdzie znajduje się 61,8-proc. zniesienie ostatnich dwóch fal wzrostowych. Jej przełamanie będzie sygnałem sprzedaży, gdyż doprowadzi do testu historycznego minimum, który w takiej sytuacji może wypaść na korzyść niedźwiedzi.