Wczorajsze zmagania popytu z podażą wygrała strona nastawiona prowzrostowo. Przewaga graczy antycypujących zwyżkę cen była na tyle duża, że wyrysowana świeczka dzienna nie pozostawia wątpliwości, kto rządził rynkiem. Patrząc na wykres z bliska można tylko to potwierdzić.
Wykres oparty na danych 60--minutowych z szeregiem następujących po sobie białych świec dobitnie wskazuje na wczorajszy prymat popytu. Kursy powróciły nad średnią kroczącą, co może bardziej optymistycznie nastrajać na przyszłość. Po dwóch sesjach potwornego marazmu mamy pewne ożywienie. Przestrzegałbym jednak przed nadmiernym optymizmem. Oczywiście, ruch w interesie cieszy i wczorajszy wzrost może się przekształcić w kontynuację wzrostu z 16 maja, ale by to stwierdzić, potrzebne jest wybicie nad poziom ostatnich szczytów (1408-10). Do tej chwili wszelkie wahania pod tym oporem oraz nad wsparciem (w postaci luki hossy z 17 maja) traktuję jako wahania wewnątrz konsolidacji. Dynamika wczorajszej zwyżki, zwłaszcza w końcowej części sesji, daje nadzieję na pomyślny dla byków obrót sprawy. Aby jednak można było ogłosić ich tryumf, potrzebny jest większy wzrost. Podobnie jak miało to miejsce 28 maja, kiedy silny spadek nie spowodował wybicia dołem z konsolidacji, tak i tym razem wcale nie jest pewne, że wczorajsza jazda zaskutkuje wybiciem w górę.
Moje nastawienie na dzisiejszą sesję jest umiarkowanie pozytywne. Będę oczekiwał na ewentualne wybicie nad poziom szczytów. Oczekiwał oczywiście w szaliku i wielkiej biało-czerwonej czapie, dopingując naszych chłopaków zmagających się z drużyną Korei Południowej. Oby spodziewany sukces naszego zespołu zbiegł się z ewentualnym sukcesem rynku, czyli wybiciem z trendu bocznego. Gdy oba cele zostaną osiągnięte, to później pójdzie już łatwiej. Im i nam.