Kierownictwo Mostostalu Płock, w związku ze spadkiem zamówień na roboty, zamierza zwolnić w tym roku około 300 osób. Obecnie w spółce zatrudnionych jest około 900 pracowników. Giełdowa firma zamierza to robić systematycznie, tak aby nie doszło do zwolnień grupowych. Z takim rozwiązaniem nie zgadzają się jednak związkowcy. NSZZ Solidarność uważa, że jeśli już do zwolnień ma dojść, to powinny one mieć charakter grupowy, aby odchodzący dostali jak najwyższe odprawy.

Ich zdaniem, do takich żądań upoważnia przede wszystkim dobra kondycja finansowa Mostostalu Płock. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku spółka zanotowała 98,6 mln zł przychodów ze sprzedaży i 5,6 mln zł zysku netto.

- W dalszym ciągu negocjujemy, jednak do przodu posuwamy się wolno - mówi Kazimierz Kalinowski, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność. Także Wiktor Guzek, prezes zarządu płockiej spółki, potwierdza, że nie udało się osiągnąć porozumienia. - Spór zbiorowy nie jest zakończony. Nasze rozmowy, które prowadziliśmy w ubiegły piątek, nie zakończyły się podpisaniem protokołu uzgodnień ani rozbieżności - dodaje szef Mostostalu. Ostatnia propozycja zarządu dla związków to wypłata większych odszkodowań pod warunkiem jednak wypracowania przez firmę ustalonego wcześniej zysku operacyjnego. - Proponujemy także zmiany w systemie płac, aby był on bardziej motywacyjny - mówi W. Guzek. Ograniczenie zwolnień będzie możliwe, gdy spółce uda się pozyskać znaczące kontrakty. Na razie portfel zamówień wypełniony jest mniej więcej w połowie.

Pytany o odwołanie od decyzji sądu, unieważniającej uchwałę o podziale zysku za 2000 r., prezes Mostostalu powiedział, że taki dokument zostanie złożony najprawdopodobniej w najbliższy poniedziałek. - Otrzymaliśmy już uzasadnienie postanowienia sądu. Mogę powiedzieć, że argumenty w nim przedstawione nie zadowalają nas - twierdzi szef płockiej firmy. Przypomnijmy, że o unieważnienie uchwały wystąpiła spółka Niva, która na walnym zgromadzeniu domagała się innego podziału zysku (m.in. przeznaczenia go na dywidendę).