Objęcie pakietu kontrolnego największej spółki telefonii komórkowej w Polsce było ruchem błyskotliwym, ale problem polegał na tym, że po pierwsze: Elektrimu na taki zakup nie było stać, a po drugie - nabytek nie przynosił żadnego strumienia środków pieniężnych.
Czyli strategia przejęć była zdrowa?
Tak. Nie należy jednak zapominać o ówczesnych cenach akcji spółek łącznościowych na światowych rynkach. Ponieważ na Zachodzie osiągały one niebotyczne poziomy, objęcie udziałów w PTC wyglądało na ruch bardzo trafny. W ostatecznym rachunku jednak, niezależnie od tego, jak zwyżkuje cena, jeśli takie aktywa nie generują środków pieniężnych, dopóki ich nabywca ich nie odsprzeda - pieniędzy nie odzyska.
Czy groźba upadłości Elektrimu to efekt załamania w sektorze telekomunikacyjnym, czy skutek błędu w strategii finansowej?
Nie ma to nic wspólnego ze złą koniunkturą w telekomunikacji. PTC to dobra spółka, a udział, jaki objął w niej Elektrim, zapewne był wart zapłaconej ceny. Elektrim ewidentnie potknął się na strategii finansowej. Nowy zarząd, na czele którego stała Barbara Lundberg, chciał ograniczyć się do energetyki i telekomunikacji. Przeprowadził restrukturyzację, ale restrukturyzacja ta nie zaszła wystarczająco daleko.
Strategię finansową zarządu Elektrimu w krytycznym momencie, w czerwcu 2000 r., zablokowali jednak inwestorzy instytucjonalni. Czy nie ponoszą oni więc dziś odpowiedzialności za skutki?