Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar, Bahrajn i Oman mogą potrzebować aż 200 mld USD w najbliższych 10 latach - szacuje David Moleshead, dyrektor bankowości inwestycyjnej bliskowschodniego oddziału HSBC w Dubaju. Ludność tego regionu zwiększa się o ok. 3% rocznie, a to oznacza wzrost zapotrzebowania na zakłady odsalania wody morskiej i energetyczne. - Inwestycje petrochemiczne, energetyczne i wodne nadal będą zwiększały popyt na kredyty - powiedział agencji Bloomberga Ahmet Bekce, dyrektor z Citigroup, największego kredytodawcy w rejonie Zatoki i największej na świecie firmy świadczącej usługi finansowe. - Te kraje potrzebują więcej energii i wody, aby podnieść standard życia - dodał.
Przychody ze sprzedaży ropy naftowej, z których rodziny rządzące krajami nad Zatoką zawsze finansowały wszelkie potrzeby, w tym roku mogą spaść o ponad 11%, do 91 mld USD, gdyż zarówno cena ropy, jak i jej wydobycie zmniejszają się. A to zwiększa zapotrzebowanie na kredyty, gdyż monarchowie dążą do zróżnicowania gospodarki.
Saudi Basic Industries Corp., największy w regionie producent wyrobów petrochemicznych, pożyczy od grupy banków 1,1 mld USD na odkupienie rafinerii od DSM, drugiego co do wielkości holenderskiego koncernu chemicznego. Kredyt zorganizował J.P. Morgan Chase. W sąsiednim Katarze rząd zamierza inwestować ok. 3 mld USD rocznie przez pięć lat w projekty energetyczne.
Zachodnie banki zwietrzyły dobry interes w tym regionie, gdyż europejskie spółki znacznie mniej teraz pożyczają. W minionych 12 miesiącach rynek kredytowy w Europie Zachodniej skurczył się o 35% wobec takiego samego okresu sprzed roku, podczas gdy w krajach nad Zatoką Perską wzrósł o 14%. Ale wciąż jest nieporównanie większy, bo Europa w ciągu roku do końca maja pożyczyła 350 mld USD, a kraje znad Zatoki 7,35 mld USD.
Zdaniem ekonomistów i bankowców, najwięcej pieniędzy w najbliższych latach będzie potrzebowała Arabia Saudyjska. W sytuacji, gdy zadłużenie rządu jest niemal równe PKB, to pustynne królestwo liczy, że prywatne spółki finansowane przez banki podzielą się kosztami zaspokojenia popytu na energię, wodę i telekomunikację. Popyt tylko na energię elektryczną rośnie o ponad 5% rocznie, co będzie wymagało inwestycji rzędu 100 mld USD do 2025 r.