Najczęściej spotyka się dwa podejścia w budowie wykresów kontynuacyjnych. Pierwszym, chyba najbardziej rozpowszechnionym, jest dodanie kolejnej, najszybciej wygasającej serii kontraktów w momencie, gdy obecnie używana do budowy wykresu wygasa (prosty wykres kontynuacyjny).
Przykładem może być sytuacja, z którą będziemy mieli do czynienia za ok. miesiąc, gdy obecna, marcowa seria kontraktów terminowych wygaśnie. Obecnie to wartości dotyczące właśnie tej serii są brane pod uwagę przy budowie wykresu. W momencie jej wygaśnięcia do wykresu powinno się brać notowania serii czerwcowej.
Taki sposób budowy wykresów jest prosty i logiczny. Ma jednak podstawową wadę. Zwykle w momencie zamiany serii na wykresie powstaje luka cenowa, która faktycznie nie ma miejsca na rynku.
Wynika ona z faktu, że wartości serii wygasającej są bardzo zbliżone do wartości instrumentu bazowego. W tym samym czasie seria, której notowania mają wejść do wykresu kontynuacyjnego, ma jeszcze do wygaśnięcia trzy miesiące i w związku z tym powinna być notowana powyżej wartości indeksu bazowego (z premią). W naszym przykładzie, w marcu, gdy seria FW20H2 będzie wygasać, jej wartość powinna być zbliżona do wartości WIG20. Natomiast seria FW20M2 (czerwcowa) będzie notowana na nieco wyższym poziomie wskutek premii czasowej.
Na marginesie warto dodać, że tak dzieje się na rynkach rozwiniętych. Na naszym dochodzi jeszcze spore ryzyko zmiany wartości bazy, która może znacznie powiększyć lub zniwelować wartość wspomnianej luki. Aby zlikwidować wpływ różnicy w wycenie serii kontraktów, stosuje się pewien zabieg. Polega on na skorygowaniu przeszłych wartości z wykresu kontynuacyjnego o wielkość tej "nie istniejącej" luki.