Reklama

Wykresy kontynuacyjne

Z obserwacji rynku kontraktów terminowych na WIG20 wynika, że dużą grupę inwestorów stanowią gracze krótkoterminowi. Mimo to warto czasem spojrzeć na rynek z nieco dłuższej perspektywy. Do analizy stosuje się wówczas wykres zwany kontynuacyjnym, czyli łączący kolejne serie kontraktów terminowych.

Publikacja: 16.02.2002 08:41

Najczęściej spotyka się dwa podejścia w budowie wykresów kontynuacyjnych. Pierwszym, chyba najbardziej rozpowszechnionym, jest dodanie kolejnej, najszybciej wygasającej serii kontraktów w momencie, gdy obecnie używana do budowy wykresu wygasa (prosty wykres kontynuacyjny).

Przykładem może być sytuacja, z którą będziemy mieli do czynienia za ok. miesiąc, gdy obecna, marcowa seria kontraktów terminowych wygaśnie. Obecnie to wartości dotyczące właśnie tej serii są brane pod uwagę przy budowie wykresu. W momencie jej wygaśnięcia do wykresu powinno się brać notowania serii czerwcowej.

Taki sposób budowy wykresów jest prosty i logiczny. Ma jednak podstawową wadę. Zwykle w momencie zamiany serii na wykresie powstaje luka cenowa, która faktycznie nie ma miejsca na rynku.

Wynika ona z faktu, że wartości serii wygasającej są bardzo zbliżone do wartości instrumentu bazowego. W tym samym czasie seria, której notowania mają wejść do wykresu kontynuacyjnego, ma jeszcze do wygaśnięcia trzy miesiące i w związku z tym powinna być notowana powyżej wartości indeksu bazowego (z premią). W naszym przykładzie, w marcu, gdy seria FW20H2 będzie wygasać, jej wartość powinna być zbliżona do wartości WIG20. Natomiast seria FW20M2 (czerwcowa) będzie notowana na nieco wyższym poziomie wskutek premii czasowej.

Na marginesie warto dodać, że tak dzieje się na rynkach rozwiniętych. Na naszym dochodzi jeszcze spore ryzyko zmiany wartości bazy, która może znacznie powiększyć lub zniwelować wartość wspomnianej luki. Aby zlikwidować wpływ różnicy w wycenie serii kontraktów, stosuje się pewien zabieg. Polega on na skorygowaniu przeszłych wartości z wykresu kontynuacyjnego o wielkość tej "nie istniejącej" luki.

Reklama
Reklama

Rysunek 1 przedstawia prosty wykres kontynuacyjny z końca 2000 roku. W tym przypadku serie zostały zamienione bez korekty notowań. Na wykresie powstała wielka wyrwa. Nieopatrznie może być ona wzięta za lukę hossy, czyli formację techniczną potwierdzającą dużą siłę panującej tendencji. Ale przecież takiej luki faktycznie nie było. Nie dało się na tym "ruchu" w żaden sposób zarobić.

By uniknąć takich właśnie zafałszowań, stosuje się wykresy skorygowane. Spójrzmy na rysunek 2. Jest na nim pokazana ta sama sytuacja wymiany serii w grudniu 2000 roku. Jak łatwo zauważyć, nie ma śladu po fałszywej luce hossy. Ba, nawet okazało się, że faktyczne zamknięcie miało miejsce na poziomie niższym od poprzedniego. Stało się to za sprawą korekty starych notowań o wielkość różnicy między cenami zamknięcia serii wygasającej i serii będącej jej "następczynią".

Różnica w podejściu ma oczywiście swoje implikacje dla analityków technicznych. Nie chodzi tu tylko o brak fałszywej luki. Wybór sposobu sporządzania wykresu kontynuacyjnego niesie ze sobą wiele innych ważnych konsekwencji. Spójrzmy na oba rysunki. Zaznaczona jest na nich wzrostowa linia trendu, oparta na podobnych punktach wykresu.

Jak wiadomo, przecięcie linii trendu przez wykres cen generuje sygnał sprzedaży. Tymczasem, na obu wykresach punkt przecięcia znajduje się w różnych miejscach. W przypadku prostego wykresu kontynuacyjnego (tego z luką) sygnał sprzedaży pojawił się 5 lutego 2001 roku, podczas gdy na wykresie skorygowanym już 11 stycznia 2001 roku. Różnice w doborze sposobu budowy wykresu pojawiają się także w analizie wskaźników technicznych.

Można zatem odnieść wrażenie, że wykres skorygowany jest wykresem praktyczniejszym. Ma on jednak pewną wadę. Jako że wartości są korygowane przy każdej zmianie serii, trudno na jego bazie wyznaczać wsparcia i opory oparte na dołkach lub szczytach, bo wyznacza się je w oparciu o kursy, po których faktycznie zawarto transakcje. Tutaj przydatny jest wykres prosty.Badając wyniki systemów inwestycyjnych opartych na danych z wielu lat, warto używać wykresów skorygowanych, a nie prostych. W długim okresie, gdy zmian serii było dużo (w przypadku kontraktów na WIG20 to cztery razy do roku), wynik systemu opartego na prostym wykresie kontynuacyjnym może być w znacznym stopniu zafałszowany przez wielość "luk", których faktycznie nie było. Nie chodzi tu tylko o sam surowy wynik wykorzystania testowanej strategii. "Fałszywe luki" wpływają na zachowanie wskaźników i strategia przez to może generować sygnały, które w praktyce nie miałyby prawa zaistnieć. Ma to oczywiście wpływ na przebieg i kształt krzywej kapitału, co, jak wiemy, jest sprawą kluczową dla "systemowców".

Jakiego zatem wykresu używać? Odpowiedź nasuwa się sama. Obu. Każdy ma swoje wady i zalety i wszystko zależy od tego, czy zdajemy sobie z nich sprawę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama