W minionym tygodniu zanotowano ponad 7-proc. wzrost obrotów. Mimo że ich średnia wartość na sesję zwiększyła się do 47,6 mln euro (175 mln zł), wciąż pozostaje na bardzo niskim poziomie, natomiast bez radykalnej poprawy w tym zakresie nie może być mowy o trwalszej poprawie giełdowej koniunktury.

Należy zauważyć, że w przypadku obrotów występuje na naszym rynku swoista sezonowość. Najwyższą wartość osiągają one na początku roku, po czym zdecydowanie spadają. W 2001 r. zniżkowały aż do końca marca, jednak generalnie były znacznie wyższe niż w roku bieżącym. Pamiętać należy o tym, że w marcu często występuje istotny szczyt lub dołek koniunktury - licząc od 1994 r. trzykrotnie w tym miesiącu mieliśmy szczyt i również trzykrotnie dołek. Sytuacja na giełdach zagranicznych, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych, wskazuje raczej na to, że większe szanse realizacji ma drugi z przedstawionych scenariuszy.

W minionym tygodniu zanotowano niewielki wzrost aktywności inwestorów o największych portfelach. Udział dużych transakcji w obrotach zwiększył się zaledwie o 1,86%. Znacznie większy, bo wynoszący prawie 13%, był wzrost tej kategorii transakcji w ogólnej liczbie wszystkich zawartych transakcji. Porównanie dynamiki tych dwóch wielkości zdaje się potwierdzać tezę o "podciąganiu" kursów, nie zaś dokonywaniu zakupów, mających na celu akumulowanie akcji (w tym ostatnim przypadku udział dużych transakcji w obrotach zwiększyłby się znacznie bardziej). Wywołanie dobrego wrażenia było tym łatwiejsze, że poza niewielkim wzrostem obrotów nieznacznie zwiększyła się także średnia wartość transakcji i ich liczba.