Wpływy ze sprzedaży szwedzkiej firmy asekuracyjnej Skandia - największej w krajach skandynawskich - zmalały w lutym o 17%, do 9,7 mld koron (937 mln USD), tj. bardziej, niż przewidywali analitycy. Tym samym dochody spółki spadły już przez piętnasty miesiąc z rzędu. Skandia osiąga około połowy wpływów na rynku amerykańskim.
Według agencji Bloomberga, głównym powodem coraz gorszych wyników finansowych skandynawskiego potentata ubezpieczeniowego jest nadmierne uzależnienie od produktów finansowych, związanych z rynkiem akcji. Politykę taką forsował w ostatnich latach dyrektor generalny Lars-Eric Petersson, licząc na zwiększenie w ten sposób efektywności firmy. Od 1999 r. wspomniane produkty sprzedawano za pośrednictwem biur maklerskich oraz niezależnych doradców finansowych.
Początkowo osiągano znaczne zyski, ale wkrótce strategia ta okazała się nieskuteczna, a nawet szkodliwa, gdyż w ciągu minionych dwóch lat koniunktura na rynku akcji uległa wyraźnemu pogorszeniu. Dotyczyło to m.in. notowań w USA, o czym wymownie świadczy spadek indeksu S&P 500. Obecnie jest on o 21% niższy niż przed rokiem. Nie mogło wiec dziwić niechętne nastawienie inwestorów do oferowanych przez szwedzkiego ubezpieczyciela produktów.
W ubiegłym roku Skandia poniosła straty, a od czerwca 2000 r. jej wartość rynkowa zmalała o przeszło trzy czwarte. Znalazła się ona wówczas na rekordowym poziomie około 29 mld USD, co odpowiadało ponad 10% szwedzkiego produktu krajowego brutto. Pogarszająca się sytuacja finansowa Skandii skłoniła agencję Moody's Investors Service do obniżenia w styczniu br. jej ratingu oraz negatywnej oceny perspektyw spółki.
Wobec rezygnacji inwestorów z usług firmy i coraz ostrzejszej konkurencji, kierownictwo stara się wprowadzać nowe produkty oraz ograniczać koszty. W zeszłym roku zmniejszono personel, licząc na oszczędności w wysokości 48 mln USD rocznie. W planach Skandii jest też rozszerzenie działalności o nowe rynki, takie jak Japonia i Chile.