Pozytywne zmiany maskują jednak liczne niedomagania, takie jak korupcja czy wadliwy system prawny. Wymownym przykładem jest spór dotyczący jednego z najbardziej reprezentacyjnych budynków w Dżakarcie, w którym m. in. znajduje się siedziba giełdy.
Jego właściciel - Danareksa Jakarta International, należący w 45% do państwowej firmy ubezpieczeniowej Danareksa - zaciągnął w 1996 r. na budowę kredyt zagraniczny, którego po azjatyckim kryzysie gospodarczym w latach 1997-98 nie mógł spłacić. Ponieważ rozmowy na temat restrukturyzacji długu wynoszącego 240 mln USD nie przyniosły rezultatów, DJI wystąpił do miejscowego sądu o uznanie umowy kredytowej za sprzeczną z obowiązującymi w Indonezji przepisami, a tym samym nieważną. Kredyt konsorcjalny przyznany był bowiem spółce zależnej z siedzibą na Wyspach Dziewiczych. Należy dodać, że taka forma umowy kredytowej była wówczas powszechnie stosowana i budziła żadnych zastrzeżeń.
Sąd nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale zawiesił prawa wierzycieli do egzekucji zaległych należności, których zabezpieczenie - zgodnie z umową - stanowił wzniesiony w Dżakarcie budynek. Jeżeli sąd nie zmieni zdania lub jego postanowień nie anuluje wyższa instancja, kredytodawcy nie będą mogli liczyć nawet na obsługę zadłużenia, którą mogłyby zapewnić wpływy za wynajmowanie pomieszczeń w tym gmachu. Dochody te wynoszą rocznie około 11 mln USD.
Również sami wierzyciele zamierzają w połowie czerwca zwrócić się w tej sprawie do sądu, podejmując jednocześnie kroki prawne w Singapurze. Jednak w miejscowych warunkach postępowanie sądowe może potrwać cztery do pięciu lat.
Spór o budynek giełdy potwierdza brak skuteczności władz indonezyjskich w reformowaniu systemu prawnego. Tymczasem bez pewności, że zawarte umowy będą honorowane, zagraniczni inwestorzy mogą zniechęcić się do angażowania kapitałów w tamtejszą gospodarkę. O gruntowe reformy zaapelował ostatnio do władz w Dżakarcie Bank Światowy, podkreślając, że bez nich nie może być mowy o przywróceniu zaufania zagranicznych kół finansowych.