Ostatnia sesja tygodnia nie poprawiła kiepskiego obrazu rynku. Ba, nawet można powiedzieć, że jeszcze go pogorszyła. Chodzi tu zarówno o samą sytuację techniczną wykresu kontraktów, jak i małą zmienność notowań.

Patrząc na wykres 60-minutowy trudno nie zauważyć, że poruszamy się w konsolidacji pomiędzy wsparciem w postaci luki hossy ze stycznia (1295-1310 pkt.) a oporem na poziomie 1366 pkt. Taka sytuacja zmusza graczy średnioterminowych do zaniechania gry, z racji częstych błędnych sygnałów płynących z obserwowanych przez nich wskaźników. Nawet na wykresie intraday średnie nie są już wiarygodnym generatorem sygnałów zajęcia takiej czy innej pozycji. Podobnie sprawa się ma ze wzrostowymi i spadkowymi liniami trendu. W czasie konsolidacji nie dochodzi do wybić nad czy pod linię, lecz jedynie mamy "wyjścia bokiem".

W takiej sytuacji przydatne pozostają oscylatory i te spisują się całkiem dobrze. Sygnalizacja stanu wykupienia bądź wyprzedzania rynku w okolicach któregoś z brzegów konsolidacji może być podstawą do zawarcia transakcji. Zlecenia broniące "stop" ustawia się wtedy dość blisko, na wypadek, gdyby nastąpiło wybicie poza obszar konsolidacji. Na wskaźnikach dziennych mamy właśnie rynek w stanie wyprzedania. Potwierdzają to także wskaźniki na wykresie 60--minutowym. Łącząc to z bliskim poziomem wsparcia, można przypuszczać, że kontrakty powinny teraz podejść lekko do góry. Kusi to do zajęcia długiej pozycji. Trzeba jedna pamiętać, że zawsze istnieje ryzyko wybicia, a wtedy może być poważny kłopot, żeby wyskoczyć z rynku z małą stratą. Odwieczny dylemat: duży zysk czy małe ryzyko? Ja preferuję to drugie i takich pozycji nie otwieram. Wolę poczekać na wybicie z konsolidacji.