Giełda coraz boleśniej odczuwa efekty trwającej już od dwóch lat bessy i dramatycznego spadku zainteresowania inwestowaniem. Chcąc zmniejszyć koszty operowania na publicznym rynku kapitałowym, GPW już wielokrotnie obniżała opłaty pobierane od obrotu. Niestety, nie przyniosło to specjalnych efektów. Obroty spadają, a wraz z nimi maleją przychody z prowizji za przeprowadzane transakcje.
Ryszard Czerniawski, wiceprezes zarządu, niechętnie wypowiada się o finansach GPW. Przyznaje jednak, że obecnie giełda jest na minusie, i to - jak się wyraził - znaczącym. - Obniżyliśmy stawki naszych opłat zarówno od obrotu, jak i od samych emitentów. Do tego doszła bardzo mała aktywność inwestorów w kwietniu i maju - przyznaje Ryszard Czerniawski. Według niego - nie jest jednak tak źle. - Zapewniam, że fundamenty finansowe giełdy są solidne - twierdzi. Fundamenty zaś w dużej mierze opierają się na skumulowanych zyskach giełdy z lat poprzednich. Pieniądze te lokowane są w sposób bezpieczny i przez lata przynosiły poważne zyski z odsetek. Ostatnio jednak stopy procentowe spadają i nie da się ukryć, że musi to odczuć również giełda. Spadek przychodów finansowych jest najprawdopodobniej na tyle istotny, że nie pokrywa nawet strat generowanych z działalności podstawowej. Wiceprezes Czerniawski komentuje to jedynie w ten sposób, że z odsetkami jest różnie.
Straty generowane przez GPW mogą fatalnie zaciążyć na negocjacjach w sprawie faktycznego sojuszu naszego parkietu z którąś z rozwiniętych giełd zachodnioeuropejskich. Nadal bardzo niskie są obroty. Np. wczoraj (miejmy nadzieję, że głównie za przyczyną meczu piłkarskiego) nie przekroczyły nawet 100 mln zł.
Pogarszająca się sytuacja GPW jest jednak niczym w porównaniu z bardzo złą sytuacją domów maklerskich. O tym, w jak fatalnej kondycji - także psychicznej - pozostaje rynek, świadczy ton rozmów sobotniego zjazdu Związku Maklerów i Doradców. Żartowano na nim, iż sukcesem ZMiD jest fakt, że Związek w ogóle jeszcze istnieje...
č Komentarz