Zaledwie w kilkadziesiąt godzin po wydaniu nakazu sądowego w sprawie ujawnienia potencjalnego konfliktu interesów analityków Merrill Lynch, przedstawiono plan wprowadzenia zmian, które pozwoliłyby na zapobieżenie podobnym praktykom w przyszłości. Pod projektem podpisały się National Association of Securities Dealers Inc., kontrolujący giełdy Nasdaq i Amex oraz New York Stock Exchange.

Analitykom ML zarzuca się, że na ich rekomendacje, dotyczące papierów wartościowych, a przede wszystkim akcji sektora technologii miał wpływ dział inwestycyjny banku, który czerpał zyski z podkręcania popytu na niektóre spółki. Merrill Lynch odrzuca te zarzuty i twierdzi, że rekomendacje ML były w pełni obiektywne.

Zaproponowane podczas konferencji Securities Industry Association zmiany przewidują, że działalność analityków nie może być finansowana bezpośrednio z dochodów z działalności inwestycyjnej domu maklerskiego. Jeśli do takich praktyk dochodzi, to muszą być one ujawniane. Banki inwestycyjne muszą także informować, czy same znajdują się w posiadaniu akcji, które są rekomendowane przez analityków. Trzeba będzie ujawniać wszystkie sumy otrzymane od korporacji w ciągu minionych 12 miesięcy oraz spodziewane w ciągu najbliższego kwartału. Co więcej - w wewnętrzej strukturze domów maklerskich działy raportów i analiz nie mogą w żaden sposób podlegać pionowi inwestycyjnemu.

NASD i NYSE chcą także, aby analitycy bardziej precyzyjnie wyjaśniali znaczenie ratingu spółek. Słowa "buy", "sell" lub "hold" wydają się co prawda precyzyjne, ale często zdarza się, że "hold" (trzymaj) jest eufemizmem dla rekomendacji "sell" (sprzedaj). Analitycy rzadko decydują się na zalecanie sprzedaży, nie chcąc psuć stosunków swojej instytucji finansowej z rekomendowaną spółką.

Decyzję w sprawie przepisów ma podjąć w najbliższym czasie komisja papierów wartościowych (SEC). - Musimy przywrócić zaufanie do analiz domów inwestycyjnych - powiedział podczas konferencji na Manhattanie Kenneth Joselyn, główny doradca Goldman Sach.