Wczorajsza sesja do zajmujących nie należała. Początek notowań dawał jeszcze jakieś szanse na mały ruch wzrostowy, ale po otwarciu rynku kasowego byki zostały brutalnie sprowadzone na ziemie. Wtedy nadzieja odezwała się w obozie niedźwiedzi. Ceny kontraktów zbliżyły się do newralgicznych poziomów wsparcia. Niestety, także i one nie zostały usatysfakcjonowane. Luka hossy nadal ma się całkiem dobrze.

W wyniku tego mamy za sobą kolejną sesję, która nie wniosła niczego nowego do sytuacji technicznej wykresu kontraktów. Zatrzymanie na poziomie wsparcia jest niewątpliwie symptomem pewnej siły rynku, lecz jest to na razie jedyny taki symptom, a więc i jego siła jest dość iluzoryczna. Nadal bowiem znajdujemy się pod poziomem średniej kroczącej. Nie można pominąć faktu, że wspomina średnia ciągle spada, co w widoczny sposób potwierdza, kto obecnie posiada inicjatywę na rynku. Aby faktycznie być pewnym, że na rynku byki jeszcze nie straciły werwy potrzebny byłby wzrost co najmniej do przyspieszonej linii trendu i próba jej sforsowania. Gdyby do tego doszło, można by się faktycznie przekonać, na co stać zwolenników wzrostów. Sama zdolność utrzymania wsparcia to trochę za mało. Zatem nadal pozostaje nam czekać na bardziej zdecydowany ruch którejś ze stron rynku. Podsumowując, od dołu ogranicza nas styczniowa luka hossy, której pokonanie dałoby inwestorom świetny sygnał do zajęcia bardziej odważnych krótkich pozycji. U góry mamy spadkową linię trendu, którą wypadałoby przetestować. Jej pokonanie dałoby podstawy do przypuszczeń, że wsparcie definitywnie się obroniło. Nie pozostaje więc nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i spokojnie czekać na sygnał. Przypomnę, że wyprzedzanie rynku może się dla gracza źle skończyć. Najważniejszym zadaniem jest ochrona kapitału. Zyski przyjdą z czasem.