Na zamknięcie piątkowej sesji wartość indeksu Nasdaq Composite była najniższa od ponad pół roku. 1613 pkt. to już tylko 190 pkt. więcej, niż wskaźnik miał w dołku ustanowionym we wrześniu zeszłego roku. Co ważne, po kolejnym spadku wykres przekroczył poziom 62-proc. zniesienia zapoczątkowanych wtedy wzrostów, skąd wynika, że powinien zostać zabrany cały jesienno-zimowy wzrost. Spadki potwierdzają zarówno średnie ruchome, jak i oscylatory krótkoterminowe. Te drugie sygnalizują już wyprzedanie rynku i może to być dobry zwiastun krótkoterminowej poprawy koniunktury, a to z uwagi na fakt, że korekta spadków, która wystąpiła bezpośrednio po przełamaniu wsparcia na 1716 pkt., była bardzo słaba. Być może niedźwiedzie są już na tyle silne, że do dołka z września zeszłego roku dociągniemy już w tym ruchu spadkowym.

Nieco lepszą koniunkturę sygnalizuje wykres S&P 500. Przy czym przewaga nad Nasdaq nie wyraża się w różnicy w trendach, ale tylko w tym, że wskaźnik utrzymuje się ponad zeszłotygodniowym dołkiem. I mimo iż piątkowa sesja przyniosła otwarcie luki bessy, to ukształtowana świeca wysokiej fali wskazuje na równowagę sił popytu i podaży. Dlatego na najbliższych sesjach nie oczekiwałbym spadków, ale kontynuacji korekty i utrzymania przez pewien czas ponad poziomem 1065 pkt. Górnym ograniczeniem dla korekty jest 1100 pkt., choć już wartość 1086 pkt. (lokalny szczyt z zeszłego tygodnia) to może kres sił popytu. Po zakończeniu odreagowania oczekują spadków, w czasie których niedźwiedzie sprowadzą wartość S&P 500 do poziomu zeszłorocznego dna, znajdującego się na poziomie 965 pkt.

W czasie kiedy w Stanach indeksy spadają, czołowe giełdy europejskie utrzymują się w trendach bocznych. Wprawdzie niemiecka Xetra od 19 marca traci na wartości i jest najniżej od dwóch miesięcy, to jednak wykres indeksu wciąż znajduje się ponad wsparciem na 4730 pkt. Dopiero gdy niedźwiedziom uda się przełamać tę barierę (prędzej czy później powinno się udać), giełda we Frankfurcie będzie nadrabiać zaległości w bessie.