Niewątpliwie do zasług Rona Sommera należy zaliczyć to, że od 1995 r., kiedy objął funkcję prezesa Deutsche Telekom, zdołał doprowadzić do częściowej prywatyzacji tego byłego monopolisty niemieckiej branży telekomunikacyjnej i umożliwić mu skuteczne konkurowanie na zliberalizowanym rynku.Wytyka się mu jednak, że doprowadził firmę do zadłużenia, sięgającego kilkudziesięciu miliardów dolarów, wydając ogromne kwoty na licencje UMTS czy przejęcie amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej VoiceStream. Niektórzy twierdzą, że ten rok może być dla niego rokiem ostatniej szansy i musi on skupić się przede wszystkim na redukowaniu zadłużenia firmy, w przeciwnym wypadku może czekać go nawet dymisja.
Ron Sommer urodził się w 1950 r. w Hajfie. Jest potomkiem emigrantów, którzy przybyli do Izraela z Rosji i Węgier. Wychował się w Wiedniu, gdzie przenieśli się jego rodzice. W interesujący sposób zdobył pierwszą posadę. Siedząc w samolocie obok Heinza Nixdorfa, właściciela firmy komputerowej Nixdorf France, zdołał go w czasie kilkugodzinnej rozmowy przekonać, by powierzył mu funkcję dyrektora generalnego tej spółki. Opuścił ją gdy miał 27 lat, pozostawiając w dobrej kondycji, a po czterech latach rozpoczął karierę w japońskim koncernie Sony. W latach 1990-1993 Ron Sommer kierował amerykańskim oddziałem Sony, a w latach 1993-95 był szefem na całą Europę. Stąd w Deutsche Telekom nazywany jest często "Sony Boy".
Jak sam podkreślał w wielu wywiadach, na codzień kieruje się dewizą "Życie to nie plaża, to pole bitwy", stąd ma opinię agresywnego menedżera, który do wyznaczonego celu dąży niemal po trupach. Obserwatorzy podkreślają, że choć nie jest Niemcem ani Austriakiem, to jednak lata spędzone w Wiedniu spowodowały, że ma on chłodną mentalność, która bardzo pomaga w zarządzaniu takim gigantem, jakim jest Deutsche Telekom.