Piątkową sesję można było zaliczyć do rosnącego zbioru sesji nużących i bez wyrazu. Zakończyła ona kolejny tydzień, który można opisać takimi samymi przymiotnikami.

A przewidywania były zupełnie inne. Poprzedni tydzień z definicji miał być nudny. Trzy sesje poprzeplatane dniami wolnymi nie wróżyły niczego dobrego. Przebrnęliśmy przez nie ze świadomością, że to będzie koniec naszej męki, że gdy uczestnicy rynku powrócą z wypoczynku, to sytuacja diametralnie się zmieni. Miał być wzrost obrotu i zmienności. Niestety, dobiegający końca tydzień także okazał się niezbyt zajmujący, a ceny wahały się w bardzo wąskim przedziale. Przykładem małej zmienności cen niech będzie fakt, że trzy razy ceny zamknięcia były równe 1308 pkt. Nie pozostaje nic innego, jak przełożyć termin wybicia na później.

Na wykresie 60-minutowym da się zauważyć małą spadkową linię trendu, opartą na trzech ostatnich szczytach. Obecnie przebiega ona na poziomie ok. 1315 pkt. Jest to pierwsza bariera dla byków, gdyby przyszła im ochota na akcję wyciągającą ceny kontraktów na wyższe poziomy. Warto zauważyć, że na podobnym poziomie przebiega obecnie średnia krocząca. W czwartek wykres odbił się od niej, dając do zrozumienia, że średnia stała się ponownie "pracującym" narzędziem analizy technicznej. Gdyby zatem bykom udało się pokonać wspomnianą linię trendu, a zarazem średnią, można by to odebrać jako optymistyczny sygnał i możliwość podejścia w pobliże tej ważniejszej linii trendu spadkowego. Znajduje się ona w tej chwili na poziomie ok. 1345 pkt., a jej ewentualne pokonanie dałoby graczom sygnał wybicia z konsolidacji, w której znajdujemy się od dłuższego czasu. Dolnym ograniczeniem trendu bocznego nadal jest luka hossy ze stycznia br.