Skoro przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych plan działania jest tak ważnym elementem, to można się zastanawiać, jak skomplikowany musi być proces jego powstawania. Dlaczego tylko nielicznym udaje się wygrać, skoro spora grupa inwestorów porusza się po rynku biorąc pod uwagę sygnały płynące z analizy technicznej czy też z innych źródeł. Czy te "trafne" sygnały pochodzą z jakichś tajemnych, opracowanych we własnym zakresie i nikomu nie znanych narzędzi? Nie tu tkwi przewaga wygrywających. Narzędzia mają oczywiście swoje znaczenie, ale najpoważniejszą bronią doświadczonych inwestorów jest fakt, że opracowana przez nich strategia, oparta nawet na najprostszych założeniach, przystaje do ich możliwości oraz temperamentu, a to prowadzi do tego, że gracze trzymają się jej konsekwentnie. To jest sedno całej sprawy. Posługując się językiem matematyki, posiadanie metody jest warunkiem koniecznym odniesienia sukcesu na rynku. Koniecznym, ale nie wystarczającym. Takim warunkiem wystarczającym jest konsekwencja w "słuchaniu" się sygnałów płynących z naszej metody. Jeśli będzie ona przemyślana i jej warunki będą odpowiadać naszym możliwościom czasowym, kapitałowym i tzw. mentalnym, to znakomicie ułatwi nam to późniejszą praktyczną jej realizację.
Mamy więc dwa warunki, których spełnienie daje możliwość uzyskiwania zysków na rynku. Jednym jest opracowanie własnej strategii inwestycyjnej, a drugim jej konsekwentna realizacja. Dwa etapy: teoretyczny i praktyczny. Każdy posiada swoje pułapki i niebezpieczeństwa, które będziemy starali się ominąć.
Opracowanie własnej strategii inwestycyjnej polega na zbudowaniu narzędzia, które będzie nam wskazywało, kiedy mamy wejść na rynek i z jakim kapitałem oraz kiedy ten rynek opuścić. Strategia musi nam określić wstępne warunki, jakie powinny być spełnione, by w ogóle się danym rynkiem zainteresować, następnie określić szczegółowe warunki otwarcia pozycji (sygnał wejścia), już przy otwieraniu pozycji wskazać warunki zamknięcia pozycji (sygnał wyjścia) oraz oznaczyć liczbę otwieranych kontraktów (wielkość pozycji).Trzy rodzaje ograniczeń
Na początek musimy ustalić warunki wstępne, jakie muszą być spełnione, by na danym rynku operować. Mam tu na uwadze ograniczenia prawne, organizacyjne oraz kapitałowe. Biorąc pod lupę aspekt prawny, obecnie polski gracz musi się faktycznie ograniczyć do kontraktów notowanych na GPW (z których najpłynniejszym jest kontrakt na WIG20), WGT oraz instrumentów pochodnych, których obrót odbywa się za pośrednictwem banków (np. kontrakty walutowe, NDF). Obecnie operowanie na rynkach zagranicznych jest dosyć utrudnione, ale, zgodnie z planami, od października ma się to zmienić. Czy zmieni to także możliwości naszych graczy? Chyba nie w takim stopniu, jak się powszechnie uważa. Trzeba bowiem pamiętać, że oprócz ograniczeń prawnych (tutaj dochodzi też aspekt podatkowy), mamy także dwa pozostałe typy ograniczeń.
Ograniczenia organizacyjne rozumiem jako łatwość operowania na danym rynku, a więc chodzi tu o dostęp do danych, sposób składania zleceń, płynność rynku itp. To w znacznym stopniu zawęża możliwości. Z szerokiego ich wachlarza, jaki np. daje nam GPW, tylko kilka kontraktów jest na tyle płynnych, by pokusić się o zawarcie na nich transakcji. Niestety, pod względem płynności oraz innych aspektów technicznych najdogodniejsze nadal są kontrakty na WIG20. Niestety, gdyż skazanie się na jeden rynek powoduje, że jesteśmy w dużym stopniu uzależnieni od kaprysów koniunktury. I nie chodzi tu o wzrost czy spadek kursów, bo to jest nam zupełnie obojętne, ale o fakt, że rynek może poruszać się także w bok, a wtedy jesteśmy praktycznie pozbawieni możliwości zarobkowania. Wobec tego gracze powinni starać się poszerzać listę rynków, na jakich działają (na ile to oczywiście możliwe). Najlepiej, by były to rynki mało ze sobą skorelowane. Wtedy marazm na jednym z nich nie stoi na przeszkodzie, by na innym panował silny trend.
Kolejne ograniczenia związane są z posiadanym przez nas kapitałem. Wiele rynków to wiele depozytów, a więc więcej wymaganych środków na inwestycje. Można wyróżnić dwie skrajne sytuacje: osoby mającej spory zasób gotówki, dla której właściwie każdy rynek stoi otworem, oraz osoby dysponującej raczej skromnymi środkami. Każda z nich ma oczywiście szanse na sukces, ale każda musi znać swoje ograniczenia. Trudniej jest osobie ze skromnym portfelem. Ograniczenie kapitałowe zawęża pole manewru do rynków, których depozyty są określone na stosunkowo niskich poziomach oraz których zmienność jest na tyle mała, by kilka błędnych decyzji nie doprowadzi inwestora do bankructwa. Biorąc pod uwagę te trzy ograniczenia oraz fakt, że jednak przeciętny polski gracz nie dysponuje wielkimi środkami, nie pozostaje nam wiele do wyboru. Skupmy się więc na razie na kontraktach na WIG20 jako tych, do których mają dostęp niemal wszyscy chętni do operowania na rynku terminowym, niezależnie od wielkości posiadanych środków. Gdy opracujemy pewną metodę na tym rynku, będziemy mogli zabrać się za kolejne kontrakty.