Minimum minimorum to nadzór finansowy nad zakładami oraz towarzystwami emerytalnymi, a wszystko inne powinno wynikać z obecnych potrzeb czy problemów rynku.
Ale słychać głosy, że rynek jest zbyt młody, aby go tak regulować. Zbyt duża restrykcyjność przepisów może zdusić jego rozwój.
Nie zgadzam się z takim twierdzeniem. Uważam, że powinno być odwrotnie. To młody rynek powinno się regulować, bo gdy dojrzeje, wszyscy będą wiedzieć, jak należy postępować. Tam regulacje są mniej potrzebne. Jeśli teraz przykręcimy śrubę, to unikniemy wielu problemów, które powstają na wstępnym etapDobrym przykładem może być standard przyjęty przez nadzór rynku kapitałowego - Komisję Papierów Wartościowych.
Od razu był surowy i efekty są. Oczywiście, z czasem możemy pozbyć się wielu funkcji, pod warunkiem jednak, że zmieni się otoczenie prawne. Na przykład pojawi się porządna ustawa o ochronie konsumentów i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie w stanie właściwie dbać o interesy także klientów firm ubezpieczeniowych.
Wówczas nasza ingerencja w niektórych obszarach będzie zupełnie zbyteczna. Ten proces porządkowania prawa postępuje. Ostatnio uchwalono przecież niezwykle ważną ustawę o kredycie konsumenckim, która m.in. narzuca bankom obowiązek ujawniania wszystkich opłat, jakie poniesie klient zaciągając pożyczkę. Podobnie powinno być w ubezpieczeniach. Przydałaby się np. porządna ustawa o umowie ubezpieczeniowej, w której m.in. określimy, prawa i obowiązki stron, przedmiot ubezpieczenia, świadczenia itp.
A czy Pana zdaniem zakłady powinny przedstawiać wszystkie koszty, włącznie ze sposobem tworzenia rezerw itp?
Nie wiem, czy wszystkie, ale na pewno znaczną część z nich. Należy pamiętać, że w świecie finansów następuje niezwykle silny proces koncentracji po stronie podaży. Oznacza to, że organizacje są coraz większe, funkcjonują według coraz bardziej złożonych mechanizmów, a klient jest tak samo mały, jak był kiedyś. W związku z tym należy go chronić. Stopień protekcji konsumenta wzrasta, i tak musi być, aby jego interes był odpowiednio chroniony nie tylko poprzez mnożenie uprawnień nadzorczych, ale także np. edukację. Według zasady, najlepiej obronisz się sam, pod warunkiem jednak, że wiesz jak.
Chce Pan przestrzegać klientów przed instytucjami finansowymi?
Nie. Chciałbym natomiast ich kształcić. Uważam, że samowiedza pozwala najlepiej chronić klienta. Na przykład UNFE miało zapisane w swojej podstawie prawnej obowiązek prowadzenia edukacji emerytalnej. Uważam, że ten obowiązek powinno się rozszerzyć także na sektor ubezpieczeń.
W przypadku UNFE sprowadzało się to wydawania biuletynu i organizowania konferencji prasowych. Przy tym sposób działania UNFE, mimo pewnych niedociągnięć, nie mógł być poddawany żadnej krytyce, np. przez dziennikarzy.
Być może było to robione niedoskonale, ale nadzór ubezpieczeniowy nie miał w ogóle takich możliwości. Uważam, że powinniśmy móc informować klienta nie tylko o jego prawach i obowiązkach, ale także wyjaśnić mu, na czym polega kontrakt, który zawiera z zakładem ubezpieczeń. Element edukacji, a może precyzyjniej konsultacji, chciałbym także wprowadzić w stosunkach z podmiotami nadzorowanymi. Uzgodniłem już z moim szefem kontroli, że będziemy przeprowadzali regularne spotkania z zakładami ubezpieczeń, na których informowalibyśmy o nieprawidłowościach wykrytych w innych firmach, oczywiście bez podawania nazw tych firm. Pozwoli to zapobiec powielaniu tych nieprawidłowości.
Nie obawia się Pan, że będzie to puste gadanie? Kontroler może przecież usłyszeć, że dany problem akurat tego towarzystwa nie dotyczy, gdyż działa ono zgodnie z prawem.
Trudno powiedzieć. Praktyka jest najlepszym sprawdzianem. Na pewno chcemy, aby nadzór był partnerski, ale i interaktywny.
Zna Pan raport NIK-u, w którym wytyka się, że na jednego zatrudnionego w departamencie kontroli dawnego PUNU przypadało 0,7 kontroli rocznie? Nie uważa Pan, że to trochę mało?
To zależy od zakresu kontroli. Praktyka obu urzędów była odmienna. UNFE robił kontrole krótkie, błyskawiczne obejmujące jedynie drobny wycinek działalności. Z kolei PUNU badał firmę dogłębnie. Ja jestem zwolennikiem kontroli wyrywkowych. Jeśli jednak wykryjemy poważne, powtarzające się nieprawidłowości, wówczas przeprowadzimy gruntowne badanie spółki.
Czy towarzystwa emerytalne pogodziły się z tym, że muszą opłacać swój nadzór?
A dlaczego miałyby być traktowane inaczej niż firmy ubezpieczeniowe? W świecie bywa nawet tak, że nadzór jest organizowany przez samych nadzoroW Polsce został wybrany wariant opłacania nadzoru przez nadzorowanych i moim zdaniem jest to zasadne, ponieważ inaczej musieliby utrzymywać go wszyscy podatnicy.
Nie ma tu obawy o korupcję? Taki argument wysuwały towarzystwa emerytalne
Nie ma takiej możliwości, ponieważ wysokość opłat jest ustalana na jednakowym poziomie dla wszystkich podmiotów przez ministra finansów. Te opłaty nie powinny być problemem. Problemem jest to, jak zmniejszyć inne, nieracjonalne koszty towarzystw emerytalnych czy zakładów ubezpieczeń, np. wynikające z obowiązków informacyjnych.
Czy Komisja przychyli się do postulatów PTE dotyczących zmiany niektórych uregulowań tak, aby zlikwidować te zbędne koszty?
Uważam, że te zapisy, które są puste, które nie budują bezpieczeństwa członków systemu, powinny być usunięte.
Czy teraz, gdy powstał nowy nadzór, ruszy konsolidacja rynku emerytalnego?
On przecież cały czas się konsolidował. Może niewystarczająco ale trzeba uważać, żeby nie doprowadzić do sytuacji, kiedy nastąpi nadmierna koncentracja na tym rynku. Może być ona niedobra zarówno dla samych ubezpieczonych - bo mają mniejszy wybór, jak i dla rynku kapitałowego.
Ale nie jestem przekonany, by najlepszym i jedynym instrumentem pobudzania konkurencji wśród funduszy emerytalnych było zakazanie im łączenia się. Trzeba szukać także innych rozwiązań. Poza tym w Komisji jest obecnie tylko jeden wniosek o konsolidację - OFE Ego z OFE Skarbiec-Emerytura.
Dziękujemy za rozmowę.